Ania… moja córka – moje świadectwo

Przyjdź Duchu Święty oświeć mój umysł i otwórz moje serce, abym to co pragnę tutaj opisać, dając świadectwo Bezgranicznej Miłości Boga do człowieka oraz mocy modlitwy i sensu cierpienia, uczyniła dla Chwały Bożej i dla zbudowania duchowego innych. Amen.

 

REFLEKSJE I PRZEMYŚLENIA:

W życiu każdego człowieka są sytuacje, wydarzenia i chwile, wobec których nie można przejść obojętnie, momenty wyjątkowe, skłaniające do przemyśleń i refleksji. Każdy człowiek przezywa takie chwile inaczej, jak to mówią – po swojemu – bo każdy z nas jest innym człowiekiem, inną indywidualnością. Niektórych z nas takie wydarzenia mocno dotykają, czegoś uczą, a przeżyte doświadczenia na pewno pozostawiają trwały ślad w pamięci – zwłaszcza wtedy, kiedy serce wobec bolesnych, trudnych doświadczeń przepełnione jest bezsilnością, niepokojem, strachem i lękiem o zdrowie, a często i życie najbliższej nam osoby. Inaczej na takie sytuacje reagują ludzie prawdziwie wierzący, ufający bezgranicznie Bogu, a inaczej ci, których wiara jest wciąż niedoskonała, którzy wciąż jej szukają, są niepewni i zagubieni, wciąż błądzą. Może wierzą w Boga, ale niekoniecznie Bogu. Jeszcze inaczej na sytuacje trudne reagują ludzie niewierzący.

Jeśli jesteśmy osobami prawdziwie wierzącymi i ufającymi Bogu jest nam lżej z Bogiem dźwigać życiowe ciężary. Wiemy, że krzyż jest wpisany w życie człowieka, ale wierzymy, że Bóg jest Wszechmocny i Miłosierny i kiedy mu zaufamy, On nas w trudnościach nie zostawi. Modlimy się do Niego, pełni ufności, że odmieni nasz los ale nie stawiamy Mu żadnych warunków, szanując Jego wolę – „Bądź wola Twoja” – wierząc i mając jednak nadzieję, że wysłucha naszych próśb, albo że zrobi dla nas to, co w danej sytuacji, czy chwili jest dla nas najlepsze.

To postawa godna pochwały, aczkolwiek wielu z nas wciąż nie potrafi jeszcze w zupełności zawierzyć Chrystusowi.  Rozumiemy to i niby przyjmujemy za prawdę, ale w życiu i w praktyce nie jest to dla wielu z nas takie oczywiste i jasne. Ta nasza ufność narażona jest na szereg niebezpieczeństw, bo, jak to mówią ludzie „diabeł nie śpi”. To szatan pokazuje nam Boga surowego, wymagającego, żądającego, mało lub wcale nieskutecznego, który nie tylko nie wysłuchuje naszych modlitw, ale sprowadza na nas dodatkowo ból i cierpienie.

Nie potrafimy lub boimy się Bogu zaufać i zawierzyć Mu całkowicie nasze życie. Targają nami wątpliwości, lęki, niepokoje, obawy, wciąż szukamy, rozmyślamy, chcemy wszystko zbadać, dotknąć, po ludzku ocenić, pokładając tym samym nadzieję nie w Bogu, ale w naszej mocy i ludzkiej interwencji.

Ta droga do niczego nie prowadzi, bo jak uczył nas św. Jan Paweł II, to tylko życie w jedności z Chrystusem ma sens, tylko w łączności z Nim, my ludzie, możemy w pełni się odnaleźć, zrozumieć siebie i świat i czuć się spełnionymi i szczęśliwymi. Bóg, żeby w nas działać, pragnie od nas jednej, jedynej rzeczy – naszego bezgranicznego zawierzenia i zaufania – zaufania dziecka. Pragnie od nas postawy serca, która oznacza zawierzenie Mu bezgraniczne. Ufać, to pozwalać Mu działać, w taki sposób, w jaki chce, i kiedy chce. Bóg chce być obecny w naszym życiu, chce nas prowadzić, ale musimy Mu na to pozwolić. Bóg pragnie to robić tylko za naszą zgodą i razem z nami. Bóg nas kocha i oddaje się nam cały i pragnie być z nami i zamieszkać w naszych sercach. Chce tylko naszego zaproszenia i zawierzenia.  Jeżeli wymaga i piętrzy trudności to dla naszego dobra i właśnie z miłości do nas.

Żeby Mu tak naprawdę zaufać potrzeba w nas pokory, czyli uznania, że to On wie wszystko najlepiej. Potrzeba naszej aprobaty i zgody na Jego prowadzenie po drogach życia, szczególnie ważne  dla nas wtedy, kiedy te drogi bywają kamieniste i pełne przeszkód.

SENS CIERPIENIA:

Nasza wiara uczy, ze Bóg wyprowadza dobro z naszych codziennych trudów i cierpienia. Ludziom wierzącym zapewne łatwiej jest zrozumieć i znosić różne przeciwności losu i cierpienie, bowiem religia nadaje metafizyczny sens cierpieniu. Człowiek wierzący cierpiąc upodabnia się do swojego Zbawiciela-Chrystusa. Sam Chrystus mówi ” Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” ((Łk 9, 23)

To jednak nie zmienia faktu, że u wielu z nas, ludzi wierzących, między rozumieniem sensu cierpienia i pokornym jego przyjęciem, wciąż istnieje wielka przepaść. Wiemy, że pragnąc iść za Chrystusem musimy być przygotowani na krzyże w naszym życiu, ale akceptacja takiego scenariusza jest bardzo trudna do przyjęcia, zwłaszcza wtedy, gdy cierpienie dotyczy nas samych, naszych najbliższych albo osobistych doświadczeń innych ludzi, którzy w jakiś sposób są dla nas ważni. Wtedy, mimo woli, buntujemy się wobec poddawaniu nas, czy innych takim próbom i doświadczeniom.

Z ludzkiego punktu widzenia wszyscy pragniemy być zdrowi i szczęśliwi i mało kto z nas z własnej woli i z pełną aprobatą chce przyjąć krzyż, bo, zwyczajnie, po ludzku, nie chcemy i boimy się cierpieć. Kiedy wiedziemy w miarę poukładane, w naszej ocenie przykładne życie i dostrzegamy, że Dobry Bóg nam sprzyja, wtedy nasze życie jest szczęśliwe i w pełni je akceptujemy. Kiedy jednak na naszej drodze pojawiają się kłopoty i przychodzą cierpienia, to wali się nasz  świat i Bóg pierwszy przestaje być naszym przyjacielem. Wtedy to najczęściej Jego obwiniamy za całe zło, obrażamy się na Niego – bo niełaskawy, bo surowy, bo niesprawiedliwy, bo zbyt wymagający. Wtedy tez zadajemy Mu pytanie „Dlaczego ja?”, „Dlaczego mnie to spotyka?”, a zły los traktujemy jednoznacznie – Bóg o nas zapomniał, zdradził nas, opuścił i jeszcze zsyła na nas kary za jakieś nasze przewinienia. W takim rozumieniu, taki niewdzięczny, surowy, bezwzględny Bóg nigdy nie zostanie naszym przyjacielem.

W wywiadzie ks. prof. dr. hab. Józefa Makselona z Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie w nr. 11/2009 tygodnika Niedziela czytamy, że niestety, my ludzie, tak do końca nie rozumiemy sensu cierpienia.  Zamiast  obwiniania Boga, użalania się nad sobą i pytania Go „Dlaczego ja?”, ludzie powinni raczej zapytać „Dlaczego i po co zsyłasz Boże to cierpienie?”, „Komu ono ma służyć?”…  I taki jest sens ludzkiego cierpienia –  być gotowym za coś lub za kogoś ofiarować swoje cierpienie.  Tak jak Chrystus, który pierwszy za nas cierpiał, a nawet, z miłości do nas, oddał swoje życie.

Ks. profesor wskazuje też, że Bóg z cierpienia zawsze wyprowadza dobro, podając przykłady zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki czy umierania Jana Pawła II. Przykłady te pokazują w jaki sposób tortury bądź skrajna słabość fizyczna stały się niesamowitą mocą dla innych i posiewem dobra.

Cierpienie powinno wzmacniać naszą wiarę i zbliżać do Chrystusa, a nie oddalać nas od Niego. Bóg kocha nas bezwarunkowo, oddaje się nam cały, i chce dla nas jak najlepiej. Mimo naszych upadków i słabości pragnie cały czas nas obdarowywać dobrem i miłością, a jeżeli wymaga trudu, poświęceń, a nawet cierpienia, to robi to właśnie z miłości do nas i dla naszego dobra. Jeżeli nawet Bóg wystawia nas na różne próby, to po coś to czyni pragnąc nas uszlachetniać, ubogacać wewnętrznie – ćwiczyć nas w ufności, w pokorze, w czynieniu dobra, pobudzać do refleksji, przemyśleń na temat hierarchii wartości w życiu.

  Św. Jan Paweł II  w liście o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia „Salvifici doloris” pisał, że cierpienie ma pobudzać miłość, rodzić uczynki miłosierne wobec innych ludzi i budować cywilizację miłości. I tego, przez trudy naszego życia również pragnie uczyć nas Bóg. Jest z nami zawsze – w szczęściu i w cierpieniach, cały czas gotów na swoją Boską interwencję. Pragnie tylko naszego zaufania i naszej wiary w to, że to On wie najlepiej, co dla nas jest najlepsze.

Wielu ludzi zna zapewne taką piękną, wzmacniającą serce anegdotę, która właśnie w sytuacjach trudnych powinna być odgrzebywana z  pamięci, a która pokazuje, że Bóg nigdy nie zapomina o swoich dzieciach, że jest z nimi zawsze, i że nigdy ich nie opuszcza, zwłaszcza wtedy, kiedy jest im ciężko i źle, kiedy przytłaczają ich problemy i kłopoty.

Człowiek rozmawia z Jezusem i pyta Go. „Czyje to są ślady, tam na piasku, Panie?”

Jezus odpowiada: „To są ślady Twoje i Moje, bo ja nigdy od Ciebie nie odstępuję,  zawsze chodzę i jestem z Tobą”.

„Ale tam dalej widzę tylko pojedyncze ślady, Panie”. Czy Ty mnie wtedy jednak opuściłeś?”- pyta człowiek

„Nie” – odpowiada Jezus. „Ja Cię wtedy niosłem”

Czytając wypowiedzi różnych osób na temat sensu cierpienia, zapytanych o to na łamach pomorskiej gazety Naszemiasto.pl. z 2005r. zauważamy, że wszyscy oni wskazują na wartość, moc i dobro wynikające z trudnych doświadczeń i z cierpienia. Dowiadujemy się tam, że dzięki cierpieniu ludzie szlachetnieją, stają się bardziej życzliwi, bardziej wrażliwi na dobro i miłość. To wtedy otwierają się ludzkie serca na to, co jest niewidoczne dla oczu. Doświadczając i ćwicząc nas w trudnościach Bóg wie dokładnie, ile jesteśmy w stanie unieść i wytrzymać, ile mamy siły w noszeniu naszych ciężarów.

Jako przykład znajdziemy tam również historię Hioba, która podniesie nas na duchu. Hiob, który był prawym, dobrym człowiekiem również został  przez Boga wystawiony na ogromną próbę. Utracił wszystko co ważne w życiu człowieka. On jednak przyjął trudne doświadczenia i cierpienie z wielką pokorą, a Bóg docenił i wynagrodził jego postawę. Analizując tę historię dowiemy się i zrozumiemy, że nie jest sztuką bycie szczęśliwym i bogobojnym, kiedy los nam sprzyja, sztuką jest przyjąć z pokorą przeciwności losu. Wtedy dopiero, w takich doświadczeniach i okolicznościach tak naprawdę wychodzi cała prawda o wartości człowieka.

