Pani Sabina skończyła 100 lat!
17.08.2021

Mama, babcia, prababcia i praprababcia Sabina ma 100 lat! Wszystkiego dobrego!

Sabina przyszła na świat 11 sierpnia 1921 roku w małej wiosce obecnego województwa świętokrzyskiego. Tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, w lutym 1939 roku poślubiła Stanisława, z którym przeżyła 68 lat i wychowała syna oraz pięć córek. Mąż zmarł w 2007 roku. Zawsze miała otwarte i pomocne serce. W czasie wojny, mieszkając z teściami i powiększającą się rodziną w małym domku, udzieliła schronienia kuzynce, która uciekła ze Stolicy zniszczonej w Powstaniu Warszawskim. Mimo trudnych i surowych warunków, Sabina dbała o dom i rodzinę najlepiej, jak potrafiła. Ciężko pracowała w polu, większość prac wykonywała ręcznie. Do 1965 roku w domu nie było prądu, wobec czego dwie izdebki oświetlano lampą naftową, prano w balii na tarze, a wszystkie prace na roli wykonywano bez pomocy jakichkolwiek maszyn. Mimo trudnych warunków w w domu i obejściu panował porządek. Każdy wiedział, co do niego należy. Dzieci Jubilatki do dziś wspominają, że z Mamy Sabiny byłaby wspaniała kierowniczka w jakimś zakładzie pracy.

 

W zapracowanym życiu miała odpoczynek w niedzielę – tego dnia nie wychodzono w pole. 5-kilometrowa droga do parafialnego Kościoła często zamieniała się w towarzyski spacer, kiedy można było serdecznie porozmawiać ze znajomymi. Dla Sabiny zarezerwowane na wyłączność były Wielki Czwartek i czwartek Oktawy Bożego Ciała, na który splatała wianki z ziół, po które wysyłała dzieci. Te przynosiły m.in. macierzankę i rozchodnik, a poświęcone wianki wisiały później cały rok w oknie. Żyło się biednie, czasem nie było z czego zrobić obiadu. Pewnego lata, kiedy jedyna krowa nie dawała już mleka, Sabina wysyłała dzieci po jagody i wyglądała za nimi, czy wrócą na czas posiłku, by maleńkie owoce podać z makaronem własnej roboty. Potrafiła robić coś z niczego. Przy okazji cotygodniowego pieczenia chleba, na prośbę dzieci piekła czasem placek z tartych ziemniaków. Miała zawsze dylemat, bo było o jeden chleb mniej w piecu i zastanawiała się, czy wystarczy na cały tydzień. Dzieci jednak wspominają maminą kuchnię z ciepłem i sentymentem. Na święta Bożego Narodzenia piekła im zawsze ciastka z amoniakiem, wnuki pamiętają natomiast smak placków na sodzie i opiekanych na blasze kawałków ciasta makaronowego. Kuzynki zawsze wspominały, że „do Cioci chodziłyśmy na wspaniałe ciasto”, w pamięci potomnych zapisała się także wybitna zupa pomidorowa. Proste potrawy smakowały najlepiej. Ubijało się masło w maselnicy, a do krowy stała kolejka po świeże mleko – jeszcze z pianką. Sabina dla każdego znalazła dobre słowo: pytała, co słychać, chwaliła strój lub fryzurę, albo to, że ktoś urósł bądź dostał dobre oceny. Czuwała nad edukacją dzieci, pilnowała odrabiania lekcji i nawet zwalniała z prac w gospodarstwie, byleby dzieci dzięki wykształceniu wyrwały się ze wsi i biedy.

 

Dzieci nie mogły uczestniczyć w rozmowach dorosłych – takie były wówczas trudne czasy, kiedy łatwo można było łatwo trafić do więzienia nawet za jakieś pomówienie. Niestety, w ten sposób jednak wiele z rodzinnych historii i anegdot przepadło, już nigdy niepowtórzonych kolejnemu pokoleniu. Sabina uczyła dzieci nie tylko swoim przykładem wiary, ale także wpajała zasady moralne poprzez wiersze, których znała bardzo dużo. Starsze rodzeństwo pamięta wiersze Stanisława Jachowicza (a szczególnie wiersz „Chłopczyk wchodzi sam w siebie” mówiący o tym, że „nie można być próżniakiem”), młodsi z kolei pamiętają „Andzię” czy „Staś na sukni zrobił plamę”. Recytowano też często „Katechizm polskiego dziecka” Władysława Bełzy czy „Powrót taty” i „Lilie” Adama Mickiewicza. Nie zabrakło też różnych wyliczanek, np. „Na ulicy Kopernika….” Czytanie książek było pasją Sabiny do momentu, kiedy jeszcze mogła czytać. Do teraz pyta „Co czytasz?” albo „O czym piszą?”, mimo że po chwili zapomina, o co pytała. Wraz z pogarszającym się stanem zdrowia fizycznego odeszła jej wspaniała pamięć. Jeszcze do 2017 roku bardzo chętnie czytała książki, pamiętała wszystkich wnuków i prawnuków, imiona ich dzieci i małżonków.

Sabina, jak większość kobiet w tamtych czasach, żyła w cieniu męża i rodziny, nie narzucała swojej obecności, nie wyrażała swoich potrzeb czy marzeń. Żyła i żyje cichutko, prosząc, by nikt się na nią nie gniewał, dziękując za odwiedziny. Przed Mszą urodzinową Córka wspomniała jej, że Ksiądz Proboszcz zaprasza do Kościoła, na co odpowiedziała, że „do Kościoła idzie się bez zaproszenia”. Pacierz, różaniec, majówki pod kapliczką, uczestnictwo we Mszy Świętej, a kiedy już nie było sił i zdrowia to Komunia Święta w pierwszy piątek miesiąca (później w pierwsze soboty miesiąca) udzielana w domu i rozmowa z Księdzem Proboszczem umacniały ją psychiczne, a nawet fizycznie. Zawsze bardzo na te wizyty czekała.

Sabina wychowała na dobrych ludzi szóstkę dzieci, które dorosły i poszły w świat – na swoje. Na ten moment Jubilatka doczekała się też 15 wnuków, 24 prawnuków, a nawet 4 praprawnuków! Do października 2020 roku mieszkała w rodzinnym domu na wsi, pod zmieniającą się opieką córek i syna, bo z biegiem lat ubywało zdrowia i sił. Obecnie przebywa u córki w Katowicach.

 

Uroczystość obchodów 100 lat rozpoczęła się 11 sierpnia liturgią Mszy Świętej w intencji Sabiny. Po jej zakończeniu, Jubilatkę otoczyła licznie zgromadzona rodzina oraz znajomi z życzeniami i kwiatami. Wśród gości znalazła się najmłodsza prawnuczka Emilia, która ma 6 tygodni – czas zatoczył więc koło. Na przyjęciu nie zabrakło tortu z magiczną liczbą 100. Wzniesiono także symboliczny toast za zdrowie i pomyślność stulatki/jubilatki.

 

 

Tekst: C. Marianna
Zdjęcia: Archiwum rodzinne

 

[dop. Redakcja]
Cała nasza wspólnota parafialna dołącza się do życzeń składanych Czcigodnej Jubilatce. Niech Maryja Piekarska wyprasza dla niej potrzebne Łaski!