Letni Festyn Parafialny za nami

Kto nie był niech trochę żałuje, kto był – czas powspominać 🙂

Dla jednych i drugich mała relacja z tego, co działo się w sobotę 8 czerwca przy naszej świątyni. A działo się sporo, w końcu parafialny festyn to dosyć spore wydarzenie, do którego przygotowania trwają kilka tygodni. Trzeba wszystko zaplanować, wykonać mnóstwo telefonów, zaprosić gości, zebrać ekipę która pracuje zarówno przed jak i w czasie festynu, ustalić szczegóły, podzielić zadania, zorganizować środki finansowe i rzeczowe, ogarnąć zaplecze techniczne, wykonać zakupy i to nie takie jakie zazwyczaj robimy idąc do warzywniaka, tylko „trochę” większe, z załadunkiem samochodu po dach i to na wiele kursów. Można by tak jeszcze długo wymieniać bo nie jest to łatwe zadanie. Na szczęście duże wyzwania mobilizują ludzi, rodzą pomysły a jeśli brać pod uwagę docelowy efekt – mile spędzony czas, który służy nam wszystkim parafianom i nie tylko – robota sama pali się w rękach. Trzeba przyznać, że ekipa pracująca przy festynach jest niezawodna, w większości są to te same osoby, które od lat starają się by nasze festyny były naprawdę fajne, choć zgłaszają się też nowi ochotnicy z rękami chętnymi do pomocy, co bardzo cieszy. Myślę każdemu, kto przychodzi tutaj bezinteresownie pomagać zależy by wszystko się udało, by smakowało, by buzie dzieci były roześmiane, by każdy wychodził stąd zadowolony i by było co wspominać.

W końcu przychodzi ten wyczekiwany moment, robi się gwarno, wesoło, czasem nerwowo bo trzeba ze wszystkim zdążyć a czas leci nieubłaganie. Tu ktoś stawia namioty, tam rozkłada stoły i ławy, ktoś stoi na drabinie i zapina tablice informacyjne, lub plakaty. No i pojawiają się w powietrzu zapachy ciepłych dań, bigos, grochówka, żurek przygotowane w ogromnych termosach niczym weselne gary. Są tak wielkie, że panie Beata i Janka mieszając wielkimi chochlami mają mięśnie wyrobione, jak po treningu w siłowni! Polowa kuchnia jest dziełem pań Małgosi i Haliny, które są specjalistkami od gotowania dla pułku piechoty. Zawsze zastanawiam się gdy dostaję do ręki listę zakupów, czy aby na pewno potrzeba 10 główek kapusty do bigosu? Na wszelki wypadek kupiłyśmy 12! 🙂

Dymu rozpalanego grilla nie można przeoczyć, nie da się też obojętnie przejść obok aromatycznych kiełbas lub jeśli ktoś woli wusztów a także krupnioków (kaszanek nie było). 🙂 Za dymną zasłoną dziarsko pracują panowie Leszek i Jacek, podobno po festynie karnacja mocno im ściemniała…

Dla tych którzy nie gustują w opiekanych grillowych rarytasach, panowie serwują farskie placki z blachy, kartoflane cudo, pieczone na rozgrzanej blasze smarowanej słoniną. Praktycznie bez tłuszczu – czyli dietetyczne – idealne dla wszystkich pań dbających o nienaganną „linię”. Placki przygotowują panie Mirka, Jola, Ela i Iwona, i choć niewidoczne krzątają się w kuchni, każdy placek jest podpisany ich odciskami na rękach.

W festynowej kawiarence krzątają się panie Hildzia, Mariola, Wiola, każda ma pod ręką coś słodkiego: pyszne ciasta i kołocze pieczone przez panie Mirę i Mirkę oraz nasze niezawodne parafianki. Tuż obok cieszą oko desery: owocowe galaretki i budynie wykonane przez panią Mariolę. Nasze kawiarenkowe panie – jak zawsze uśmiechnięte – rzec można fajne słodkie „babki”. Dla urozmaicenia tuż przy ciastach i deserach szykuje się do boju pani Gabrysia uzbrojona w wielki gar tustego i michę sznitek pachnącego chleba. Sznitę z tustym okrasza kiszonymi ogórkami i swoim rozbrajającym śląskim humorem. Czy jest ktoś, kto nie zna smaku tak przygotowanego chleba? Chyba nie, to pozornie skromne danie a zawsze raduje podniebienie.

