Chrześcijański sens cierpienia okiem naszej parafianki
27.02.2021

„Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech mnie naśladuje”
(Łk 9, 23)


Czy rozumiemy sens krzyża i cierpienia w naszym życiu?
Czy jesteśmy gotowi zaprzeć się samego siebie, przyjąć wzorem Chrystusa krzyż i cierpienie i iść za Nim?

Wszyscy wiemy, że krzyż jest wpisany w życie człowieka. Każdy z nas zapewne doświadczył wielu trudów i cierpienia w swoim życiu. Jeśli jesteśmy osobami prawdziwie wierzącymi i ufającymi Bogu jest nam lżej z Bogiem dźwigać życiowe ciężary, bowiem religia nadaje metafizyczny sens cierpieniu. Człowiek wierzący cierpiąc upodabnia się do swojego Zbawiciela-Chrystusa.

To jednak nie zmienia faktu, że u wielu z nas, ludzi wierzących, między rozumieniem sensu cierpienia i pokornym jego przyjęciem, wciąż istnieje wielka przepaść. Wiemy, że pragnąc iść za Chrystusem musimy być przygotowani na krzyże w naszym życiu, ale akceptacja takiego scenariusza jest bardzo trudna do przyjęcia, zwłaszcza wtedy, gdy cierpienie dotyczy nas samych, naszych najbliższych, albo osobistych doświadczeń innych ludzi, którzy w jakiś sposób są dla nas ważni. Wtedy, mimo woli, buntujemy się wobec poddawaniu nas, czy innych takim próbom i doświadczeniom.
Z ludzkiego punktu widzenia wszyscy pragniemy być zdrowi i szczęśliwi i mało kto z nas z własnej woli i z pełną aprobatą chce przyjąć krzyż, bo, zwyczajnie, po ludzku, nie chcemy i boimy się cierpieć. Kiedy wiedziemy w miarę poukładane, w naszej ocenie przykładne życie i dostrzegamy, że Dobry Bóg nam sprzyja, wtedy nasze życie jest szczęśliwe i w pełni je akceptujemy. Kiedy jednak na naszej drodze pojawiają się kłopoty i przychodzą cierpienia, to wali się nasz  świat i Bóg pierwszy przestaje być naszym przyjacielem. Wtedy to najczęściej Jego obwiniamy za całe zło, obrażamy się na Niego – bo niełaskawy, bo surowy, bo niesprawiedliwy, bo zbyt wymagający. Wtedy tez zadajemy Mu pytanie „Dlaczego ja?”, „Dlaczego mnie to spotyka?”, a zły los traktujemy jednoznacznie – Bóg jest niesprawiedliwy, zapomniał o nas, zdradził nas, opuścił i jeszcze zsyła na nas kary za jakieś nasze przewinienia. W takim rozumieniu, taki niewdzięczny, surowy, bezwzględny Bóg nigdy nie zostanie naszym przyjacielem. W naszym zapamiętaniu zapominamy, że jesteśmy wyznawcami Chrystusa ukrzyżowanego i jak mówią słowa pieśni „ Jeśli chcesz mnie naśladować, weź swój krzyż na każdy dzień”.Z własnego wyboru jesteśmy uczniami i naśladowcami Chrystusa, który pierwszy cierpiał za nas i umarł na krzyżu, aby nas zbawić, a my mamy Go naśladować.

W jednym z wywiadów ks. prof. dr. hab. Józefa Makselona z Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowieczytamy, że niestety, my ludzie, tak do końca nie rozumiemy sensu cierpienia.  Zamiast  obwiniania Boga, użalania się nad sobą i pytania Go „Dlaczego ja?”, ludzie powinni raczej zapytać „Dlaczego i po co zsyłasz Boże to cierpienie?”, „Komu ono ma służyć?”…  I taki jest sens ludzkiego krzyża –  być gotowym za coś lub za kogoś ofiarować swoje cierpienie.  Tak jak Chrystus, który pierwszy za nas cierpiał, a nawet, z miłości do nas, oddał swoje życie. Rzadko pamiętamy, że możemy nasze trudy i krzyże ofiarować Bogu.Ofiarować swoje cierpienia – to znaczy zjednoczyć się z cierpieniem Jezusa na krzyżu.