Cierpienie uwrażliwia ludzi na potrzeby innych. To często właśnie w trudnych momentach naszego życia poznajemy prawdziwe oblicza naszych bliskich i przyjaciół. To wtedy często dowiadujemy się kto jest naszym prawdziwym przyjacielem, a kto niekoniecznie – bo „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Często dopiero w ciężkich chwilach swojego życia, człowiek dostrzega osoby, dla których jest ważny i które go kochają. Tak więc często cierpienie jest czynnikiem weryfikującym uczucia innych wobec nas.  W chwilach trudnych człowiek potrafi docenić ofiarowane przez kogoś poświęcenie, życzliwość i chęć pomocy.

Cierpienie uczy czegoś tych, którzy cierpią, ich najbliższych i tych, którzy na cierpienie są wrażliwi. Trudności, które przeżywamy każą nam zastanowić się nad sobą, nad naszym postępowaniem, skłaniają do przemyśleń i refleksji, do zastanowienia nad tym, co zrobiliśmy lub robimy nie tak, co trzeba by zmienić i poprawić w naszym życiu. Często sprawiają, że zaczynamy w trudnościach bardziej doceniać małe rzeczy i cieszyć się z tego co mamy. Cierpienie uczy nas pokory i rozumienia, że życie, to nie „koncert życzeń” i nie niekończąca się sielanka, nie tylko radość i szczęście, ale też inne strony życia – smutek i ból. Cierpienie jest drogą do dobra i miłości, a prawdziwa, szczera miłość to taka, która być może przynosi utrapienie i ból, ale w rezultacie nas ubogaca.

Bóg nie zostawia nas nigdy opuszczonych i samych – zwłaszcza w bólu i cierpieniu. Bóg wie o nas wszystko, zna nasze siły, możliwości, nasze zdolności, poświęcenie, wie ile włożyliśmy starania i wysiłku, żeby coś poprawić, zmienić w naszym życiu, w naszym zachowaniu i w relacjach z ludźmi, z czego zrezygnowaliśmy, co umieliśmy poświęcić. Bóg potrafi to docenić, a nawet wynagrodzić.

MOC MODLITWY:

Na temat znaczenia, siły i mocy modlitwy w naszym życiu napisano i powiedziano już wiele. Każdy z nas ma zapewne na ten temat jakąś swoją wiedzę, swoje zdanie, swoje przemyślenia, refleksje i doświadczenia.

 „Modlić się znaczy dać trochę swojego czasu Chrystusowi, zawierzyć Mu, pozostawać w milczącym słuchaniu Jego Słowa, pozwalać Mu odbić się echem w sercu”. „Każde ludzkie zadanie, aby osiągnęło swój cel, musi znaleźć oparcie w modlitwie”. To zdania wypowiedziane w czasie wystąpień do wiernych przez naszego Papieża Rodaka – św. Jana Pawła II. To On całym swoim życiem pokazywał nam, jak wielką wartość miała dla niego modlitwa. To On starał się wskazywać nam na moc, siłę i znaczenie modlitwy w naszym życiu i uczył jak modlić się coraz lepiej.

Najpiękniejsza i mila Bogu jest zapewne każda modlitwa, którą podejmujemy, bo Bóg zawsze pragnie z nami rozmawiać, ale najmilsza jest Mu zapewne modlitwa – nie ta mechaniczna, polegająca na pamięciowym klepaniu pacierzy – bez naszego emocjonalnego zaangażowania, bez przemyśleń i refleksji – ale ta odmawiana sercem, która jest naszym wewnętrznym spotkaniem i dialogiem z Bogiem. W takiej modlitwie Bóg nie tylko słyszy to, co chcemy Mu powiedzieć, ale również my słyszymy Głos i Słowo Boga skierowane do nas. Dla człowieka prawdziwie wierzącego modlitwa to jak dostarczanie tlenu niezbędnego do funkcjonowania naszego życia duchowego. Szczególnie ważna i doceniana wtedy, kiedy przezywamy trudne i ciężkie chwile.

Na stronie Internetowej Ojców Jezuitów pod adresem https://jezuici.pl/ możemy znaleźć wiele informacji i wskazań dotyczących modlitwy – zwłaszcza modlitwy w cierpieniu.
( DEON.PL/ Stanisław Biel SJ/ RED.)

Tam też czytamy, że „Dla człowieka wierzącego najważniejszą pomocą duchową w cierpieniu jest modlitwa. Św. Izaak Syryjczyk pisze, że gdy człowiek cierpiący zwraca się na modlitwie do Boga, On zawsze odpowiada i nie wzdryga się współcierpieć z tym, który Go wzywa. A Orygenes uzupełnia: Tylko modlitwa jest zdolna zwyciężyć Boga.”
Tam też czytamy, że cierpienie niesie dobro i przez nie Bóg może ubogacać wewnętrznie człowieka. Bóg w cierpieniu daje człowiekowi to, co w danym momencie jest dla niego najlepsze duchowo. Modlitwa uczy nas cierpliwości w cierpieniu, daje wewnętrzny pokój, ufność i siłę, by je znosić.

Każda modlitwa jest miła Bogu, ale człowiekowi jest łatwiej w cierpieniu podejmować krzyż, kiedy modli się z Jezusem na Drodze Krzyżowej. Łatwiej jest mu wtedy łączyć swoje cierpienie z cierpieniem Boga-Człowieka i ofiarować je w intencji bliźnich.
Kiedy w chorobie i bólu zaczynamy wątpić w obecność i moc Boga, kiedy zaczynamy Go oskarżać, a nawet bluźnić przeciw Niemu warto wtedy sięgnąć do Biblii i tam znaleźć pomoc, zrozumienie i pocieszenie. Można modlić się Psalmami. Jest wiele takich psalmów, które oddają sytuację choroby, bólu i cierpienia, np. Psalmy: 6, 7, 10, 12, 13, 17, 22, 26, 31, 35, 38, 39, 40, 41, 69… Warto również sięgać do psalmów ufności, np. Psalmy: 23, 27, 37, 42, 55, 62, 73, 84, 91, 131.

Oprócz osobistej modlitwy chorego wielką moc ma modlitwa wstawiennicza za chorych i cierpiących. Do takiej modlitwy zachęca Pismo Święte: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego „ (Jk 5, 14-16).

W innym fragmencie Pisma Świętego czytamy:

19 Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. 20 Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. (Mt 18, 19-20)

Owocem modlitwy wstawienniczej może być nadzieja, odwaga do przeżywania lęków i bólu, duchowy pokój, wewnętrzna harmonia, integracja, zdolność do przebaczenia. W czasie modlitwy i Mszy wstawienniczej możliwe jest także całkowite fizyczne uzdrowienie, które powinno być bodźcem czy impulsem prowadzącym do uzdrowienia duchowego, opartego na miłości i dalszej wewnętrznej pracy.

MOJE ŚWIADECTWO:

Niech te moje wstępne refleksje i przemyślenia będą wprowadzeniem do świadectwa, w którym pragnę w pokorze serca, na Chwałę Bożą i dla wzmocnienia i zbudowania duchowego innych przedstawić przykłady cudownych Bożych interwencji w naszym życiu, nieograniczonej Miłości Boga do człowieka, mimo jego grzeszności, słabości i niedoskonałości, wskazać na sens cierpienia, moc szczerej modlitwy oraz podziękować Bogu za cuda, których dokonał i wciąż dokonuje w naszej rodzinie.

W sposób szczególny jednak i pełen niewypowiedzianej wdzięczności tym świadectwem pragnę podziękować Bogu za cudowne uratowanie życia i powrót do zdrowia naszej córki Ani. Bóg uratował ją od śmierci, a nas rodziców, jej męża Adama, syna Konradka oraz innych naszych bliskich uchronił od wielkiego nieszczęścia, bólu, od ogromnej i nieukojonej nigdy straty i niechybnej rozpaczy. Niech będzie uwielbiony Pan za cud, którego dokonał rękami lekarzy II oddziału Kardiologii w Górnośląskim Ośrodku Kardiologii szpitala w Katowicach – Ochojcu. Za cudowną, Boską interwencję Miłości nigdy w wystarczający sposób nie jesteśmy w stanie Bogu podziękować. To smutne, pełne lęku, niepokojów i troski wydarzenie przewartościowało nasze życie. To był czas wypełniony nieustającą, błagalną modlitwą, ale równocześnie pełen cierpień i boleści. Serca nasze przepełnione były żalem, goryczą, a dzień za dniem upływał w ciągłym smutku, lęku, niepewności, poczuciu niemocy, bezsilności i nieuchronności mogących wystąpić zdarzeń. To był czas pełen troski i łez, otoczony ciemnością, a zniechęcenie i poczucie bezsensu oraz rozpacz wdzierały się do duszy tak, iż niemal zapominaliśmy o Boskiej Opatrzności.

Wiemy, że krzyż jest wpisany w życie człowieka, ale kiedy mamy go ponieść za Chrystusem, już nie jest tak zwyczajnie, po ludzku – prosto i łatwo. Bóg nas zna i wie, ze słabi jesteśmy, dlatego nigdy nie daje nam ciężaru, ponad nasze siły. W ogromie Swojego Miłosierdzia Bóg nie zostawił nas wtedy sierotami. To były dla nas przykre i bolesne doświadczenia, ale przyjęliśmy je z pokorą, choć nie było łatwo. Na każdego członka mojej rodziny wywarły swój wpływ, wprowadziły huragan w nasze życie, zasiały strach, lęk, niepokój, a nawet zwątpienie, ale przede wszystkim dały umocnienie i wzrost wiary – wiary w Obecność, Moc i Miłość Boga, wiary w moc modlitwy, w sens cierpienia i wiary w ludzi. Pozwoliły rozeznać jak ogromną moc ma szczera modlitwa z Bogiem, ale przede wszystkim pozwoliły spotkać się nam z Bogiem Miłującym, Cudownym i Miłosiernym, który mimo naszych upadków i słabości, ciągle daje nam dowody swojej miłości i szansę do ciągłego podnoszenia się i kroczenia za Nim. Pokazały nam jakie cudowne owoce może przynieść Eucharystia, modlitwa osobista, ale też modlitwa wstawiennicza innych ludzi.

W tym trudnym dla nas czasie doświadczyliśmy tylu dowodów ludzkiej solidarności, troski, ludzkiego dobra i życzliwości, że tak naprawdę nigdy nie będziemy w stanie wszystkim tym ludziom wystarczająco podziękować. Dziękujemy Bogu, że postawił ich na naszej drodze, że zadziałał i zainterweniował w naszej sprawie przez takich właśnie ludzi.
To dzięki lekarzom – ich wiedzy, determinacji i walce udało się uratować życie Ani. To dzięki pełnego troski, ciepła i życzliwości personelowi medycznemu – lekarzom i pielęgniarkom pobyt w szpitalu i trudne chwile stawały się łatwiejsze do przetrwania, dawały poczucie bezpieczeństwa, siłę i nadzieję. Nigdy wcześniej nikt z naszej rodziny nie zetknął się nawet z tymi osobami – były dla nas obce – a jakże bliskie, pełne dobra i troski. Ania była cały czas pilnie monitorowana, a my otrzymywaliśmy niezbędne informacje o jej stanie zdrowia na bieżąco.

Z ust jednej z pielęgniarek Ania usłyszała że trzeba się dużo modlić i nie poddawać się, i mieć nadzieję, polecając jej skuteczną modlitwę do św. Jana Pawła II. Sama też zadeklarowała swoją modlitwę. Nawet obca dla nas pani szatniarka – pełna współczucia – obiecała, ze poprosi swoich znajomych o modlitwę i sama będzie się modlić. To było dla nas niesamowite. Szpital kojarzył się nam z miejscem, gdzie leczy się ludzi, gdzie personel medyczny, mając na głowie wielu chorych, po prostu robi swoje – zawodowo. My spotkaliśmy się nie tylko z profesjonalizmem tego personelu, ale jego wielką troską i niesamowitą empatią. Wierzymy, że Bóg w swojej dobroci odda im „po stokroć”. Prosimy o to Boga w modlitwie.

Tym świadectwem pragniemy również podziękować innym ludziom, których Bóg postawił na naszej drodze w trudnych dla nas chwilach, a którzy okazali się być dla nas ogromnym wsparciem – duchowym, ale co najważniejsze wsparciem modlitewnym. Nie byliśmy sami. Był z nami Bóg obecny w naszych modlitwach, ale też obecny w ludziach, którzy nam w naszych troskach towarzyszyli.