Trzeba przyznać festynowe menu jest imponujące, w tym roku są też oscypki opiekane z krakersem i żurawiną – taki mały góralski akcent. Tutaj idealnie wpasowałby się nasz góral – ks. proboszcz Józef, niestety pełni funkcję organizatora i gospodarza festynu i ma tyle obowiązków z tym związanych, że danie to przygarnęły do swojego stoiska panie Beata i Janka.

Tak przebrnęłam przez całe festynowe menu, pisząc o nim żałuję, że skosztowałam tylko niektórych kulinarnych propozycji i że możliwości mojego żołądka są jednak ograniczone. Cóż przed następnym festynem trzeba będzie się wcześniej do degustacji przygotować, może mała głodówka? Żartuję. 🙂

Wspomnę jeszcze o dwóch paniach – Oli i Dance, bez których żadna festynowa „transakcja” nie doszła by do skutku. To one zasiadają w kantorze z tauzenami zaopatrując wszystkich w wartościowe karteczki. Dzięki temu możliwe jest nabycie wcześniej wymienionych smakołyków a także korzystanie z innych atrakcji festynowych.

Wszystkie stoiska ogarnia jak zawsze pani Marysia, nadzorując pracujących, towary, dania, wyposażenie, sprzęt. Kobieta kameleon, będąca zawsze tam, gdzie potrzeba. Pomocnik zaopatrzeniowca i wielofunkcyjny spec od wszystkiego. Na pierwszy rzut oka niewidoczna a jakże potrzebna.

 

Co jeszcze słychać na festynie?

W tym roku po raz pierwszy pojawia się Akademia Nautica. Są to specjalnie przygotowane dla dzieci stanowiska, na których mogą bawić się i pod czujnym okiem instruktorów przeżywać zręcznościowe przygody. Można strzelać z łuku, pod warunkiem, że nie w kolegę, J można strzelać z procy specjalną maskotką angry birds. Na dzieciaki czeka też kolorowy, dmuchany zamek oraz regaty, gdzie na wodnych torach ścigają się łódki popychane przez strumień wody kierowany przez zawodnika. Kto zaś żądny przygód i komu nie brak bujnej wyobraźni, może skorzystać z toru przeszkód, na którym wykazać można się odwagą i sprawnością fizyczną, tutaj można między innymi zjechać na linie.

Z tyłu sceny umiejscowione są kolejne stanowiska z atrakcjami dla dzieci. Tutaj nasz parafianin pan Janek prowadzi zajęcia z tworzenia budowli za pomocą zapałek. Pamiętam, gdy on sam wiele lat temu jako młody chłopach prezentował w podziemiach naszego kościoła wystawę swoich pięknych prac wykonanych właśnie z zapałek. Dzisiaj tą pasją zaraża kolejne pokolenie, ucząc wyobraźni, kreatywności, precyzji a stół przy którym pracują młodzi „budowlańcy” cały czas otaczają ochotnicy do zabawy oraz kibicujący im bliscy.

Nieopodal kolejna zabawa przygotowana przez pana Janka – malowanie w plenerze. Na specjalnej folii rozciągniętej pomiędzy drzewami, dzieci mogą malować farbami co tylko zapragną. Przezroczysta folia szybko zapełnia się kolorowymi malunkami, które zamieniają ten fragment łąki w kolorowy zagajnik. Pewnie są wśród małych twórców przyszli wielcy artyści malarze, może będą po latach wspominać swoje twórcze początki w parafii na Górnym. 🙂

 

Mamy też na festynie kolorowego roześmianego klowna, do którego dzieci lgną z ciekawością.

Z przodu kościoła grupa roześmianych dzieciaków razem z panią Basią zawzięcie malują kredą po kostce brukowej. Kolorowe obrazki wyrastają jeden po drugim i cieszą oko przechodniów do końca festynu a nawet w następnych dniach. Widać je też z balkonów sąsiednich bloków, przypominają, że festyn to fajna kolorowa przygoda dla każdego a przede wszystkim dla najmłodszych.