Nic tak nie przybliża nas do Boga i nas nie przemienia, jak bezinteresowny dar cierpienia. Nie powinniśmy marnować okazji do ofiarowania Bogu każdego trudu i cierpienia, czy to fizycznego, czy psychicznego.Każde trudne sytuacje, nasze kryzysy, zniechęcenia, bunty, lęki, udręki duchowe, strapienia i cierpienia fizyczneoddane, ofiarowane Bogu nie będą nas niszczyć, lecz staną się łaską.Możemy je ofiarowaćwe własnych intencjach, w intencjach Kościoła, kapłanów, osób niewierzących, uzależnionych od narkotyków, alkoholu, pornografii i wielu innych. Nie powinniśmy marnować skarbu cierpienia.”Modlitwą i cierpieniem więcej zbawisz dusz aniżeli misjonarz przez same tylko nauki i kazania” (Dz. 1767) – mówił Pan Jezus św. Faustynie.Ofiarować swoje cierpienie – to znaczy zjednoczyć się z cierpieniem Jezusa na krzyżu.

Bóg z każdego cierpienia zawsze wyprowadza jakieś dobro. Niech nam posłuży tu przykład choćby zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki, czy umierania Jana Pawła II. Przykłady te pokazują w jaki sposób tortury bądź skrajna słabość fizyczna stały się niesamowitą mocą dla innych i posiewem dobra.

Cierpienie powinno wzmacniać naszą wiarę i zbliżać do Chrystusa, a nie oddalać nas od Niego. Bóg kocha nas bezwarunkowo, oddaje się nam cały, i chce dla nas jak najlepiej. Mimo naszych upadków i słabości pragnie cały czas nas obdarowywać dobrem i miłością, a jeżeli wymaga trudu, poświęceń, a nawet cierpienia, to robi to właśnie z miłości do nas i dla naszego dobra. Jeżeli nawet Bóg wystawia nas na różne próby, to po coś to czyni pragnąc nas uszlachetniać, ubogacać wewnętrznie – ćwiczyć nas w ufności, w pokorze, w czynieniu dobra, pobudzać do refleksji, przemyśleń na temat hierarchii wartości w życiu.

Św. Jan Paweł IIuczył nas, że cierpienie ma pobudzać miłość, rodzić uczynki miłosierne wobec innych ludzi i budować cywilizację miłości. I tego, przez trudy naszego życia również pragnie uczyć nas Bóg. Jest z nami zawsze – w szczęściu i w cierpieniach, cały czas gotów na swoją Boską interwencję. Pragnie tylko naszego zaufania i naszej wiary w to, że to On wie najlepiej, co dla nas jest najlepsze.

Kiedy pyta się ludzi o sens cierpienia wielu z nich wskazuje na wartość, moc i dobro wynikające z trudnych doświadczeń i z cierpienia. Mówią oni, że dzięki cierpieniu ludzie szlachetnieją, stają się bardziej życzliwi, bardziej wrażliwi na dobro i miłość. To wtedy otwierają się ludzkie serca na to, co jest niewidoczne dla oczu. Doświadczając i ćwicząc nas w trudnościach Bóg wie dokładnie, ile jesteśmy w stanie unieść i wytrzymać, ile mamy siły w noszeniu naszych ciężarów. Biblia, jako przykład, opisuje nam niezwykłą historię Hioba, która powinnapodnosić nas na duchu. Hiob, który był prawym, dobrym człowiekiem również został  przez Boga wystawiony na ogromną próbę. Utracił wszystko co ważne w życiu człowieka. On jednak przyjął trudne doświadczenia i cierpienie z wielką pokorą, a Bóg docenił i wynagrodził jego postawę. Analizując tę historię dowiemy się i zrozumiemy, że nie jest sztuką bycie szczęśliwym i bogobojnym, kiedy los nam sprzyja, sztuką jest przyjąć z pokorą przeciwności losu. Wtedy dopiero, w takich doświadczeniach i okolicznościach tak naprawdę wychodzi cała prawda o wartości człowieka.