Ja osobiście cenię i szanuję wszystkich ludzi i dostrzegam w nich wiele dobra, ale dopiero w tych trudnych dla nas chwilach, tak naprawdę doświadczyliśmy ich prawdziwego ludzkiego oblicza, oddania, troski, współczucia i zrozumienia. To byli nasi najbliżsi, to byli kapłani, którzy ofiarowali swoją modlitwę, to były szkolne koleżanki i koledzy Ani, Adama, ich znajomi i przyjaciele, to byli nasi znajomi i ludzie nam nieznani – którzy ze szczerym sercem wspierali nas dobrym słowem i modlitwą. Wszystkich ich nie jesteśmy w stanie wymienić. Wszyscy pokazali swoją wiarę, dali nam nadzieję, i okazali braterską miłość.
Koleżanki z pierwszej Ani pracy w PUP w Katowicach nie tylko modliły się o jej zdrowie, ale nawet dyżurowały przy jej łóżku, kiedy była taka potrzeba. Koleżanki z MOPS z Jagiellońskiej, gdzie Ania obecnie pracuje, łącznie z Ani szefową z Działu i naczelną Panią Dyrektor okazały się tak pełne empatii, ciepła i życzliwości, że było to dla nas wprost niewiarygodne, ale jakże wzruszające – najbardziej dla Ani. Wśród nich też nie zabrakło modlitwy.

W tym ludzkim, modlitewnym łańcuszku, w tym modlitewnym trwaniu przy Ani nie dało się nie zauważyć splotu, czy zbiegu niesamowitych okoliczności, które jednoznacznie wskazywały na kolejne Boże działania. Koleżanka Ani z Katolickiego Liceum, które razem kończyły, przez internetowy portal społecznościowy – grupa katolik.pl nagłośniła prośbę o modlitwę w intencji zdrowia Ani. Odzew był niesamowity. Nawet do głowy nam nie przyszło, że tylu dobrych ludzi odpowie natychmiast i ofiaruje swoja modlitwę. Kolega – kapłan, również absolwent tego liceum, kiedy dowiedział się o chorobie Ani, przebywając akurat wtedy na pielgrzymce w Ziemi Świętej, odprawił natychmiast w kościele pod Jerozolimą specjalną Eucharystię w jej intencji. Mama jednej z Ani koleżanek, przebywająca w tym czasie na pielgrzymce w Guadalupe, przysłała nam cudowną informację – pielgrzymi łączą się z nami w modlitwie – o zdrowie dla Ani.

W takich trudnych sytuacjach poznajemy prawdziwe oblicza ludzi i zaczynamy dostrzegać jaka to wartość obcować na co dzień z takimi osobami. Wszyscy szturmowaliśmy Niebo i jak się potem okazało bardzo skutecznie. W Biblii Tysiąclecia czytamy: „Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego” (Jakub 5,16). Kiedy w naszym życiu dochodzi do beznadziejnych sytuacji, kiedy w bezsilności szamoczemy się w utrapieniu, ludzie wierzący mogą doświadczać Boga i Jego mocy płynącej z modlitwy. Dlatego módlmy się jedni za drugich, bo tak czyniąc, sprawiamy w życiu innych Boże działanie, a przy tym sami stajemy się ubogaceni.

Wszyscy dostawaliśmy od życzliwych nam osób mnóstwo budujących, dających siłę i nadzieję telefonów i esemesów, pisanych sercem i z wiarą. Niektóre z nich pozwolę sobie zacytować:

Moi znajomi:

  • Grażynko, to b. smutna wiadomość, ale najważniejsze, że Ania żyje!!! Będę z Wami w myślach i modlitwie. Wierzę, że będzie już teraz tylko lepiej!!! Całuję i ściskam mocno. – Danka
  • Grażynko modlimy się bardzo gorąco. Teraz już będzie coraz lepiej. Bóg na pewno nas wysłucha. Gorąco wierzę. Ściskam was mocno. Bóg niech będzie z Wami!” – Basia
  • Wierzymy i ufamy dobremu Bogu… trwamy na modlitwie… Trzymajcie się!” – Krysia
  • Będę Anię wspierać modlitewnie. Bóg jest Wielki. Bardzo się nami opiekuje. Dzisiaj tam gdzie przebywam w pierwszy piątek ofiaruje Komunię św. za Anię. Pozdrawiam – Ala.
  • Modlimy się o jej zdrowie. Dziś o godz. 18.00 Msza św. a potem piątkowy „Wieczór uwielbienia” w kościele Ojców Franciszkanów w Starych Panewnikach – Katowice, ul Panewnicka 463. Pojadę tam dziś! Pozdrawiam! – Jurek
  • Dzięki za wiadomość. Rozmawiałam z Basią G. Pamiętamy w modlitwach. – Małgosia
  • Modlę się! Życzę całej rodzince duchowej siły i opieki Matki Boskiej! Niech Pan Bóg Wam błogosławi! – Danka
  • Niech pokój, ufność i nadzieja wypełnia Wasze serca… Niech Pan was wszystkich obdarzy siłami, a Anię wytrwałością i cierpliwością w tym trudnym nadchodzącym czasie. Jak będziesz miała chwilkę czasu i chciałabyś pogadać, to zadzwoń. Trzymajcie się dzielnie! Pamiętamy w modlitwie… Ściskamy Was ciepło!!! Z Bogiem! – Krystyna
  • Modlę się gorąco, żeby wszystko dla Ani się dobrze skończyło. . Będziemy dalej modlić się, aby Ania szybko wróciła do formy. Chwała Panu! – Mariola
  • Modlimy się, aby wszystko szło ku dobremu. Jeśli tylko moglibyśmy w jakikolwiek sposób pomóc, to czekamy na info. I jeszcze jedno. Zawsze, zawsze, o każdej porze dnia i nocy możecie na nas liczyć. Proszę ucałować wszystkich! Z Panem Bogiem! – siostrzenica Marysia
  • Dziękuję Pani Grażyno za ten list. Wierzę, że dzięki Bogu najgorsze już za Wami. Wierzę, że teraz Ania szybko wróci do zdrowia. Życzę jej tego z całego serca. Cieszę się, że było mi dane poznać Panią. W dzisiejszych czasach ktoś taki jak Pani to rzadkość. Ściskam serdecznie i zapewniam o modlitwie.
  • Grażynko OTACZAMY CAŁY CZAS Anię modlitwą. Bóg jest wielki! Jestem modlitwą i myślami z tobą choć jestem oddalona o 300 km stad. Będę nadal zanosić modlitwę do Boga za Anię o jej szybki powrót do zdrowia. Z Bogiem – Ala
  • Kochana Grażynko nie martw się. Będzie wszystko ok. Życzę Ci dużo wytrwałości, a Ani żeby była silna i nie poddawała się. Modlimy się żeby Pan Bóg i Wszyscy Świeci czuwali nad Anią i jej rodzinką. Z Bogiem! – Jadwiga
  • BÓG JEST WIELKI I WSZECHMOGĄCY!!! Zapewniamy, że nie damy Mu spokoju i Ania wyjdzie z tego!!! Dużo sił!!! Całuski! – Beata
  • Mamusia, wiele osób się modli, a od jednej z koleżanek Ania dostała taki sms…” Łańcuszek trafia na krańce świata!!! Mama koleżanki z pracy jest akurat na pielgrzymce w Guadalupe, będą odprawiać intencje za Anię! Będzie dobrze! Musi być!!! – Adam
  • Grażynko Bogu dzięki za już, a modlimy się i prosimy o jeszcze. Pozdrawiamy was. – Marian i Kasia
  • Będę pamiętał w modlitwie. – Jurek
  • Modlimy się wspólnie nadal i liczymy, ze będzie z Bożą pomocą jeszcze lepiej. Trzymajcie się kochani. Pozdrawiam Grażynko ciebie i Anię z rodzinami i życzę dużo, dużo zdrowia.- Jadzia
    · Będziemy nie tylko do Boga się modlić, ale tez prosić Matkę Bożą o opiekę dla Ani i dla Was wszystkich. Całusy! – Barbara
  • Grażynko. Bogu niech będą dzięki, że z Ania jest lepiej. Prosiłam wiele osób by za Anię się modliły i ja też modliłam się za Nią. Nie wiesz jak bardzo się cieszę, że w dniu imienin Św. Anna sprawiła, że jest już w domu. Gorąco ją uściskaj ode mnie i zapewnij Ją, że modlimy się za nią o szybki powrót do zdrowia. Wiem co musiałaś przeżyć. Grażynko jestem z Tobą. Modlitwa różańcowa i opieka Matki Bożej czyni cuda. Ala
  • Pamiętam w modlitwie i Dziękuję Bogu ze jest taki Cudowny i Wielki. – ks. J.W
  • Będę pamiętał w modlitwie. (a po rozmowie tel.) Będę w sposób szczególny polecał Bogu zdrowie Ani podczas Eucharystii – ks. S.N
  • Witam i ściskam. Bogu Niech będą dzięki. O modlitwie nie zapominamy. Teraz to tylko będzie lepiej. Rehabilitacja będzie długa, ale to już nic w porównaniu z tym co przeszła. Całusy. Z Bogiem! – Basia
  • Ufffff! Cuuuudownie. No to teraz przechodzimy do uwielbienia naszego kochanego Pana Boga, polecając Anię w dalszym ciągu. Życzymy Ani szybkiego powrotu do zdrowia i odzyskania formy. Całuski dla wszystkich. Beata
  • Cudowne wieści – Chwała Panu !!! Niech dalej Pan Bóg błogosławi i ma w opiece! Pozdrawiamy i całujemy! Beata
  • Dziękuję Pani Grażynko za informacje o zdrowiu Ani i wszystkie miłe słowa pod moim adresem. To ja jestem pod wrażeniem Pani wyjątkowej osobowości. Niech dobry Bóg ma Was wszystkich w swej opiece. Ania jest młoda i mając takie wsparcie na pewno wróci do zdrowia. Wierzę, że się jeszcze spotkamy. Ściskam panią serdecznie i pozdrawiam całą Rodzinę. P. Irena z Międzyzdrojów

Rodzina i znajomi Ani:

Syn Konradek (lat 11):

  • Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Wszyscy się modlimy i trzymamy kciuki żeby wszystko było ok. Ja przez Ciebie też się rozpłakałem, bo się martwię. Kocham, kochałem i będę kochać.
  • Będzie wszystko ok. Właśnie babcia wysyła eska grupowego, żeby wszyscy się pomodlili i idziemy za chwilę na mszę. Moc Boża jest tak silna, że nie może być źle. I pamiętaj, że Cię kocham nad życie.
  • Widzisz mamo? Jak może być źle, kiedy cała twoja rodzina się modli. Pan Jezus może wszystko. Kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham x 10000000000000000000000
  • Wszystkiego najlepszego z okazji imienin! Kocham.

Ciocia Renia:

  • Witam Cię Aniu o poranku. Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej i nadzieję, że wkrótce wrócisz do domu. Póki co dobrze, że szybko otrzymałaś pomoc. Szkoda tylko, że Twoi najbliżsi są tak daleko od Ciebie. Zdrowiej kochana i ślij najbliższym same dobre informacje. Życie jest nieprzewidywalne i trzeba się z nim mierzyć. Aniu, wszystko będzie dobrze. Głowa do góry. Modlimy się, pozdrawiamy i życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.
  • Witam Cię Aniu. Smutno mi, że mało dobrych wieści. Chciałabym Cię kochanie pocieszyć, potrzymać za rękę. Dodać otuchy i tchnąć dużo wiary i optymizmu. Kochana bądź dzielna. Przecież kiedyś przyjdą dobre informacje od lekarzy. Wszyscy się modlą, pozdrawiają i życzą szybkiego powrotu do zdrowia. Na pewno Cię kochana odwiedzę w szpitalu. Do zobaczenia. Wcześniej wyślę sms-sa. Z Bogiem.
  • Witaj Aniu. Słyszałam, że Cię podobno naprawili i chcą wysłać do domu. Kochana, myślę, że wiedzą co robią. Myślę, że w domu szybciej będziesz wracać do zdrowia. Należy myśleć pozytywnie. Jesteś młoda i poradzisz sobie. Po takim trzęsieniu w Twoim organizmie, powrót do normalności trochę potrwa. Wierzymy, że tak właśnie będzie. Głowa do góry. Będzie lepiej. Jak ściągną Ci gips, spotkamy się na działce. Całujemy mocno.
  • Dzień dobry Aniu. Wiem, że szanowne zdrowie idzie ku lepszemu. Daj Boże, że tak będzie. Mimo, że imienin nie świętujesz, potraktuj to mimo wszystko jako prezent od Boga. Wszystkiego najlepszego od Nas. Wracaj do zdrowia. Całujemy mocno. Z Bogiem!

