Gorzkie Żale – kazanie pasyjne na III Niedzielę Wielkiego Postu

 

Siostry i Bracia,

dziś chcemy się pochylić nad kolejnym milczącym świadkiem Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa. Pierwszym z nich był Jego krzyż. Wiemy już, że relikwie krzyża zostały odnalezione wiele lat temu przez świętą Helenę w Jerozolimie, ale wiemy też, jak ważne jest to, abyśmy my sami odnaleźli obecność krzyża w naszym życiu. Abyśmy zobaczyli, co właściwie tym naszym krzyżem jest, abyśmy go sobie nazwali i wspólnie z Jezusem wzięli go na ramiona i wspólnie z Jezusem szli z nim do przodu.

Następnie, w ubiegłym tygodniu poznaliśmy historię odnalezienia kolejnej relikwii – trzech gwoździ, którymi przybito ciało Pan do krzyża. Ale jesteśmy też świadomi, że ta historia tak naprawdę się nie skończyła, bo tych „gwoździ” jest dużo więcej. Napotykamy na nie w dzisiejszym świecie, napotykamy na nie w naszym życiu. Bo te gwoździe to przecież symbol naszych grzechów, moich i Twoich, lżejszych i cięższych. I to właśnie one zadają największe rany, bo one ranią naszą relację z Panem Bogiem, naruszają ją, utrudniają. I tak jak naukowcy przeprowadzali poszukiwania, aby znaleźć gwoździe Jezusa, tak my, aby znaleźć nasze duchowe gwoździe, nasze grzechy, również powinniśmy przeprowadzić swego rodzaju badanie – badanie swojego sumienia.

Moi Drodzy, ale Pan Bóg nigdy nie mówi o ludzkim grzechu nie pokazując drogi wyjścia z niego. Dlatego dzisiaj spróbujmy przyjrzeć, co mówi nam kolejny z milczących świadków śmierci Chrystusa. A kolejnym z nich jest włócznia którą przebito Jego bok. Była ona nazywana Włócznią Longinusa, ponieważ wedle najstarszych chrześcijańskich podań, takie właśnie imię nosił rzymski legionista, który przebił ciało Jezusa Chrystusa przed zdjęciem z krzyża. Zgodnie z przekazami ten legionista cierpiał na kataraktę – chorobę oczu, z której uzdrowić go miała krew i woda, wypływające z przebitego boku Zbawiciela. Później przyjął chrzest i oddał życie jako męczennik za wiarę.

Losy tej Włóczni Longinusa, nazywanej także Włócznią Przeznaczenia były różne. Spróbujmy je sobie po krótce przybliżyć. Chrześcijańska tradycja podaje, że od początku była ona własnością wspólnoty w Jerozolimie. Z relacji pielgrzymów odwiedzających Ziemię Świętą wynika, że włócznia została podzielona na dwie części. W VII wieku obie części: trzon oraz ostrze pojawiły się w Konstantynopolu, jednak trzon z czasem został sprzedany królowi Francji i przechowywany był w kaplicy w Paryżu. Niestety w czasach rewolucji francuskiej relikwia ta została zrabowana i zaginęła. Natomiast w Konstantynopolu pozostał jeszcze druga część włóczni – jej ostrze. Na pewien czas wpadło ono w ręce muzułmanów, którzy najechali na miasto, ale po niedługim czasie Turcy przywieźli relikwią do Rzymu, zawierając porozumienie z papieżem. Jeden z następców – papież Benedykt XIV postanowił porównać trzon przechowywany we Francji z ostrzem, które było w Rzymie. Okazało się, że obie części pasowały do siebie idealnie. Do dziś zachowało się tylko ostrze owej włóczni, które znajduje się w Watykanie w Bazylice świętego Piotra. W Wielką Sobotę wierni są nią błogosławieni. Aczkolwiek trzeba pamiętać, że dokładne badania naukowe potwierdzające prawdziwość tej relikwii pasyjnej nie zostały jeszcze przeprowadzone. Ale posłuchajmy co na ten temat mówi nam Pismo Święte. Święty Jan w swojej Ewangelii tak opisuje moment przebicia boku Pan Jezusa:

Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie złamana. I znowu na innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili. (J 19)

A więc, włócznia Przeznaczenia to włócznia, która otwarła serce pełne miłosierdzia, serce z którego wypłynęła krew i woda.