Z centralnego miejsca, którym jak zawsze jest scena, dobiega głos Ks. Proboszcza Józefa towarzyszącego występującym dzieciom. Słychać także donośny głos pana Olka – festynowego konferansjera, ten to prowadzący trzyma w ryzach cały artystyczny program, mając na uwadze by wszystko szło zgodnie z planem, by każdy artysta mógł wystąpić, zaprezentować swoje talenty i mrówczą pracę nad całokształtem występu. A trzeba przyznać, jak zawsze jest co oglądać.

Pierwsze sceniczne prezentacje należą do dzieci. Przedszkolaki z Miejskiego Przedszkola Nr 90, im. „Wróbelka Elemelka”, przygotowane przez panie Barbarę i Iwonę. Występ rozpoczyna najstarsza grupa „Pingwinków” z wesołymi piosenkami o pogodzie. Scena zapełnia się uśmiechniętymi buziami, które przez chwilę przysłaniają przezroczyste parasolki. Dzieciaki pokazują również, że nie obca jest im profesjonalna prezentacja dziecięcej poezji. Po raz kolejny na scenie pojawiają się „Pingwinki”,  tym razem w towarzystwie najmłodszej grupy „Motylków”. Starszaki recytują wierszyki Jana Brzechwy ze zbioru „Zwierzyniec”, natomiast maluszki przebrane nie do poznania, prezentują wygląd poszczególnych zwierząt.  Na zakończenie występów, przedszkolaki specjalnie dla widowni zadają śląskie zagadki o zwierzętach, a za ich odgadnięcie można zdobyć pięknego „szmaterloka”. 🙂

Szkoła Podstawowa Nr 59 – obecna jak zawsze na każdym festynie, tym razem stawia na muzykę. Przygotowane prze panią Joannę i Barbarę dzieci dają pokaz wokalnych i instrumentalnych umiejętności. Na scenie po kolei prezentują się indywidualni wokaliści oraz instrumentaliści. Ze sceny słychać śpiew, płyną piękne dźwięki trąbki i melodyjki oraz rytmiczne uderzenia bongosów. Swój program prezentuje także dziesięcioosobowy zespół TAMTAMITUTAM, który śpiewa cztery utwory muzyki rozrywkowej oraz prezentuje do nich specjalnie przygotowaną choreografię. Muzyka zaprezentowana przez te niewątpliwie ogromne muzyczne talenty, cieszy zarówno samych wykonawców jak i kibicujących im bliskich. Trzeba przyznać, że serce raduje się gdy można doświadczyć tak wysokiego poziomu muzycznego, wśród tak młodych jeszcze osób. Myślę, że za kilka lat sporo z nich będzie podążać drogą dźwięków, śpiewając i grając na profesjonalnych koncertach, czego im szczerze życzymy!

Dzieci zarówno przedszkolne jak i szkolne otrzymują z rąk księdza proboszcza Józefa upominki, zabawki, słodycze a uśmiechy nie znikają z buzi. Dumni rodzice i dziadkowie a nawet całe rodziny oklaskują swoje pociechy.

W czasie festynu śpiewa też Mateusz i Wojtek, prezentują piosenkę zespołu Małe TGD pt. „Siedem” o świętym tygodniu i czasie danym nam od Boga i dla Boga. Do tego utworu pewnie jeszcze wrócimy i jeszcze nie raz będzie go słychać na festynach i w kościele.

Jak na dobry festyn przystało przyjeżdżają do nas także specjalni goście. Są z nami panowie z Komendy Policji na Osiedlu Tysiąclecia. Opowiadają o bezpieczeństwie i o swojej pracy. Jest z nimi także policyjny pies Sznupek, ogromnych rozmiarów niebieski pluszak, do którego dzieci lgną ciekawe samego psiaka, jak i tego, kto się w nim kryje. Niech to będzie naszą małą tajemnicą, Sznupek spisał się świetnie, mimo upału dał radę.

Drugi gość specjalny – Państwowa Straż Pożarna z Katowic zajeżdża od frontowej bramy naszego kościoła potężnym wozem bojowym, który dzieci mogą oglądać z bliska i poznawać tajniki zawodu strażaka. Panowie strażacy opowiadają o swojej trudnej misji, o zadaniach w jakich uczestniczą i dyscyplinie oraz sprawności jakiej trzeba się nauczyć, by być strażakiem. Zapamiętałam, że gotowość strażaka do wyjazdu do akcji w czasie dnia zajmuje jedną minutę a w nocy dwie. Z perspektywy przeciętnej osoby (kobiety :D), która rano okupuje łazienkę „trochę” dłużej by zapewnić gotowość do pracy, ciężko to sobie wyobrazić. Szacunek dla panów Strażaków!