Koleżanka Ania:

  • Adam, jesteśmy z Wami. Boże proszę !!!! Ucałuj Anię od nas. Wierzę bardzo, że będzie dobrze!!!!
  • Adam, daj znać bo zwariujemy. Jak to się wszystko stało Boże???????
  • Adam, przepraszam… ale chciałam tylko zapytać jak dzisiaj wyniki? Ściskamy Was mocno.
    ·Bogu dzięki…!!!!! Modlitwa zawsze będzie… jesteśmy z Wami!!!!
  • Adaś hej, jak tam Ania???
  • Boże to cudowna wiadomość!!!! Boże dzięki !!!! Ucałuj porządnie Anię od nas !!!! Bardzo się cieszymy… Seba mnie naciskał napisz do Adama co słychać, a ja wiesz myślę o Was, ale głupio mi tak wypytywać…dobrze, że napisałam bo kamienie spadają z serca !!!!! Kochani dajcie znać co jakiś czas, bo idzie zwariować. Kochamy Was!!!!

Kierownik w Ani Dziale:

  • Aniu moja wszyscy myślimy , modlimy się za Ciebie, żeby wszystko się udało i żebyś do nas szybko wróciła.
  • Aniu zdrowia, zdrowia, zdrowia i siły w ten nasz imieninowy, nasz czas.
    ·Aniu, najważniejsze żebyś wyzdrowiała, myślami jesteśmy z Tobą ciągle, a wrócisz do nas wtedy kiedy będziesz mogła, ściskam mocno. Ania

Koleżanka Emilia:

  • Aniu, nie wiem co pisać. Ale jestem z tobą myślami i modlitwą.
  • No to mnie uspokoiłaś, bo się martwiłam. Ja już jestem drugi tydzień na urlopie. Wracam 16, ale brakuje mi tak Twojego „pyszczka”.

Koleżanka Kasia:

  • Aniu, zdrowiej nam tam kochana, czekamy na Ciebie i jesteśmy z Tobą.
  • Aniu cieszę się, że już jest lepiej, bo strasznie się o Ciebie martwiłam. Będę trzymać mocno kciuki i się modlić żeby wszystko się dobrze skończyło. Trzymaj się kochana i jestem z Tobą.

Koleżanka Sabina:

  • Trzymaj się Aniu, mam nadzieję, że wszystko szybko się ułoży, tęsknimy za Tobą i nie chodzi tu o pracę.
  • Aniu, jak bardzo się cieszę, wszyscy modliliśmy się za Ciebie, mocno wierzyłam i dalej wierzę, że wszystko będzie dobrze. Teraz ważny czas żebyś wypoczęła, nabrała sił i stanęła na nogi. Aniu trzymaj się i pamiętaj co w życiu jest naprawdę ważne, nie warto tracić energii na głupotki.

Koleżanka Tatiana:

  • Hej kochana, chciałam żebyś wiedziała, że myślę o Tobie, modlę się i mocno trzymam kciuki, żeby wszystko co złe się już skończyło. Postaraj się odpoczywać. Strasznie za Tobą tęsknię.
  • Nie ma kochana za co, nie znam bardziej roześmianej, pięknej, cudownej i o wspaniałym sercu kobiety. Jestem szczęśliwa, że Jesteś i bardzo dumna z Ciebie. Ściskam Cię bardzo mocno i głowa do góry.
  • Kochana moja bardzo się cieszę, to prawda, że dostałaś drugie życie i wiem, że nie zmarnujesz ani jednego dnia. Odpoczywaj kochana, najważniejsze, że najgorsze za Tobą, bez gipsu w domu dojdziesz spokojnie do siebie. Ściskam najmocniej jak potrafię i dziękuję Bogu i Aniołom, że jesteś.

(po zdjęciu gipsu)

  • Hej, no to cudownie kochana, bardzo się cieszę, a wszystko się zrosło tak jak miało?
  • Kochana cudnie, najgorsze masz już za sobą teraz tylko do przodu ćwiczysz, odpoczywasz, relaksujesz się i niczym się nie przejmujesz. Trzymam mocno kciuki :*
  • Trochę wizyt i kontroli, ale masz czas kochana, wszystko na spokojnie pochwytasz, bez gipsu jest już cudnie, a reszta też się ułoży i jeszcze kochana zatańczysz :D. nawet nie wiesz jak się cieszę, że wszystko idzie ku dobremu. Strasznie tęsknię za Tobą, ale jestem cierpliwa, poczekam, byle byś była zdrowa. Ściskam Cię kochana bardzo mocno.
  • Jesteś cudownym człowiekiem i pamiętaj, że dobro dane innym zawsze powraca :).

Koleżanka Agnieszka:

  • Wszystko będzie dobrze, małymi krokami do przodu. Dla mnie Ty i Ania jesteście jak siostry, a przyjaźń z Wami to największy dar, za to jedno mogę podziękować PUPowi, dlatego zawsze będę z Wami, a Bóg zawsze będzie z Tobą bo jesteś wspaniałą i kochaną osobą. On wiedział co robi i dalej będzie Cię prowadził w zdrowiu, tylko nie przejmuje się błahostkami i żyj pełnią życia. Bardzo się cieszę, że jesteś w domu, pisz lub dzwoń.

Koleżanka Ania:

  • Hej Aniu! Bardzo się cieszę, że wracasz do zdrowia. Teraz już musi być tylko lepiej. Pamiętaj, że jak tylko będzie Ci brakowało towarzystwa to my jesteśmy do dyspozycji.

Koleżanka Karina:

  • Mam nadzieję, że z każdym dniem jest lepiej, w każdym bądź razie tego Ci życzę i powrotu do zdrowia. Jest taki fantastyczny moim zdaniem zakonnik, którego możesz posłuchać jak dasz radę, na YouTube – langusta na palmie. On jakoś tak do mnie przemawia. Pozdrowionka.
  • Wiem, że nie masz głowy, dlatego więcej nie pisałam, ale myślę i pamiętam też w modlitwie. Pozdrowionka i nabrania sił.

Koleżanka Agnieszka:

  • Trzymam kciuki, jestem z Wami myślami i modlę się za Ciebie!!! Trzymaj się!!!
  • Aniu, trzymam kciuki za szczęśliwe zakończenie. Ktoś nad Tobą czuwał i cieszę się, że tak to się skończyło. Obyś szybko wróciła do zdrowia bo masz wielu przyjaciół, którzy na Ciebie czekają. Ja oczywiście nadal będę się modlić za całą Waszą rodzinę. Pozdrawiam. Buziaki.

Adam – Kolega Ani i jej męża Adama:

  • Witaj Ania. Są takie momenty, kiedy zamiast mówić czy pisać wolę przytulić. Jako, że nie mogę fizycznie, przytulam Cię duchowo. Duchowo jestem z Tobą. Życzę Ci, trzymam kciuki i modlę się, żeby było wszystko dobrze i wierzę w to, że tak będzie. Przytulam i całuję.
  • Bardzo miłe spotkanie. Wreszcie mogłem Cię przytulić także fizycznie, zobaczyć, usłyszeć. Po tym wszystkim, tak szybko już w tak dobrej formie. Niesamowite. Fajnie, że wróciłaś do domu, masz stałą opiekę. Teraz już może być tylko lepiej i lepiej i lepiej. Aniu, szybkiego powrotu do pełni zdrowia. Całuski.

(po zdęciu gipsu)

  • Witaj Aniu. Świetna wiadomość. Gips wreszcie zdjęty, hemoglobina wzrasta. To teraz już tylko do przodu. Zdrówka, skutecznej rehabilitacji i szybkiego powrotu do pełnej sprawności. Przytulam Cię i całuję. Pa, pa.

Kuzynka Marysia:

  • Aniu kochana, wracaj do zdrowia. Martwimy się o Ciebie. Nie chcę dzwonić, bo nie chcę przeszkadzać. Też nie wiem kiedy najlepiej dzwonić. Pamiętaj, że jestem przy Tobie myślami. Musisz być dobrych myśli. Jesteś tam po to żebyś zdrowiała i czuła się świetnie. Aniu kochana przyjadę do Ciebie w sobotę. Całuję.
  • Już rozmawialiśmy z Panem Bogiem, wszystko ustalone. Musi być dobrze. Aniu, każda decyzja jaką podejmiesz będzie słuszna. Serce Ci coś podpowiada. Tę właściwą decyzję. Trzymaj się dzielnie. Przyjadę do Ciebie w sobotę, a jak chcesz to nawet jutro po południu mogę być. Całuję.
  • Aniu, trzymaj się. Musi być dobrze. Przykro mi, że tak cierpisz. Jesteś w dobrych rękach.
  • Aniu kochana wiem od Twojej mamy, że jesteś bardzo osłabiona, dlatego nie odwiedzimy Cię, bo może nie masz ochoty ani siły na odwiedziny. Najważniejsze, że już jesteś z najbliższymi i spędzicie ten czas razem. Jak coś wpadniemy w tygodniu, życzymy szybkiego powrotu do zdrowia, całujemy.
  • Aniu kochana super, że jesteś już w domku. Już sam ten fakt spowoduje, że będziesz lepiej się czuła. Jeszcze jedno, w tym dzisiejszym dniu, składamy Ci Aniu życzenia imieninowe. Dzisiaj zdrowia i wytrwałości. Śpij dobrze. Dobranoc.

Koleżanka Aneta:

  • Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale nie lubię tak na szybko. Naprawdę, Anioł Stróż nad Tobą czuwał…ten brzuch to pewnie ze stresu…
  • Wierzę…Ja też się boję o Ciebie.
  • Może dobrze żeby Ci zrobili (dot. gastroskopii), wiem, że to nic przyjemnego, ale przynajmniej miałabyś czarno na białym co jest i może Twoje dolegliwości by się wyjaśniły. Dziewczyny, łącznie z Panią Jolą, ślą Ci pozdrowienia.
  • Pomodlę się. Jestem z Tobą. Musi być dobrze.
  • Wiem, że się boisz. Ja też. Ale wierzę i MODLĘ się aby było dobrze. Musi być.
  • Cały czas myślimy o Tobie i modlimy się, aby wszystko się unormowało. A nie robią Ci tomografii lub USG żeby sprawdzić czy krwawienie ustało?
  • Rozumiem. Będzie dobrze, Anusik. Tylko tak możemy myśleć.
  • Najgorsze już chyba za Tobą. To było straszne, nawet nie potrafię sobie wyobrazić co czułaś… Ściskam Cię mocno.
  • No, niestety. Te wszystkie dolegliwości nie mogą pozostać bez echa. Teraz musisz o siebie dbać. A kiedy wychodzisz ze szpitala? Chciałabym Cię zobaczyć, ale wolę poczekać aż dojdziesz do siebie troszkę. Masz pozdrowienia od Krysi, Kasi, Anety, Doroty i oczywiście od wszystkich z Działu.
  • To prawda, że najważniejsze to fakt, że wszystko się ustabilizowało. Takie sytuacje często dają nam wiele do myślenia, przewartościowują nasze życie. Bo to, że żyjemy już jest powodem do szczęścia i uśmiechu.

Ani teściowa:

  • Aniu kochana! Jesteś pod najlepszą opieką. Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Posyłam Ci pozytywne fluidy i tulę do serca. Mama
  • Aniu będzie dobrze. Jestem o tym przekonana. Nie bój się. Kocham Cię i myślą jestem cały czas przy Tobie. Trzymam cię za rękę. Mama
  • (Ania: Mamo, dziękuję Ci ze wszystkich sił. Pomódl się za mnie i za pomyślny przebieg operacji. Pa)
  • Już to robię i wspieram Cię myślami Aniu.
  • Strach ma wielkie oczy. Wiem. Aniu musisz się ratować dla nas wszystkich.

