Moja
Rozmowa
z Bogiem
19.03.2021

Pragnę opowiedzieć Ci Panie mój sen sprzed kilku lat. Do dzisiaj pozostaje on dla mnie wielką tajemnicą.

Stałam na wielkiej górze pod Twoim Krzyżem. Na Krzyżu zawieszony byłeś Ty – mój Bóg. Nagle Krzyż razem z Tobą przechylił się, oderwał od ziemi i zaczął spadać w przepaść. Zamarłam z przerażenia.  Ty Panie spadając w dół krzyknąłeś do mnie :”Pomóż Mi”. Pamiętam, że nie zawahałam się nawet przez moment i złapałam w powietrzu Twoją dłoń. Była masywna. Nie wiem Panie jak to się stało, że ja słaba istota dałam radę Cię złapać i utrzymać – Ciebie i Twój Krzyż? Nie wiem skąd wzięłam tyle siły, żeby wciągnąć Cię na górę, ale zrobiłam to. Pamiętam, że był to dla mnie nieziemski wysiłek, ale udało się. Byłam taka szczęśliwa… Dałam radę!

Do dzisiaj nie wiem skąd pochodził ten sen i dlaczego go śniłam. Dotąd nie mogę go zapomnieć i właściwie zinterpretować… Ba… Nawet boję się to robić, ale zaryzykuję.

Mój rozum podpowiada mi, że ten sen pochodzi od Ciebie i że zsyłając go na mnie chciałeś mi coś ważnego powiedzieć, uświadomić, czegoś mnie nauczyć. Ale też ten sam rozum mówi mi, że nie powinnam i nie mam prawa w ogóle go interpretować, żeby ktoś nie posądził mnie o wizjonerstwo, żeby nie popaść w pychę i niebezpieczną nadinterpretację, żeby nie przypisywać mu nadzwyczajnej roli i magicznego znaczenia . Mnie prostaczkowi miałby się przyśnić sam Bóg, któremu ja słaba istota miałabym i potrafiłabym pomóc?

Co ja mogłabym ofiarować Bogu poza swoją słabością, niemocą, niewystarczalnością i grzesznością?

Czy Bóg może oczekiwać ode mnie pomocy? Ten Wszechmocny i Nieśmiertelny? Czymże jestem wobec Jego Majestatu? Przecież dotąd to Bóg służył mi pomocą, to On wspierał mnie we wszystkim, to On dźwigał ze mną moje ciężary… To On mi pomagał.

A jednak… Jeżeli ten sen od Ciebie  pochodził Panie, to moje serce podpowiada mi, że przez ten mój sen przemówiłeś do mnie.

Może powiedzieć mi chciałeś, że oczekujesz ode mnie ofiary noszenia choćby tylko cząstki Twojego Krzyża, bo staje się on coraz cięższy dla Ciebie z powodu moich i naszych ludzkich grzechów?

Może chciałeś mnie przygotować na czekający mnie niedługo krzyż? Oswoić z nim moją myśl? Nauczyć mnie ufności? Pouczyć, że krzyż, mimo cierpienia, ma sens, moc i jest wartością?

Może powiedzieć mi chciałeś, że nie mogę całe życie uciekać od krzyża, a chcąc Cię naśladować muszę być przygotowana na krzyże w moim życiu? Że tylko przez krzyż i cierpienie mogę zostać zbawiona? A może to, że powinnam z pokorą i ufnością przyjąć krzyż i nosić go,  jeżeli nie z odwagą i miłością, jak święci to czynili, to przynajmniej z cichym poddaniem się Twojej woli, w duchu ofiary za moje grzechy?

Może powiedzieć mi chciałeś, że z Twojego Krzyża mam czerpać siłę i moc w pokonywaniu trudów życia, że przez noszenie swojego krzyża, jednoczę się z Tobą w cierpieniu, że jesteśmy w tym razem i że wtedy mój krzyż staje się lżejszy i łatwiej będziemy go nosić? Że bez Ciebie mój krzyż mnie przygniecie, a niesiony z Tobą da mi siłę i moc, pokój w sercu, odkupienie i zbawienie?

Może chciałeś mi powiedzieć, że jeśli z nauki Krzyża uczynię program swojego życia, jeżeli pójdę za Tobą aż na krzyż, to w pełni odnajdę samą siebie?

Czy to chciałeś powiedzieć mi Panie?

Wybacz mi Boże moją grzeszność. Spraw, abym z pokorą, ufnością i pokojem umiała przyjąć tę trudną dla mnie, słabej istoty, prawdę o cierpieniu wpisanym w życie każdego człowieka. Daj siłę i moc do dźwigania życiowych ciężarów i ufność, że zawsze jesteś ze mną.

Tekst: SG