Festyn to także zabawy dla dzieci, jedną z nich jest ruchowe kalambury, które prowadzi nasz konferansjer pan Olek. Każda z trzyosobowych drużyn ma za zadanie wystawić po kolei swojego zawodnika, który za pomocą ruchu i mimiki pokazuje określone czynności, przedstawia wskazane postaci. Drużyna przeciwna zgaduje co lub kogo pokazuje mim. Jak zawsze kreatywność dzieci daje radę temu wyzwaniu i choć upał trochę doskwiera, wszyscy świetnie się bawią. Każde z dzieci otrzymuje nagrodę i roześmiane opuszcza scenę.

Kolejna zabawa to tańce integracyjne przygotowane przez panią która animuje zabawę ruchową w odniesieniu do prezentowanej w tle muzyki. Dzieci pięknie tańczą, naśladując zadane im ruchowe figury. Całość zabawy zwieńcza konkurs w przeciąganie liny, gdzie siła mięśni, spryt oraz odpowiednia taktyka daje mnóstwo frajdy i śmiechu. Dzieci dopingowane przez ks. Proboszcza Józefa dają z siebie wszystko a tumany wzniesionego kurzu tylko potwierdzają dobrą zabawę.

Na scenie szykują się kolejne atrakcje. Grupa Dzieci Maryi pod okiem Ks. Michała wystawia spektakl „Romeo i Julia”. Tę bardzo dojrzałą inscenizację prezentują z dużym zaangażowaniem, oddając wiernie klimat dramatu. Profesjonalna recytacja, kostiumy i dbałość o szczegóły, pokazuje jak młodzież tej parafialnej grupy jest zdolna, aktywna i chętna do różnych działań grupowych. Dzieci Maryi nagrodzone gromkimi brawami i upominkami wręczonymi przez ks. proboszcza, dumnie schodzą ze sceny, wiedzą, że trud i praca jaką wykonały przyniosła spektakularny efekt.

W przerwach pomiędzy występami artystycznymi dzieci i młodzieży, ks. proboszcz Józef zaprasza na scenę osoby pracujące przy festynie dziękując im za zaangażowanie i włożony w to dzieło trud. Każdy otrzymuje pamiątkowy obraz z wizerunkiem Maryi Piekarskiej, kopię tego obrazu, który widnieje w naszej świątyni. Ufundowane przez ks. proboszcza obrazki cieszą obdarowanych, gdyż dzięki nim mogą zabrać do domów naszą parafialną Patronkę i cieszyć się tym dobrym matczynym spojrzeniem na co dzień, pod swoim dachem.

 

Festyn trwa, pogoda dopisuje, słońce świeci sprzyjając nam wszystkim, po raz pierwszy od kilku lat nie ma potrzeby chowania się przed deszczem, co bardzo cieszy. Niebo jest przychylne nam i naszej parafialnej zabawie.

W końcu przychodzi moment na wyczekiwane spotkanie z gościem specjalnym – ks. prałatem Stanisławem Nogą, pierwszym proboszczem i budowniczym naszego kościoła. Jak zawsze chwile te pełne są ciepła, wspominek, powrotów do czasu, gdy nasz kościół budował się na osiedlu i kształtowała się nasza wspólnota. Tym razem ks. Stanisław wzięty jest w ogień pytań i wspomnień przygotowanych przez pana Olka a dotyczących przeróżnych zdarzeń, mających miejsce w naszej parafii, na przestrzeni ostatnich 30 lat. Hasła i pytania zamknięte w „parafialny alfabet” zawierają tematy ukryte pod poszczególnymi literami a dotyczą przeróżnych zagadnień. Ks. Stanisław rozpoznaje je i wspomina a uczestniczący w tej zabawie parafianie również mogą wrócić do nieznanych sobie oraz tych zdarzeń, których niejednokrotnie byli świadkami. Wspomnieniom poddajemy m.in. naszych byłych wikariuszy, ich dalsze losy, to jak zostali powołani do bycia proboszczami. Są też wspominki o których ksiądz prałat nie pamięta. Jednym z takich wydarzeń było przywiezienie na parafię figur do stajenki bożonarodzeniowej. Ks. Stanisław przywiózł je wtedy do blaszanego baraku białym „maluchem”. Ja jako mała chyba jedenastoletnia dziewczynka, pomagałam je wyciągać ze samochodu. Tego ks. Stanisław nie pamięta, ja natomiast często wspominam to ze śmiechem bo największe problemy miałam z wypakowaniem wielbłąda. Ten słusznych rozmiarów zwierzak wydawał się bardzo ciężki a dziś ilekroć wkładam go do świątecznej szopki w kościele, wspominam z sentymentem tamto zdarzenie. Wtedy ponad 30 lat temu nie przypuszczałam że stajenkowy wielbłąd, przez tyle lat będzie mi towarzyszyć w pracy. J