Koleżanka Magdalena:

  • Och, ach, cudnie! Jak ja lubię takie informacje!!!! A właśnie dziś myślałam o Tobie i chciałam wieczorkiem przedzwonić do męża. Aniu, cieszę się przeogromnie, że Cię wypuścili, że ryzyko zażegnane, że będziesz zdrowa, piękna, uśmiechnięta! Dasz radę! Rekonwalescencja, rehabilitacja nóżki to nic, dasz radę, będzie dobrze!
    (po zdjęciu gipsu)
  • Aniu, cieszę się bardzo. Wszystko teraz pięknie będzie! Życzę duuużo zdrówka, dbaj o siebie i wracaj do formy. Całuski!

Koleżanka Agnieszka:

  • Anusia> ZDRÓÓÓÓWKKKKAAAAA.
  • Hej Kochana. Dzięki za info. Dalej trzymamy za Ciebie kciuki i myślami jesteśmy z Tobą. Pozdrawiam gorąco z cała ekipą z PUP. Trzymaj się Dziewczyno.
  • Cześć Aniu. Jak to RTG nogi wyszło?. Wszystko w porządku??? Wczoraj o Tobie wspomniałyśmy i zastanawiamy się tu wszystkie czy wszystko ok po tym prześwietleniu??? odezwij się… Pozdrawiam.
  • Cześć. Kamień z serca… to teraz na spokojnie się rehabilituj, bierz leki i odpoczywaj. Wierzę, że będzie wszystko dobrze. Pozdrawiam i ściskam.

W sposób szczególny tym świadectwem pragniemy podziękować za modlitwę zwłaszcza tym osobom, o których wiedzieliśmy, że dotąd dystansowały się od wiary i religii, że ich relacja z Bogiem, z różnych powodów, nigdy nie istniała, albo w znacznym stopniu była ograniczona do absolutnego minimum. Ich zainteresowanie, poruszenie, zatroskanie i deklaracja modlitwy w intencji zdrowia Ani były wielkim zaskoczeniem, ale równocześnie radowały nasze serca. Wierzymy, że najbardziej serce Boga.

Modlitwa sama w sobie ma ogromna wartość dla modlącego się, a ofiarowanie jej w intencji drugiego człowieka posiada wartość nieocenioną. Boża Miłość może wejść w życie każdego człowieka właśnie wtedy, gdy poprzez prostą modlitwę zbliży się on do Boga. Może ta poniesiona przez nich ofiara miała być początkiem ich bliższych relacji z Bogiem i otwarcia się na Bożą Miłość? Wierzymy w to, bo wiemy z Ewangelii, że Pan – dobry pasterz kocha i troszczy się o wszystkie swoje owce, zwłaszcza te wcześniej zagubione, a jednak odnalezione.
Nie wiemy tego, ale być może ofiarowanie przez nich modlitwy za Anię było również zaplanowaną częścią jakiegoś Bożego Planu?

WNIOSKI:

Jesteśmy przekonani, że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś. Wszyscy zastanawiamy się jaki był sens naszych trosk, lęków , cierpienia i przykrych doświadczeń, które ostatnio przeżywaliśmy. Co Bóg chciał nam powiedzieć, co chciał zmienić w naszym życiu, czego nas, a może i innych nauczyć? Każdy z nas szuka odpowiedzi w swoim sercu i po swojemu. Każdy z nas zrobił swój rachunek sumienia i ma swoje refleksje i przemyślenia. Niektórzy z nas już wprowadzili zmiany w swoim życiu. Modlimy się, żeby w tej sprawie Bóg udzielił nam łaski dobrego rozeznania i wspierał nas w dążeniu do dobrego.
Ostatnie wydarzenia nauczyły nas, że tak naprawdę nic od nas nie zależy, że gdzieś w niebie, w naszej Księdze Życia zapisane są nasze losy, że w księdze tej rozpisany jest dla każdego z nas Boży Plan, który Bóg pełen Miłości przygotował dla naszego dobra, i który realizuje. Pragnie tylko naszej zgody, a więc pełnego zawierzenia Mu naszych spraw i naszego współdziałania. To nie my, ale jedynie Bóg wie, co dla nas jest najlepsze. My musimy Mu tylko uwierzyć i odpowiedzieć – „Bądź wola Twoja”. Wtedy w cudowny sposób może wkroczyć w nasze życie i prowadzić nas prostą drogą do dobra i świętości.

Kiedy pytam sama siebie, po co było to wszystko, odpowiadam sobie, że może właśnie po to, żeby pogłębić i wzmocnić naszą wiarę i pokazać, że w życiu warto zawierzyć Bogu, bo tylko wtedy tak naprawdę „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”? ( Flp 4,13 ). Może po to, aby pobudzić myślenie, sprowokować zmiany w życiu i w hierarchii wartości? Może po to, aby dać innym nadzieję i siłę do walki z trudnościami i wskazać, że wielki sens i moc ma modlitwa i ludzkie cierpienie? A może jeszcze po to, aby dla duchowego zbudowania innych powstało właśnie to świadectwo? Jedno jest pewne. Bóg na pewno to wie, a my wiemy, że ostatnie wydarzenia wiele nas nauczyły. Mamy nadzieję, że wywarły również osobisty wpływ na tych wszystkich ludzi, którzy towarzyszyli nam w tych trudnych dla nas chwilach wsparciem duchowym i modlitwą. Być może Panu Bogu o to właśnie chodziło?
Dzisiaj, z perspektywy czasu, kiedy nasuwają się przemyślenia i refleksje, kiedy analizujemy te smutne i tragiczne dla nas wydarzenia, dostrzegamy w szeregu toczących się kolejno okoliczności i zdarzeń – szczególnie tych trudnych i bolesnych- jak niesamowicie, z wielką precyzją i ogromną miłością Pan Bóg realizował swój wielki Boży Plan naszego otwarcia się na Niego i Jego Miłość, pomocy dla nas wszystkich oraz ratowania życia Ani.

PRZEBIEG WYDARZEŃ:

Wszystko zaczęło się 14.06.2017 roku. To był dzień, jak co dzień. W godzinach rannych nasza córka Ania, miejskim autobusem, jechała do pracy. Tuż przed przystankiem, na którym miała wysiadać doszło do zdarzenia, które zamieniło jej i nasze, w miarę spokojne, unormowane dotąd życie, w ciąg bolesnych i trudnych, ale i zaskakujących, budujących i radujących nasze serca, z punktu widzenia naszej wiary, sytuacji wskazujących na Bożą pomoc, interwencję i miłosierne zadziałania Boga.

Na ulicę wybiegło dziecko, autobus szarpnął, kierowca nagle zahamował i niemal wszyscy pasażerowie pospadali z miejsc. Pospadali, ale szczęśliwie nikomu nic się nie stało. Córka siedziała w miejscu, gdzie nie było żadnej możliwości przytrzymania się i ratowania przed upadkiem. W wyniku nagłego hamowania spadła z siedzenia i z wielkim impetem potoczyła się przez autobus, zatrzymując się dopiero na metalowych barierkach. Kierowca autobusu i wielu życzliwych pasażerów zaoferowało jej swoją pomoc, a dwie osoby wysiadły nawet, żeby poczekać z nią na przyjazd karetki, proponując jej chęć ewentualnej, późniejszej pomocy. Na miejscu pojawiły się tez zatroskane koleżanki z pracy, bo zdarzenie miało miejsce tuż obok zakładu pracy. Mocno potłuczoną, ze złamaną nogą, karetka pogotowia odwiozła ją do szpitala.

W efekcie wypadku doszło do złamania kostki bocznej podudzia lewego z przemieszczeniem, krwiaka powłok jamy brzusznej oraz zasinienia prawej ręki. Po niezbędnych, licznych badaniach unieruchomiono kończynę szyną gipsową i zlecono kontrolę w poradni ortopedycznej po siedmiu dniach od unieruchomienia. Usłyszeliśmy jednak, że złamanie nie wygląda dobrze, i najprawdopodobniej konieczna będzie interwencja chirurga i zastosowanie leczenia operacyjnego, które polegać będzie na wykonaniu nacięć, ustawieniu odłamów kostnych i ich zespoleniu specjalnymi śrubami. Po zabiegu konieczne będzie usztywnienie kostki poprzez unieruchomienie w gipsie na okres kilku tygodni, potem odpowiednia rehabilitacja, która przyśpieszy proces gojenia się ran i pozwoli na szybszą rekonwalescencję oraz szybszy powrót do pełnej sprawności ruchowej.

To nie były dla nikogo z nas dobre wiadomości, a dla Ani i jej rodziny szczególnie, ponieważ oprócz fizycznego bólu, zmartwieniem były prognozowane na najbliższy czas zabiegi, strach związany z ich przebiegiem, rehabilitacją i rekonwalescencją oraz prawdopodobny przedłużony pobyt w szpitalu.

Długi proces leczenia i związana z nim długa nieobecność w pracy, ograniczenia związane z prowadzeniem domu i wiele innych – wszystko to sprawiało dyskomfort, rodziło strach i niepokój. Do tego właśnie zbliżały się wakacje, które rodzina od roku miała zaplanowane nad Bałtykiem. Perspektywa spędzania lata w mieście, braku odpoczynku, pewnej destabilizacji i strach przed tym, co przyniesie, w kwestiach leczenia Ani najbliższa przyszłość, wprowadzało w nasze życie atmosferę niepewności, przygnębienia i lęku.

Oczywiście nie zabrakło w tym trudnym dla nas czasie gorliwej modlitwy, aby łaskawy Bóg tak pokierował sprawami, aby czekająca Anię operacja nie była konieczna.

Niestety, ponownie zrobione zdjęcie rentgenowskie, w ocenie lekarza wskazywało, że zabieg operacyjny powinien się jednak odbyć. Nauczeni doświadczeniem, ze diagnozy lekarskie warto skonsultować z wieloma lekarzami, bo często bywają one diametralnie różne, córka udała się prywatnie do kolejnego lekarza chirurga- ortopedy, którego gabinet znalazła w Internecie. Wcześniej oczywiście była modlitwa i prośba do Boga o pomoc i dobre rozeznanie w tej sprawie.

Okazało się, że zamieszczony w Internecie grafik przyjęć pacjentów, zapełniony jest po brzegi na wiele następnych dni – wskazywał jednak jeden, jedyny wolny termin i to za niespełna pół godziny – właśnie w dniu, kiedy Ania szukała pomocy. Bogu dzięki! Zadzwonili z mężem i po ciepłej, życzliwej rozmowie z rejestratorką, pełni nadziei i radości udali się więc do gabinetu.

Pan doktor, po obejrzeniu nogi i zdjęcia rentgenowskiego jednoznacznie stwierdził, że operacja nie jest absolutnie potrzebna. Przemieszczenie kości, w jego ocenie, było minimalne i nie wymagające interwencji chirurgicznej. Taka operacja, nie tylko przysporzyłaby cierpienia, ale przedłużyła niepotrzebnie czas leczenia. Lekarz po dokładnych oględzinach unieruchomił nogę w gipsie na 6 tygodni i zalecił iniekcję zastrzyków przeciwzakrzepowych w brzuch, bowiem długotrwałe unieruchomienie kończyny może prowadzić do zmian zakrzepowych w kończynach, a co za tym idzie zatorowość płucną i nawet śmierć.

Dziękowaliśmy Bogu, że tak pokierował sprawą i za Jego wielką łaskawość.
O ograniczeniach płynących z unieruchomienia chorej nogi, dyskomforcie chodzenia z kulami w okresie letnich upałów i związanych z tym trudnościach nikogo nie trzeba przekonywać. Nie było łatwo, ale przed Anią i przed nami była nadzieja. Teraz pozostawało tylko cierpliwe oczekiwanie na ponowny rentgen, zdjęcie gipsu i rehabilitację.