Moi Drodzy, Miłosierdzie to Imię Boga, to Jego tożsamość. Taki jest Bóg. Nie zrozumiemy działania Boga, jeśli nie będziemy wiedzieli co to jest miłosierdzie, bo Bóg jest samym miłosierdziem. Nawet sprawiedliwość Boża to tak naprawdę jest miłosierdzie. Największym przejawem tego miłosierdzia jest krzyż. To poprzez krzyż Jezus odkupił nas wszystkich, to na nim prosił o przebaczenie nawet dla swoich oprawców. Bóg jest miłosierny, ale z naszej strony potrzeba otwarcia na to miłosierdzie. Pierwszym, który na nie się otworzył, który je przyjął był dobry łotr – pierwszy święty. I właśnie dlatego miłosierdzie jest skandalem. Bo po ludzku ono jest niezrozumiałe. Do zrozumienia tajemnicy miłosierdzia nie wystarczy logika ludzka, potrzeba tu logiki Bożej.

Bóg jest jak ojciec, który pozwolił swoim dzieciom, aby się bawili. Ale powiedział, że za godzinę przyjdzie i jak przyjdzie to chce, aby był zrobiony po tej zabawie porządek. Bo jak nie to będzie kara. Ojciec wrócił i okazało się, że porządku nie zastał. Powiedział jednak swoim dzieciom, że On im to przebacza, ale kara musi być. Wziął więc pas i zaczął bić, ale nie te dzieci, lecz samego siebie. Bił sam siebie zamiast swoje dzieci. I takie jest Boże miłosierdzie. On jest w stanie wziąć wszystko na Siebie, tylko tak jak dobry łotr trzeba go o to poprosić, uznać swoją winę.
Pewien mądry teolog, mimo swojej ogromnej wiedzy nie mógł zrozumieć jednej rzeczy: nie potrafił pojąć jak to jest, że ktoś całe życie grzeszył tysiącami grzechów, ale potem żałował za nie wszystkie, poprosił o przebaczenie i Bóg wszystko mu przebaczał i wziął go do nieba. A z drugiej strony, jeśli ktoś przez całe życie był dobry, ale potem zszedł na złą drogę i miał jeden grzech, za który nie chciał żałować to Bóg mu tego nie przebaczył. No i ten mądry teolog udał się z tym pytaniem do pewnego mnicha, który dał mu takie wyjaśnienie na jego problem: zobacz, jeżeli masz wielki kamień i wrzucisz go do wody, to spadnie na dno czy nie? No wiadomo, że spadnie. A jeżeli masz tysiące kamieni i położysz je na barce, to utoną czy nie? No oczywiście, że nie utoną. I wtedy mnich powiedział mu tak: widzisz, ta barka jest jak Boże miłosierdzie. Jeżeli masz wiele grzechów, ale wszystkie oddasz Jego miłosierdziu to nie utoniesz, bo On wszystkie Ci przebaczy. A jeśli byś miał jakiś jeden z którym chciałbyś sobie poradzić sam, to na pewno zaczniesz tonąć.