Sentyment, sentymenty, tymczasem przychodzi czas na biesiadne śpiewanie. Tradycyjnie już prowadzona przez panią Małgosię parafialna schola, porywa do wspólnego śpiewu tych wszystkich, którzy lubią pośpiewać i pokołysać się w rytm biesiadnych piosenek. Gitara, gorące serca i miłość do muzyki z przytupem, to przepis który sprawdza się zawsze. W tym roku jako przerywnik mamy jeszcze okazję pośmiać się przy monologach pani Marii. Historyjki „wiekiem zaawansowane” śmieszą i uczą dystansu do upływających lat oraz siwiejących skroni.

Zostając w klimacie muzycznym podążamy do kolejnego punktu programu – koncertu zespołu Hoker Band. Kapela ta grała już w naszej parafii zarówno na festynach – prezentując autorski repertuar jak i w okresie Bożego Narodzenia – koncertując kolędowo przy żłobku. W trakcie instalacji zespołu, perkusji, nagłośnienia i kilometrów kabli wszelakich, czas umila słuchaczom pan Olek prezentując „wice branżowe”. Dowcipy w tematyce kościelnej sympatycznie umiliły czas wszystkim obecnym. No i startujemy – godzina grania w stylu pop-rockowym, piosenki starsze oraz premierowe Zespołu Hoker Band. Jest też mały akcent konkursowy a w nagrodę płyta zespołu. Mamy nadzieję, że pan Grzegorz, który wygrał płytę zostanie wiernym fanem zespołu i na następnym koncercie będzie już znał na pamięć wszystkie teksty. 🙂

Po koncercie zespołu przychodzi czas na prezentację Domowego Kościoła. Ta grupa parafialna gromadząca parafialne rodziny mówi kilka zdań o sobie. Wyjaśnia, na czym polega przynależność do Domowego Kościoła, jak wyglądają spotkania, wyjazdy wspólnotowe, opowiada, kto może do niej należeć. Domowy Kościół w naszej parafii ciągle się poszerza, powstają nowe kręgi i być może to właśnie festynowe spotkanie przybliży kolejnym rodzinom tę wartościową formę wspólnotowego kształtowania wiary. Opiekę duchową nad tą grupą sprawuje ks. proboszcz Józef.

Czas płynie nieubłagalnie powoli zbliżamy się do punktu kulminacyjnego naszego festynu parafialnego. Letnie festyny to także lubiana przez wszystkich a zwłaszcza przez dzieci zabawa fantowa. Pod każdym numerem losu kryje się wygrana. Wystarczy, że nabędziemy taki los i zgłosimy się po odbiór nagrody do pań Ewy i Julki. To one czuwają nad sprawnym przebiegiem tej zabawy, pilnują wydawania nagród,  są jak komisja z totolotka. Nagrody są różne, mniejsze i większe, zabawki, maskotki, książki, gry planszowe, zabawki kreatywne, przedmioty służące zabawom i grom, zręcznościowym. Każdy los bierze też udział w losowaniu nagród głównych. W tym roku była ich sporo a wśród tych najbardziej pożądanych znalazły się: rower górski, hulajnoga, głośnik bluetooth i ogromna maskotka misia Pandy, którą ufundował  ks. Cezariusz. Ks. Michał natomiast ufundował wyjazd dla 2 osób na wycieczkę integracyjną z grupą Dzieci Maryi. Jak zawsze losowaniu nagród głównych towarzyszą ogromne emocje, każdy ściska swój los z nadzieją, że dane mu będzie wygrać którąś z upragnionych nagród. Bardzo sympatyczne jest to, że emocjom tym może towarzyszyć obecny na naszym festynie kleryk Artur, który odbywał niedawno staż w naszej parafii. Widać, ze wraca do nas z ogromną radością i życzliwością, i tak też jest witany w naszych parafialnych progach. To on właśnie dostępuje zaszczytu ciągnięcia losów w naszej zabawie fantowej. Jego ręka wyłania szczęśliwych zwycięzców i tak powoli kończymy nasz letni festyn parafialny.