Ponieważ sytuacja ze zdrowiem Ani w miarę się ustabilizowała, a nasz wnuk miał wakacje, które spędzał niestety w domu, córka z zięciem zaproponowali nam 2 tygodniowy wyjazd z Konradem nad morze do Międzyzdrojów – tam bowiem wcześniej zaplanowali tegoroczne wczasy. Nie bardzo pasował nam ten pomysł, bo Ani potrzebna była pomoc, ale czego dziadkowie nie zrobią dla swojego wnuka.

Pojechaliśmy wiec w połowie lipca. Na miejsce zawiózł nas Adam – nasz zięć – swoim samochodem. Podróż zajęła nam całą piątkową noc, a że nad morze jest niestety daleko, żeby odpocząć po podróży, Adam przespał z nami sobotnią noc.

Kiedy teraz analizujemy sytuacje i okoliczności, które się potem wydarzyły dziękujemy Bogu, ze nie wydarzyły się w czasie, kiedy Ania pozostawała w domu sama – podczas nieobecności Adama. Piszę sama – bo nawet Ani teściowa, która zapewne w razie potrzeby mogłaby służyć jej pomocą właśnie w tym czasie przebywała w sanatorium.

Międzyzdroje przywitały nas piękną, słoneczną pogodą, więc należało się cieszyć i wypoczywać. Zamieszkaliśmy w kwaterze „U Pani Ireny”, gdzie spotkaliśmy się nie tylko z bardzo dobrymi warunki zakwaterowania, ale również z panującą w jej domu prawdziwie domową, rodzinną atmosferą. Pani Irenka okazała się być niezwykle otwartą, ciepłą i życzliwą osobą, pełną empatii i zrozumienia dla potrzeb wypoczywających i jak się później okazało również dobrym duchem pocieszycielem i powiernikiem dla mnie – w obliczu smutnych wydarzeń, które, jak się później okaże niestety na nas czekały. Za takich wyjątkowych ludzi na naszej drodze Bogu niech będą dzięki!

Początkowo nasz wypoczynek zapowiadał się doskonale, aż do momentu, kiedy Ania zaczęła wysyłać do nas niepokojące esemesowe komunikaty. Źle się czuła.
W dniu 17.07.2017 roku zaczęła odczuwać duszności. Pokonanie kilku kroków wywoływało ogromne zmęczenie. Brakowało powietrza. Zaczęły się zaburzenia rytmu serca. Poza tym odczuwała jakiś dyskomfort w jamie brzusznej.

Dla lepszego zobrazowania i zrozumienia później opisywanych zdarzeń wspomnę przy okazji, że Ania leczy się od wielu lat na chorobę tarczycy -Hashimoto. Choroba ta wywołuje w organizmie, mimo leczenia, wiele zdrowotnych komplikacji, m.in. ze strony układu krążenia, układu pokarmowego, zaburzeń ze strony mięśni i stawów, układu nerwowego i wiele innych.

Dotychczas najbardziej uciążliwe były dla niej te ze strony układu pokarmowego, a zwłaszcza ze strony jelit. Z tego powodu, od dłuższego czasu była na diecie bezglutenowej i ciągle nosiła się z zamiarem zrobienia w tym kierunku dokładnej diagnostyki. Świadomość zrobienia koniecznych, a nieprzyjemnych, często bolesnych badań wymagających przygotowania, a często też parodniowej hospitalizacji – gastroskopii, kolonoskopii, czy TK jamy brzusznej, sprawiała, że decyzję o ich zrobieniu wciąż odkładała w czasie.

Kiedy Ania opisała nam charakter swoich dolegliwości nikt z nas nie pomyślał o niczym groźnym, bo podobne objawy pojawiały się już wcześniej w jej życiu. Uspakajaliśmy ją, zganiając wszystko na stres i nerwy. Tym bardziej, że w dniu następnym miała pojechać, wezwana na komisję lekarską do ZUS, a takie wizyty zawsze rodzą pewien strach, obawy i niepewność.

Życie jednak pokazało, że to właśnie lekarzowi ZUS do którego trafiła, być może zawdzięcza swoje życie. Możemy tylko podziękować Bogu, że właśnie w ZUS-ie Ania trafiła na lekarza z prawdziwego zdarzenia, który poważnie potraktował informację o tym, że źle się czuje i po dokładnym zbadaniu jej zasugerował niezwłoczny kontakt z przychodnią lekarską, bo wynik badania był niepokojący.

W związku z tym, zaraz po wizycie w ZUS, razem z mężem udali się do lekarza rodzinnego, a ten po wykonaniu niezbędnych badań pilnie skierował ja do szpitala, wzywając karetkę.

I znowu Bogu zawdzięczamy fakt, że Ania ze swoimi dolegliwościami niezwłocznie trafiła do II oddziału Kardiologii Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach- Ochojcu, który szczęśliwie w tym właśnie dniu miał ostry dyżur. Na oddziale natychmiast przystąpiono do ratowania jej życia. Jak się później dowiedzieliśmy był to stan bezpośrednio zagrażający życiu i Ania trafiła na oddział w ostatniej chwili. Po wykonaniu niezbędnych, wstępnych badań na cito stwierdzono, że długotrwałe unieruchomienie złamanej kostki lewej bocznej doprowadziło do zmian zakrzepowych w kończynie, a co za tym idzie masywną zatorowość płucną. Była to zatorowość płucna wysokiego ryzyka.

W badaniach laboratoryjnych: podwyższone wartości stężeń markerów martwicy mięśnia sercowego, wysokie wartości D-dimerów i podwyższone wartości markerów stanu zapalnego. W przezklatkowym badaniu echokardiograficznym: paradoksalny ruch IVS; EF> 60% z ciężką niedomykalnością zastawki trójdzielnej – obraz przeciążenia prawej komory serca. W angio-TK płuc obraz masywnej zatorowości płucnej. Włączono leczenie trombolityczne ratujące życie i dożylny wlew heparyny oraz antybiotykoterapię.

Trudno jest opisać naszą reakcję oraz stan naszych emocji i uczuć, kiedy dotarły do nas te informacje. Nasza córka walczyła o życie, a my jej rodzice i jej ukochany syn byliśmy tak daleko. Miała przy sobie tylko męża, który nie odstępował jej na krok i ostatkiem swojej woli i wbrew swoim lękom i obolałym uczuciom starał się trzymać dzielnie i ciągle dodawał jej sił. To on był wtedy łącznikiem między nami i naszym cierpiącym dzieckiem. Wciąż z wielkim lękiem czekaliśmy na każdy jego telefon.

Trudno jest opisać co czuliśmy. To były dla nas traumatyczne chwile. Zawalił się nam świat na głowę. Jednak pierwszą naszą myślą było: Bóg i modlitwa. Tylko Bóg i modlitwa. Boże pomóż, bo nie udźwigniemy tego sami! Jezu, Ty się tym zajmij!

Każdy z nas modlił się po swojemu, każdy z nas przeżywał ten trudny czas w swoim sercu. We mnie strach o życie Ani był tak ogromny, że zaczęłam zachowywać się irracjonalnie, wpadłam w panikę i niemal w histerię. Byłam złamana, jęczało moje serce. Zupełnie nie umiałam skupić się na modlitwie, w sercu była emocjonalna burza, w głowie miałam mętlik, a mózg układał najstraszniejsze scenariusze.

Mimo braku skupienia moje życie to było nieustanne, błagalne, modlitewne czuwanie. W moich palcach na okrągło przesuwały się koraliki Różańca i Koronki do Jezusa Miłosiernego. Jak mantrę powtarzałam wezwania wielu litanii „Jezu Boże nasz, ucieczko nasza, dobroci nieskończona, zmiłuj się nad nami”…; „Serce Jezusa dobroci i miłości pełne, zmiłuj się nad nami”…; „Krwi Chrystusa, zdroju miłosierdzia, wybaw nas”…; „Miłosierdzie Boże w zdroju chorych i cierpiących, ufamy Tobie”…; „Duchu Święty, dawco wiary, nadziei i miłości, zmiłuj się nad nami”…; „Święta Maryjo, uzdrowienie chorych, pocieszycielko strapionych, módl się za nami”…; „Święty Józefie – podporo rodzin, pociecho nieszczęśliwych, nadziejo chorych, módl się za nami”…; „Jezu, który przyszedłeś dla uzdrowienia chorych, pocieszenia strapionych i otarcia łez naszych, zmiłuj się nad nami”…; „Święty Janie Pawle II – dobry Samarytaninie dla cierpiących, wytrwały w cierpieniu, umacniający słabych, módl się za nami”…;” Św. Judo Tadeuszu patronie spraw trudnych i beznadziejnych, módl się za nami”…; „Wszyscy Święci i Święte Boże, módlcie się za nami…

Kiedy wychodziliśmy na zewnątrz, żeby wśród ludzi przynajmniej na chwilę odgonić straszne myśli, zupełnie nie pasowaliśmy do tych rozhałasowanych, rozbawionych tłumów ludzi, głośnej muzyki i tańców na placach. To było takie beznadziejne, bezsensowne snucie się po ulicach z ogromnym huraganem uczuć i myśli. Bywały momenty, że ja w oczach miałam ciemność i nie widziałam niczego – byłam tylko ja i moje myśli. Świat zewnętrzny nie istniał. Innym razem widziałam wszystko i wszystko mi przeszkadzało, chciałam od tego jak najszybciej uciec, odizolować się, odpocząć. Nie umiałam zrozumieć z czego tak cieszą się ci wszyscy ludzie?
Nagle Bóg zainterweniował. Przyszło olśnienie. Nie można być w modlitwie i w tym utrapieniu w pojedynkę, trzeba modlitewnego wsparcia innych. Przecież wielką moc ma modlitwa wstawiennicza. Mamy przecież wszyscy swoich bliskich i znajomych. Trzęsącymi rękami zaczęłam wysyłać do wielu osób błagalne esemesy. To samo zrobił nasz zięć. Wszyscy oni ze współczuciem i wielką troską niezwłocznie odpowiedzieli.
Łańcuszek modlących się osób stale się powiększał dając wiarę w moc modlitwy i nadzieję, że Bóg usłyszy takie gromadne wołanie. Również zatroskana o zdrowie Ani Pani Irenka nie tylko podtrzymywała mnie na duchu, ale szczerym sercem dołączyła do grona osób modlących się. Pani Irenka – mój dobry duch nie karmiła mnie zwykłymi sloganami „ proszę się nie martwić, wszystko będzie dobrze”, ale doskonale rozumiała powagę sytuacji i widać było, że cierpi razem ze mną, że dzieli ze mną moje cierpienie. Była dla mnie ogromnym wsparciem. Tworzyliśmy razem całą rozmodloną armię. I Pan Bóg usłyszał nasz głos! Zgodnie z daną człowiekowi obietnicą Był z nami!

W którymś momencie zadzwoniła Ania. Jakże czekaliśmy na ten telefon. Jakże niezwykłe było usłyszeć jej głos. Było wzruszenie i były łzy – łzy radości. Krew rozrzedzona – powiedziała, więc cieknie nawet wenflon. Lekarz powiedział, że masywny zator płucny rozpuszczony. Podobno będę cała w siniakach. Jestem wyczerpana i zmęczona. Boli mnie brzuch. Jeszcze nic nie jadłam. Najważniejsze, żeby pomogło. Bogu niech będą dzięki!