A więc Moi Drodzy, takie jest Boże miłosierdzie, że wszystko nam przebaczy, tylko z naszej strony potrzeba abyśmy Bogu oddali to co nam ciąży, to co jest naszym grzechem. A wtedy miejsce naszego grzechu będziemy mogli zamienić na miejsce uwielbienia miłosierdzia Boga. Do pewnego egzorcysty przyszła kiedyś opętana osoba. I szatan przez tą osobę zaczął wypominać temu księdzu wszystkie jego grzechy, które w życiu popełnił. Mówił, mu ty taki, i taki, to i to zrobiłeś, i teraz chcesz mnie wyrzucać. Możemy sobie wyobrazić, jak czuł się ten ksiądz, kiedy wszyscy wokół słyszeli jego wszystkie grzechy. Ale on nie przejął się tym, bo wiedział, że te wszystkie grzechy Bóg już mu przebaczył. I w tym wszystkim, kiedy szatan wypominał mu zło, to on przy każdym grzechu zaczął uwielbiać Pan Boga z Jego niezgłębione miłosierdzie. A więc miejsce naszego grzechu, może stać się miejscem uwielbienia Boga.
Siostry i Bracia, Bóg jest miłosierny. I to jest dla nas często zrozumiałe, kiedy myślimy o sobie. Że On mi przebacza. Zgadzamy się z tym, akceptujemy to. I może jeszcze jesteśmy w stanie zrozumieć, że On przebacza też mojemu bliźniemu, który żałuje. Myślimy sobie, dobrze, taki jest Pan Bóg. On jest miłosierny. Ale ten sam Pan Bóg, mówi nam: wy bądźcie miłosierni, jak Ja jestem miłosierny. I tego my już nie jesteśmy w stanie przejść. Jak to ja mam przebaczyć temu, który mnie tak skrzywdził, ja mam być miłosierny dla tego drania, mojego sąsiada, kolegi, brata? To, że Ty Panie Boże mu przebaczasz to rozumiem, ale ja?

W Piśmie Świętym możemy zauważyć pewien postęp, ewolucję jaka nastąpiła w czynieniu miłosierdzia. Na początku, w księdze Rodzaju, mamy postać Lameka, który mówi, że jeśli ktoś mnie zrani to ja tego człowieka zabiję, jeśli dziecko zrobi mi siniec to ja to dziecko zabiję. I to jest jeden ze sposobów reakcji na zło: jeśli ktoś mi zrobi krzywdę, to ja mu tak odpłacę, że się mu odechce. Potem było już inaczej. Zasada oko za oko, ząb, za ząb. I ta zasada w porównaniu do wcześniejszego postępowania była już bardzo miłosierna. Ona mówiła, że jeśli ktoś ci wybije jedno oko, to możesz mu wybić tylko jedno oko, jeśli ktoś cię zrani to możesz go zranić tak samo, ale nie zabijać. Potem przyszły psalmy złorzeczące i to był kolejny etap. A więc jeśli ktoś mi wyrządzi krzywdę, to ja nie będę mu odpłacał, tym samym, nie będę się mścił, ale pójdę do Pana Boga i powiem Bogu, aby On mu odpłacił sprawiedliwie. I ostatni etap reakcji na zło pokazuje nam Jezus, który mówi: Miłujcie waszych nieprzyjaciół, módlcie się za tych, którzy was prześladują. To jest najdoskonalszy sposób okazania miłości. Ale to nie jest też tak, że te wcześniejsze zasady znikły. One są w naszym postępowaniu dalej obecne. Dlatego trzeba sobie zadać pytanie, jaka jest moja reakcja na zło? Czy jest to reakcja Lameka czy jest to reakcja o której mówi Pan Jezus, reakcja miłości miłosiernej?

Patrząc na Jezusa na krzyżu, którego serce zostało przebite włócznią. Patrząc na Jezusa, który ze swojego serca wylewa na nas zdroje miłosierdzia, starajmy się być na Jego wzór. Starajmy się również tak jak On jest miłosierny dla nas, być miłosierni dla naszych bliźnich. Bo nie ma innego uzasadnienia dla tego, bym był miłosierny wobec drugiego człowieka niż to, że sam najpierw doświadczyłem miłosierdzia od Boga.
Niech On – Bóg będzie naszym wzorem. Amen.

Tekst: ks. Jakub Orzechowski