 

Cierpienie uwrażliwia ludzi na potrzeby innych. To często właśnie w trudnych momentach naszego życia poznajemy prawdziwe oblicza naszych bliskich i przyjaciół. To wtedy często dowiadujemy się kto jest naszym prawdziwym przyjacielem, a kto niekoniecznie – bo „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Często dopiero w ciężkich chwilach swojego życia, człowiek dostrzega osoby, dla których jest ważny i które go kochają. Tak więc często cierpienie jest czynnikiem weryfikującym uczucia innych wobec nas.  W chwilach trudnych człowiek potrafi docenić ofiarowane przez kogoś poświęcenie, życzliwość i chęć pomocy.

Cierpienie uczy czegoś tych, którzy cierpią, ich najbliższych i tych, którzy na cierpienie są wrażliwi. Trudności, które przeżywamy, każą nam zastanowić się nad sobą, nad naszym postępowaniem, skłaniają do przemyśleń i refleksji, do zastanowienia nad tym, co zrobiliśmy lub robimy nie tak, co trzeba by zmienić i poprawić w naszym życiu. Często sprawiają, że zaczynamy w trudnościach bardziej doceniać małe rzeczy i cieszyć się z tego co mamy. Cierpienie uczy nas pokory i rozumienia, że życie to nie „koncert życzeń” i nie niekończąca się sielanka, nie tylko radość i szczęście, ale też inne strony życia – smutek i ból. Cierpienie jest drogą do dobra i miłości, a prawdziwa, szczera miłość to taka, która być może przynosi utrapienie i ból, ale w rezultacie nas ubogaca.

Bóg nie zostawia nas nigdy opuszczonych i samych – zwłaszcza w bólu i cierpieniu.Bóg wie o nas wszystko, zna nasze siły, możliwości, nasze zdolności, poświęcenie, wie ile włożyliśmy starania i wysiłku, żeby coś poprawić, zmienić w naszym życiu, w naszym zachowaniu i w relacjach z ludźmi, z czego zrezygnowaliśmy, co umieliśmy poświęcić. Bóg potrafi to docenić, a nawet wynagrodzić.

Prawda, że Bóg stworzył nas do życia, ale jako wyznawcy i naśladowcy Chrystusa nie możemy usunąć z naszej indywidualnej historii cierpienia i trudnych doświadczeń. Panosząca się dziś powierzchowna kultura, która nadaje wartość tylko temu, co ma pozór piękna, szczęścia i przyjemności, próbuje wmówić ludziom, że trzeba odrzucić krzyż i to wszystko, co jest wymagające, co nas ogranicza, zabiera wolność i szczęście.Ta sama kultura pokazuje, że człowiek nie potrzebuje Boga, że sam jest wystarczająco mądry i silny, żeby walczyć z przeciwnościami losu. Uczy nas polegania nie na Bogu, ale na sobie i na innych ludziach, na ich pomocy i interwencji. A tak naprawdę to „bez Boga, ani do proga”. Nie jest to droga prowadząca do radości i szczęścia, ale ścieżka kierująca w przepaść grzechu i śmierci. Bez Boga krzyż nas powala, natomiast niesiony z Bogiem daje nam siłę, daje odkupienie i zbawienie. Warto zawierzyć Chrystusowi, bo kto idzie za Nim, nie jest nigdy człowiekiem przegranym, ale spełnionym. Kroczenie za Chrystusem niosącym krzyż nie jest dla nas proste i łatwe, ale przecież nie niemożliwe.

Módlmy się, abyśmy zrozumieli sens krzyża w naszym życiu i abyśmy nie zmarnowali skarbu cierpienia. Módlmy się osiłę i odwagęw niesieniu krzyża z Bogiem.

Tekst: Grażyna Skrzydłowska