Tak, Bogu niech będą dzięki! Dziękowaliśmy Bogu w modlitwie, że uratował życie Ani, że był z nami i czuwał. Niestety nasza radość nie trwała długo. Następnego dnia czekały na nas kolejne, złe wiadomości. Anię bolał brzuch, a podawane jej leki nie przynosiły żadnej ulgi. W kontrolnych badaniach morfologii krwi pojawił się istotny spadek hemoglobiny. To nie jest dobry znak mówili lekarze. Prawdopodobnie, w związku z rozrzedzaniem krwi, w układzie pokarmowym pojawiło się jakieś krwawienie. Stąd spadek hemoglobiny. Przygotowali więc Anię na serię kolejnych badań w dniu następnym, w trybie nagłym – poszukujących przyczynę i źródło krwawienia. Okazało się, że będą to badania przed którymi tak uparcie i wielokrotnie dotychczas się broniła – gastroskopia – diagnozująca stan górnego odcinka układu pokarmowego i TK jamy brzusznej z kontrastem, umożliwiające zbadanie wnętrza jamy brzusznej i wykrycie ewentualnych patologii, m.in. w obrębie jelit.
Były to badania, które zawsze, będąc jeszcze w domu, bała się zrobić. Kiedy teraz, na spokojnie analizujemy tę sytuację dostrzegamy w niej również Boże działanie. Czy to może być zbieg okoliczności? A może to Bóg zdecydował się pomóc w tej trudnej decyzji układając taki właśnie scenariusz w tej sprawie? Sytuacja zmusiła ją do zrobienia tych badań, a przy okazji wyjaśniła i uspokoiła, że dotychczasowe dolegliwości trawienne nie są konsekwencją jakichś układowych patologii. Podczas gastroskopii nie wykryto niepokojących zmian i wykluczono krwawienie. Tomograf komputerowy w obrębie narządów jamy brzusznej i miednicy nie wykazał niepokojących zmian, ale uwidocznił niestety płyn o gęstości tkankowej mogącej odpowiadać wynaczynionej krwi. To była dla nas straszna wiadomość. Wszyscy wiemy, z czym wiążą się krwawienia do jamy otrzewnej. Nasza córka jeszcze nie całkiem podźwignęła się z jednej śmiertelnej choroby, a tu zjawia się kolejna – bardzo niebezpieczna. Byliśmy zdruzgotani tą wiadomością. Pojawiło się pytanie Co dalej?
Wiadomości od lekarzy nie były dobre. Konieczna jest operacja, a dokładnie laparotomia, czyli operacyjne otwarcie jamy brzusznej, polegające na przecięciu skóry, mięśni i otrzewnej umożliwiające eksplorację wnętrza jamy brzusznej. Zwykle jest stosowane jako pierwszy etap operacji chirurgicznej, ale może być stosowana również w celach diagnostycznych i nosi wówczas nazwę laparotomii zwiadowczej. Ponieważ krew w jamie otrzewnej widoczna była w wielu jej miejscach konieczne było sprawdzenie przyczyny i źródła krwawienia. Hemoglobina wciąż spadała. Kiedy spadła do poziomu zagrażającego życiu, po konsultacji z chirurgiem, lekarze podjęli decyzję o operacji. Konieczne było szybkie podjęcie decyzji.
Poinformowali więc Anię jaki przebieg będzie miała operacja i o mogących w trakcie jej trwania, i po niej, wystąpić komplikacjach i możliwych powikłaniach. Przedstawiono jej dwa warianty możliwości. Uświadomiono jej, ze operacja jest konieczna, ale przy jej obecnych parametrach życiowych i osłabionym sercu może takiej operacji nie przeżyć, ponadto leżenie 48 godzin w śpiączce farmakologicznej również będzie obciążające dla serca.
Z drugiej jednak strony, jeżeli nie wyrazi zgody na operację i pozostaną przy leczeniu zachowawczym, dalej rozrzedzając krew, w razie pogorszenia parametrów życiowych i innych mogących wystąpić komplikacjach mogą, po prostu, nie zdążyć jej otworzyć. Oba warianty źle rokowały i niestety to Ania w obu tych beznadziejnych przypadkach musiała podjąć decyzję – tak, czy nie! Miała na to 15min. Czwartkowej daty 20.07. 2017 r. nie zapomnę do końca życia. Myślę, że tej daty nikt z moich bliskich nigdy nie zapomni. W tym dniu, w ciągu zaledwie paru godzin zadziało się tak wiele i spadło na nas tyle złych wiadomości, że zawalił się nasz świat. Zadzwonił Adam, który z płaczem przekazał nam tę straszną i dramatyczną wiadomość. Kiedy usłyszałam ten jego zrozpaczony głos, załamałam się!

Kiedy w słuchawce usłyszałam Ani szloch i dramatyczne wołanie o pomoc na moment zamarłam. Ania szukała pomocy w podjęciu tej trudnej decyzji. Nigdy nie zapomnę tego dramatycznego wołania „ Mamusiu, powiedz mi, że to wszystko, co się tu teraz dzieje, to nie jest prawda, że to jest jakiś sen, że to tylko jakiś film, powiedz, że to wszystko nie dzieje się naprawdę. Powiedz, że to wszystko jest nieprawda. Mam 15 minut na podjęcie decyzji. Mamusiu, a jak ja umrę? Co będzie z Konradem? W pierwszym momencie nie mogłam wydobyć z siebie ani słowa. Pękłam, jak bańka mydlana. Próbowałam skonsultować się z mężem, ale dostrzegłam tylko człowieka bezsilnego, z ogromem bólu na twarzy, którego przerosła cała ta sytuacja. Musiałam więc radzić sobie sama. Z poczuciem opuszczenia i bezsilności zapytałam wtedy Boga „Po co Ty mi to robisz Panie?”; „Co Ty chcesz mi powiedzieć?”; „ Czy to jest jakaś kara dla mnie?”; W myślach modliłam się jednak gorąco – „Nie opuszczaj mnie i ratuj, „Potrzebuję Cię”; „W Tobie cała moja nadzieja”.
Stanęłam w okolicznościach podjęcia tak niesamowicie trudnej decyzji – wyboru między jednym, a drugim złem, wyboru między dwoma wariantami, z których żaden nie rokował dobrze. Miałam świadomość, że kiedy źle jej poradzę, w przypadku niepowodzenia, będę miała moje dziecko na sumieniu do końca życia. Najpierw jednak zapytałam ją jakie rozwiązanie podpowiada jej serce. Operację – odpowiedziała. Mnie też mimo strachu coś podpowiadało, że operacja jest konieczna. Miałam w sobie wiarę i nadzieję, że Bóg nas nie zostawi i pozwoli Ani przeżyć. Doradziłam jej poddanie się operacji, ale moje serce krwawiło. Decyzja zapadła. Będzie operacja. Oddaliśmy los naszego dziecka w ręce Boga i tylko w nim pokładaliśmy nadzieję. Gorliwie się modliliśmy. Adam poprosił, żeby nic nie mówić Konradowi, bo dla niego sam pobyt Ani w szpitalu był dramatyczny. Staraliśmy się w jak najłagodniejszy sposób przekazywać mu napływające wiadomości. On jednak był bacznym obserwatorem i dostrzegał każdy niepokojący sygnał na naszych twarzach. Domyślał się, że nie mówimy mu wszystkiego, dlatego na własna rękę próbował zdobywać informację – dzwoniąc lub esemesując do Ani. Kiedy jednak zadzwonił do niej w tym newralgicznym momencie, kiedy miała podjąć decyzję, i kiedy usłyszał w słuchawce tylko jej głośny szloch wpadł w panikę, zaczął tak mocno szlochać, że przez długi czas nie mogliśmy go z mężem uspokoić. Uspakajać i pocieszać dziecko w sytuacji, kiedy samemu potrzebuje się pocieszenia nie jest łatwo. Wykrzesaliśmy jednak z siebie resztki sił, bo widać było na jego twarzy wielkie cierpienie. Było nam go tak bardzo żal…Wiemy jak bardzo Ania jest ważna w jego życiu, jak bardzo jest z nią emocjonalnie związany, jak bardzo w tej chwili chciałby się do niej przytulić, ucałować, pocieszyć ją. Jak sam potrzebuje matczynego przytulenia. Wiedzieliśmy, że trzeba mu wyjaśnić skąd ten płacz i co się w ogóle dzieje. Musiał znać prawdę. A co, jeśli sprawy źle się potoczą?
Przekazaliśmy mu informację o operacji w jak najbardziej delikatny i zrozumiały dla niego sposób – bez dramatyzowania. W międzyczasie zadzwoniła do niego Ania. Miała opanowany głos, wszystko spokojnie mu wyjaśniła. Zrobiła to wyjątkowo skutecznie, bo po tej rozmowie Konradek był wyraźnie uspokojony. Potem porozmawiała z nami. Była spokojna i wyciszona. Powiedziała, że właśnie był u niej ksiądz, który ją wyspowiadał i udzielił jej Sakramentu Chorych. Przyjęła Komunię Świętą. Dzięki temu czuje się teraz spokojna, wyciszona i pełna nadziei. Aniu, po otrzymaniu tego sakramentu ludzie często odzyskują zdrowie – powiedziałam. Daj Boże! – odpowiedziała. W szpitalnej kaplicy nie ma normalnie stałego dyżuru kapelana szpitalnego, ale w tym jednak czasie, przypadkiem się tam znajdował i wezwany przyszedł natychmiast. Jak niesamowicie, w cudowny sposób Bóg działa w naszym życiu. Przynosi nie tylko ulgę w cierpieniu, ale na potrzebę chwili podsyła inne potrzebne rozwiązania.

Po rozmowie z Anią uklęknęliśmy razem do modlitwy, żeby pomodlić się o jej zdrowie i szczęśliwy przebieg operacji. To wprost niewiarygodne ileż wiary w Bożą pomoc widziałam w Konradka oczach, słyszałam w głosie i czytałam z jego twarzy. Niesamowicie mnie to wzruszyło. Bóg był z nami w naszym utrapieniu, bo po modlitwie czuliśmy się mocniejsi i pełni nadziei. Konrad zaproponował, że musimy iść do kościoła, a najlepiej na mszę, żeby się modlić w intencji mamy. Umówiliśmy się, że pójdą sami z dziadkiem, a ja dojdę do nich kiedy porozsyłam do znajomych esemesy z prośbą o modlitwę.
Mszy niestety już w tym dniu nie było, ale po tej modlitwie w kościele Konrad wrócił odmieniony. Był w nim jakiś wewnętrzny pokój i radość i była nadzieja. Od tego momentu, to on podtrzymywał nas na duchu. Wysłał do Ani esemesy, że kocha, że wszyscy się modlimy, że Moc Boża jest tak silna, że nie może być źle, że Pan Jezus może wszystko.
Jakiż cudowny i wspaniałomyślny jest Bóg, że obdarzył nas takim dojrzałym, jak na swój wiek, wnukiem. Jakżeż nie dziękować Bogu za jego opiekę i tę cudowną interwencję.
Bóg od zawsze był w moim sercu i codziennie powierzam Mu wszystkie swoje i nasze sprawy. Wiem, że bez Niego nic nie jest możliwe, że jest mi potrzebny jak tlen do życia. Czułam Jego obecność i wtedy w tych najtrudniejszych dla nas sytuacjach.
Wszyscy w tym trudnym czasie i oczekiwaniu na przebieg wypadków skupialiśmy się na modlitwie, z niecierpliwością czekaliśmy na jakiekolwiek komunikaty ze szpitala. Czekaliśmy też na przyjazd zięcia mojej siostry, który miał nas odwieźć do Katowic.
Tymczasem w szpitalu zaczęły dziać się niesamowite rzeczy. Lekarze naciskali, aby Ania podpisała zgodę na operację – bo takie są procedury, a czas naglił. Widać było jednocześnie troskę, chęć i próbę szukania jeszcze innych rozwiązań, które pozwoliły by uniknąć tej niebezpiecznej operacji. Jeden z lekarzy zaproponował ponowne zbadanie na cito hemoglobiny. Być może jej wartości już nie spadają, a może utrzymują się na dotychczasowym poziomie? To byłby znak, że krwawienie ustało.
Ania uczepiła się tej myśli, bo serce podpowiadało jej, ze z Bożą pomocą, to jest możliwe. Nie podpisała więc zgody na operację. Lekarze dali jej jednak możliwość zmiany decyzji w każdej chwili. Zaczęło się więc nerwowe czekanie na wyniki badania i jeszcze bardziej błagalne wołanie do Boga, żeby uczynił cud, żeby wyniki się poprawiły. Wołaliśmy my, wołali nasi bliscy i znajomi. Nigdy nie zapomnę tego momentu, kiedy Ania telefonicznie przekazywała nam tę cudowną, radosną nowinę. Wartości hemoglobiny nie tylko nie spadły, ale nieznacznie się podniosły. Potem już tylko rosły. Zrezygnowano z operacji, a na drugi dzień jedna z lekarek skomentowała „ Dobrze się stało, że nie podpisała pani tej zgody, bo ryzyko komplikacji podczas operacji było bardzo duże. W późniejszym badaniu USG jamy brzusznej obecności krwi nie stwierdzono. Nie będę opisywać tego ogromu szczęścia i radości, która zapanowała w naszych sercach. Wszyscy wiedzieliśmy komu je zawdzięczamy. Szczerym sercem dziękowaliśmy Bogu za uratowanie życia Ani, za Jego prowadzenie i za wszystkie Jego Cudowne Interwencje. Życie szpitalne powoli toczyło się dalej. Z dnia na dzień poprawiały się parametry życiowe i wyniki badań. Ksiądz kapelan odwiedzał Anię codziennie z Bożym Słowem i Komunią Świętą. Potrzebowała tych rozmów. Nawet lekarze zauważyli, że jej twarz promieniowała radością i z każdym dniem nabierała rumieńców. Dostała od Boga drugie życie. Sytuacja się stabilizowała i wreszcie Adam – jej mąż mógł wrócić do pracy. Dotąd jego szef był niesamowicie wyrozumiały i cierpliwie czekał na jego powrót. W pracy nie było łatwo, bo większość pracowników była na urlopach, ale szef doskonale rozumiał sytuację. To kolejny dowód na to, że w ludziach jest wiele pokładów dobra, zrozumienia i życzliwości, kiedy innych dotyka cierpienie.
Adam przez cały ten czas nie odstępował Ani na krok. Nawet spał w łóżku obok. Był z nią na dobre i na złe, całym sobą, na każde jej zawołanie. Ania podpięta do aparatury monitorującej, z zagipsowaną nogą potrzebowała stałej opieki. Kiedy Adamowi wyskoczyła jakaś nadzwyczajna sytuacja i musiał na moment ją zostawić przy jej łóżku dyżurowały jej wierne koleżanki z PUP – zawsze chętne do pomocy. Prezentem dla nas wszystkich, szczególnie dla Ani, okazała się być pełna ciepła i życiowego optymizmu pani Danusia, którą właśnie wtedy, w jej oczekiwaniu na kardiologiczny zabieg, położono na łóżku obok. Od tego momentu Ania miała stałą, życzliwą opiekę tej pani. Jak się okazało fachową opiekę, bo pani Danusia okazała się być sanitariuszką szpitala Ojców Bonifratrów – takie połączenie dobra i fachowości. To był dla nas taki kolejny znak Bożej Opatrzności – prosto z niebios.
Ania opuściła szpital w dniu swoich imienin – 26.07., kiedy to w kościele katolickim wspominamy jej patronkę – Św. Annę. Tym bardziej był to dla nas znaczący, radosny i wyjątkowy dzień.