 

Zwieńczają go podziękowania darczyńcom, modlitwa i błogosławieństwo ks. proboszcza.

Mam nadzieję, że cząstkę tej pozytywnej energii i radość jaką dał nam festyn każdy z nas zabrał do domu. A ta dzisiejsza relacja jeszcze raz obudzi nutkę radości i dobrego wspomnienia o letnim festynie u Piekarskiej Pani. W tym miejscu pragniemy podziękować wszystkim dobrodziejom, bez których festyn nie mógł by się odbyć. Dziękujemy wszystkim obecnym za czas, którzy zechcieli spędzić w tej wyjątkowej wspólnocie. Dziękujemy parafianom – ofiarodawcom, którzy przynosili zabawki, książki, upominki oraz składali datki pieniężne na realizację tego przedsięwzięcia. Dziękujemy panom, którzy w dniu festynu rano przygotowywali zaplecze techniczne, rozkładali stoły, namioty itp. Dziękujemy wszystkim, którzy ofiarowali słodkie wypieki do festynowej kawiarenki. Dziękujemy wszystkim pracownikom, wolontariuszom i paniom z Zespołu Charytatywnego za obsługę stoisk. Dziękujemy wszystkim sponsorom i darczyńcom, których lista jest umieszczona poniżej.  WSZYSTKIM DOBRYM SERCOM, SKŁADAMY GORĄCE BÓG ZAPŁAĆ! Życzymy by ta dobroć i życzliwość wynagrodzona została przez dobrego Boga  a czujna dłoń naszej Matki – Piekarskiej Pani wspierała każdego dnia.

Szczęść Boże.

 

Tekst: Grażyna G.
Zdjęcia: Ola Holona

PS. galeria zdjęć z tego wydarzenia dostępna > TUTAJ <


 

PRACUJĄCY PRZY FESTYNIE:

stoiska: Mariola, Janka, Beata, Hildzia, Wiola, Gabrysia, Ola, Danka, Ewa, Julia, Jacek, Leszek
kuchnia: Mira, Mirka, Małgosia, Halina, Ela, Iwona, Jola
organizacja festynu: ks. proboszcz, Grażyna, Marysia, Basia, Małgorzata, Ela, Olek, Janek
zaplecze techniczne: Jacek, Leszek, ks. proboszcz
pomoc: Marcin, Krystian
oprawa fotograficzna: Ola

 

SPONSORZY I DARCZYŃCY FESTYNU:

Miasto Katowice, Urząd Miasta Katowice wraz z Radą Jednostki Pomocniczej Nr 9 Osiedla Tysiąclecia
Spółdzielnia Mieszkaniowa „PIAST”
p. dr Ewa Gwóźdź
p. Beata Łokas – Styrylska
Spółdzielczy Ośrodek Kultury Spółdzielni Mieszkaniowej „Piast” W Katowicach na Osiedlu Tysiąclecia
p. Małgorzata Herman – prezes Stowarzyszenia Wspólnie-Razem i p. Elżbieta Langer z Rady Jednostki Pomocniczej Nr 9
Firma Suez z Katowic
Mariola Pech
Jacek Tomaszewski
Apteka Zdrowit + Katowice, Ułańska 12
Firma Kokott – producent odzieży sportowej Katowice, Chrobrego 29
Jan Tondera
Ks. Proboszcz Józef
Ks. Czarek
Ks. Michał
Parafianie składający ofiary i darowizny rzeczowe
Panowie pomagający przy organizacji zaplecza technicznego
Panie wykonujące ciasta do festynowej kawiarenki