W dniu 03.08.17 roku podczas wizyty u lekarza ortopedy, po zrobieniu zdjęcia RTG gips został zdjęty. Lekarz zlecił rehabilitację. Noga do dnia dzisiejszego nie jest jeszcze zupełnie sprawna, ale jej stan wciąż się poprawia.

Ania jest aktualnie pod opieką lekarza rodzinnego, lekarza poradni ortopedycznej, naczyniowo- chirurgicznej i kardiologicznej.

PODSUMOWANIE:

Bóg z miłości do nas cały czas wysyła nam jakieś znaki, które powinniśmy umieć dostrzec, a które zawsze powinny skłaniać nas do refleksji i myślenia. Na stronie internetowej grupy modlitewnej „Genezaret” przy parafii Chrystusa Króla w Czyżowicach w zakładce Czytelnia przeczytałam: „Wiemy, że ludzie chorują, a nawet umierają, mają poważne problemy finansowe i dopadają ich różnorakie przeciwności. Jak mamy się zachować w takich okolicznościach? Bóg mówi, żebyśmy oddali mu wszystkie nasze troski i zmartwienia. Nawet jeśli sytuacja przedstawia się beznadziejnie: „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was”. Okoliczności wydają się wymykać spod kontroli, ale to nieprawda. Nawet kiedy cały nasz świat rozpada się na kawałki, Bóg pomaga nam przetrwać. „O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie”(Flp.4-5-7).

Bóg oferuje rozwiązania problemów, które przekraczają wszelkie nasze wyobrażenia. Każdy chrześcijanin może podać przykłady ze swojego życia. Jednak nawet jeśli okoliczności nie ulegają poprawie, Bóg może mimo wszystko obdarzyć nas pokojem. Jezus powiedział „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka! (J.14.27).

Właśnie w tym najtrudniejszym momencie, w obliczu niesprzyjających okoliczności zewnętrznych, Bóg chce, byśmy wciąż Mu ufali, byśmy – jak mówi Biblia – „postępowali według wiary, a nie dzięki własnemu widzeniu”.

MOJE DZIEKCZYNIENIE:

16 Wszyscy, co się Boga boicie,
chodźcie i słuchajcie, chcę opowiedzieć,
co uczynił On mojej duszy!
17 Do Niego wołałem moimi ustami
i chwaliłem Go moim językiem.
18 Gdybym w mym sercu zamierzał nieprawość,
Pan by mnie nie wysłuchał.
19 Lecz Bóg wysłuchał:
dosłyszał głos mojej modlitwy.
20 Błogosławiony Bóg,
co nie odepchnął mej prośby
i nie odjął mi swojej łaskawości. ( Ps 66, 16-20)

Mój najukochańszy Jezu, Ty wiesz o mnie wszystko. Ty mnie stworzyłeś, zapisałeś moje imię w Księdze Życia i w sposób dla Ciebie tylko znany, a który ja w pełni akceptuję, prowadzisz mnie przez życie. Ty wiesz, że zawsze byłeś, jesteś i będziesz dla mnie wszystkim – moją Mocą, Nadzieją i Miłością, Jedynym Panem, Zbawicielem, Lekarzem i Nauczycielem. Jesteś mi potrzebny.

Ty całe moje dotychczasowe życie wciąż dajesz mi dowody Twojej opieki i ogromnej miłości. Zawsze to czułam i wciąż dostrzegam i doświadczam tego na drogach mego życia.
Często zadaję sobie pytanie, jak to jest możliwe, ze Ty mając na głowie cały świat znajdujesz czas również dla mnie? Czym zasłużyłam sobie na Twoją bezgraniczną miłość? Przecież ja, jak wielu innych ludzi, jestem tylko marną, nędzną, grzeszną, niedoskonałą istotą, która wciąż Cię rani, szuka, błądzi i ciągle popełnia błędy i wciąż ma wiele słabości.
Wiem Panie, że moje oddanie i ufność do Ciebie są wciąż niedoskonałe, że często zachowuję się jak chora, która prosi lekarza o kurację, ale sama mu ją podpowiada. Zwracam się do Ciebie w licznych modlitwach, szczególnie gorliwie w chwilach trudnych, w kłopotach i w cierpieniu, prosząc żebyś je oddalił, ale w tym moim „koncercie życzeń” to ja często chcę grać „pierwsze skrzypce”.

Przepraszam Cię za to Panie, że wciąż błądzę i tak dużo jest jeszcze we mnie pychy, a wciąż za mało ufności i pokory. Czuję Panie, że i mnie i wielu do mnie podobnym ludziom odpowiesz słowami Ewangelii „ Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”(…) Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”. (Mt 9,9-13).
Raduje się więc moje serce, że Ty Panie nieustannie pochylasz się nade mną, nad moimi słabościami, i że wciąż przebaczasz mi moje błędy i potknięcia. Nie tylko wybaczasz mi Panie, ale nieustannie wylewasz na mnie całe morze Swego miłosierdzia, by wszystkie je obmyć i oczyścić moją duszę.

Panie jesteś Wspaniałomyślny, Wszechmocny i Miłosierny. Bądź Uwielbiony za wszystko, co uczyniłeś i czynisz w moim i moich bliskich życiu. Dziękuję Ci Panie za wiarę i Kościół – ten najpiękniejszy Kościół – „Na Górnym”. Jest on najbliższy mojemu sercu, bo w nim tak naprawdę, w sposób pełny i dojrzały, spotkałam i poznałam Panie Ciebie i Twoją Matkę.
Dziękuję Ci Panie za wspaniałych kapłanów, których tu dotąd spotkałam, a którzy nauczyli mnie i wciąż uczą Ciebie poznawać i kochać i za tych wyjątkowych, oddanych Ci parafian, z którymi mogę z wiarą się modlić i wzajemnie się wspierać i ubogacać.
Dziękuję Ci za moich kochanych rodziców, którzy z miłością pierwsi nauczali mnie wiary i modlitwy, za moją wspaniałą, oddaną rodzinę i za wszystkich wyjątkowych ludzi, których postawiłeś na moje drodze. W sposób szczególny jednak i pełen niewypowiedzianej wdzięczności pragnę podziękować Ci Panie za cudowne uratowanie życia i powrót do zdrowia naszej córki Ani. Ukochany Ojcze Niebieski .nie potrafię dobrać słów, którymi mogłabym Ci podziękować za miłosierdzie i łaski jakimi nas obdarzyłeś. Już teraz wszyscy wiemy czym jest Twoja Miłość . Dziś w sercu czuję siłę, spokój i ukojenie , choć jeszcze tak niedawno na zewnątrz szalała burza i zawierucha. Oddałam Tobie z wielką wiarą wszystkie moje kłopoty, lęki, niepokoje i zmartwienia. Ty Boże ukochany po swojemu układaj teraz nasze życie i się nim zajmij. Kocham Cię Panie mój całym sercem pełnym wdzięczności i ufam Tobie! Potrzebuję Ciebie! Och Panie mój, oddaje się Tobie, troszcz się o mnie Ty!
Boże w Trójcy Świętej Jedyny niech Ci będzie Chwała i Cześć, Uwielbienie i Dziękczynienie za łaskę życia i zdrowia dla Ani. Niech będzie pozdrowiona i pochwalona Matka Boża Nieustającej Pomocy i Wszyscy Święci!

ZAWIERZENIE:

Modlitwa zawierzenia Jezusowi Miłosiernemu:
Jezu Najmiłosierniejszy,
Mój Panie i Zbawicielu.
Wobec nieba i ziemi, świadoma swojej nędzy, grzeszności i niewystarczalności,
Oddaję się dziś zupełnie i całkowicie,
Świadomie i dobrowolnie
Twemu Nieskończonemu Miłosierdziu.
Ufając Twojej Miłosiernej Miłości
Wyrzekam się na zawsze i całkowicie:
– zła i tego co do zła prowadzi
– demonów i wszelkich ich spraw i pokus
– świata i wszystkiego czym usiłuje mnie
pociągać i zniewalać
– siebie i wszystkiego co buduje
i zaspakaja mój egoizm i pychę.

Oddaję się Tobie Jezu,
Najmiłosierniejszy Zbawicielu,
Jako jedynemu mojemu Bogu i Panu,
Jedynej miłości, pragnieniu
i celowi mojego życia.
Z całą pokorą, ufnością i uległością
wobec Twojej Najmiłosierniejszej Woli
oddaję Ci siebie:
– moje ciało, duszę i ducha
– całą moją istotę
– życie w czasie i w wieczności
– przeszłość, teraźniejszość i przyszłość
– rozum, uczucia i pragnienia
– wszelkie zmysły, władze i prawa
– wolę i wolność moją
– wszystko czym jestem,
co posiadam i co mnie stanowi.

Nie zostawiam sobie nic,
wszystko oddaję Twojej Świętej Woli
przez ręce Niepokalanej Matki Miłosierdzia.
Rozporządzaj mną jak chcesz,
Według Twojego Miłosierdzia.
Broń mnie i posługuj się mną
jako swoją wyłączną i całkowitą własnością.
Jezu, ufam Tobie!
Amen.

(do prywatnego odmawiania/ Imprimatur: Ks. prał. Wiesław Wronka Wikariusz Biskupi, Kuria Diecezjalna Łowicka; 9 października 2009r.)

Tak bardzo chciałam ogłosić wszystkim i całemu światu, jaki jesteś Cudowny, Wszechmocny i Miłosierny Panie. Dlatego napisałam to świadectwo. Uważam, że każdy, kto doświadczył Twojej Bożej Łaski – ma obowiązek o tym mówić i dawać tego świadectwo.

Katowice, 18.09.2017r.
Grażyna Skrzydłowska