Anioły w moim życiu
– świadectwa ciąg dalszy
28.12.2020

Ciąg dalszy, część 10.

 

„ANIOŁ DOBRA”  kontra  „ANIOŁ ZŁA”

 

– Widziałam Go!

Kogo? Zapytacie.

– Szatana, diabła, anioła śmierci!

Czułam na plecach jego oddech. Szedł za mną. Nie spodziewałam się spotkania z nim, ale Pan Bóg owszem i zaplanował to spotkanie bardzo dokładnie! Skąd to wiem? Bo nie pozwolił, aby coś mi się stało! Był ze mną i czuwał – jak zawsze! Chronił mnie przez dwa tygodnie!…

Był ciepły, kwietniowy poniedziałek (dokładnie 23.04). Ostatni tydzień przed długo oczekiwaną majówką 2018 r. Po zebraniu w pracy zrobiłam dość duże zakupy. Wychodząc z samochodu na parkingu za ulicą otwarłam bagażnik, by je wyjąć. Była godzina 19:00. Cisza i spokój. Ani żywego ducha dookoła!

– Brzydkie te czarne reklamówki – pomyślałam!!!

– Źle mi się kojarzą i więcej ich nie kupię. I do tego ciężkie te zakupy! Jak zwykle przesadziłam! 

Przechodząc przez ulicę moją uwagę przykuł piękny, biały samochód stojący na chodniku. W oczy rzuciły się zapalone, czerwone światła i czarne szyby. Drzwi były zamknięte, ale światła zdradzały, że ktoś jest w środku. – Podejrzane to auto – pomyślałam. Dlaczego tu stoi? Przecież nie wolno tu parkować i mieszkańcy o tym wiedzą! Kto jest w środku? Do kogo należy?

Przechodząc przez ulicę przyglądałam się rejestracji zaparkowanego w dziwnym miejscu auta. Poczułam, że muszę ją zapamiętać. Coś mówiło mi, że to auto jest niebezpieczne. I zapamiętałam!!! Ale niestety  niedokładnie, bo pomyliłam pierwszą literę rejestracji z ostatnią…. Po przejściu przez ulicę minęłam kopiących się dla żartów młodzieńców. Wszyscy byli ubrani na czarno. Nie zwracając na nich uwagi poszłam długim chodnikiem w kierunku ulicy i bloku. Przeszłam przez przejście dla pieszych i skręciłam w kierunku domu.

Nagle torby zrobiły się ciężkie. Ręce bolały i zrobiły się sine, więc postawiłam je na chodniku. Kiedy obróciłam się zobaczyłam przechodzącego szybkim krokiem przez pasy na ulicy średniego wzrostu, łysego mężczyznę. Był tuż za mną. Mężczyzna palił nerwowo papierosa i rozmawiał z kimś przez telefon. Nie spodobał mi się…

– Idź w kierunku sklepu w pawilonie – podpowiadał wewnętrzny głos!!!

– Zmień kierunek! Nie idź do bloku! On idzie za Tobą! To mężczyzna z podejrzanego auta!!! 

Nie rozumiejąc zbytnio sytuacji z szybko bijącym sercem wyszłam naprzeciwko idącemu za mną mężczyźnie. Wyraźnie zaskoczony moją zmianą kierunku zmieszał się i nie wiedząc zbytnio co zrobić przeszedł przez trawnik i ukrył się w zabudowanej altanie z kontenerami na śmieci. Stał i palił papierosa nadal rozmawiając przez telefon. Jakby nigdy nic poszłam chodnikiem w kierunku pawilonu. Nerwowo rozglądałam się szukając idącego gdzieś blisko przechodnia. I nagle zobaczyłam ją – mojego Anioła!!! Naprzeciwko mnie szła koleżanka z ulicy Ułańskiej ze swoim psem. Nigdy wcześniej jej tam nie spotkałam!!!

– Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię widzę! – ucieszona jej widokiem powiedziałam jej cicho, aby rozmawiała ze mną tak jak zawsze, bo ktoś mnie śledzi. Wskazałam miejsce, gdzie jest mężczyzna – dostrzegła go bez problemu. Co? Jesteś pewna? Nie bój się! Mój pies nie lubi obcych. Jesteśmy bezpieczne – uspakajała, choć była równie zaskoczona sytuacją, jak ja. Razem ruszyłyśmy chodnikiem w dół, w kierunku mojego bloku. Mężczyzna zgasił papierosa o deskę i wyszedł z altany. To co rzuciło mi się w oczy to motyw na jego czarnej kurtce do pasa. Były to niewyraźne, rozmazane białe skrzydła. Brzydkie – pomyślałam. Po co taki motyw na kurtce? I to jeszcze zamazane!!! Mężczyzna poszedł w kierunku pętli autobusowej i zniknął za blokiem. Zadzwońmy na policję podpowiedział mój Anioł. Zadzwoniłam i opowiedziałam o całej sytuacji. Idąc w kierunku bloku zastawiałyśmy się co dalej.

Po przejściu za blok zobaczyłyśmy, że mężczyzna stoi pod oknami na trawniku. Nadal rozmawiał przez telefon. Ciekawe, czy na chodniku stoi nadal białe tajemnicze auto – pomyślałam. Mężczyzna po kilku minutach odszedł w kierunku sąsiedniego bloku. Zniknął nam z oczu. Wieczorem, gdy stres opadł zastanawiałam się co to miało znaczyć. Wiedziałam, że przyglądając się rejestracji zadarłam z jakąś grupą. Do kogo należy tajemniczy samochód? Jakie miał zamiary człowiek idący za mną? Czy wróci? Co będzie dalej? Bałam się jak nigdy wcześniej…

To co działo się przez kolejne dwa tygodnie nie było normalne. Idąc do pracy widziałam stojące w różnych miejscach osoby (mężczyzna w kapturze stał pod blokiem opierając się o niego, kolejny podejrzany człowiek stał przez 3 dni pod pawilonem, dwóch innych przy ulicy). Jednemu z nich patrzyłam dłuższą chwilę w oczy… Nie spuścił wzroku… Dał mi do zrozumienia, że mnie widzi. Modliłam się:

Boże daj mi odwagę i bądź przy mnie!

Był ze mną Bóg i mój kolejny Anioł – mąż. To on odprowadzał mnie i odbierał z pracy. Chociaż trudno było zrozumieć co się dzieje – czuwał. Prosił o modlitwę, aby sytuacja się uspokoiła…

6 maja w niedzielne popołudnie słońce mocno świeciło i większość mieszkańców odpoczywała przy otwartych balkonach. Była godzina 16:00. Nagle ciszę zakłócił wydobywający się przez głośnik z samochodu głos: Co się GAPISZ… (nie zacytuję dosłownie, bo to cała wiązanka niestosownych słów). Stanęłam jak sparaliżowana… Nie wyszłam na balkon… Wiedziałam, że słowa są skierowane do mnie…

– Słyszałaś to? Co to było? – zapytała córka.

– Słyszałam, pewnie jakieś żarty – nie wychodź na balkon – odparłam.

Odjechali i zapanował spokój. Nikt już nie stał pod blokiem, sklepem, czy przy ulicy. Do dzisiejszego dnia nie widziałam mężczyzn w kapturach.
Idąc w sierpniu na kobiecą pielgrzymkę do Piekar śpiewając „O Maryjo Piekarska Pani” pojawiła się w mojej głowie myśl: Widziałaś brzydkie, niewyraźne, rozmazane białe skrzydła na czarnej kurtce. Widziałaś je bardzo wyraźnie – prawda? Nie rozumiesz? Pomyśl! Z czym Ci się kojarzą? Jak myślisz – kogo widziałaś?

– Widziałam mężczyznę w czarnej kurce ze skrzydłami na plecach – pomyślałam.

No tak! Jak mogłam na to nie wpaść!  Przecież pisałam o Aniołach w moim życiu nieraz… Jak mogłam tego nie skojarzyć! Już wiem kim był ten człowiek MATEŃKO! To oczywiste… Musiało minąć tyle czasu…

– Boże – Posłałeś do mnie ANIOŁA ZŁA? 

– TAK. Widziałaś ANIOŁA ZŁA! Ale nie martw się! Cały czas był przy Tobie Anioł DOBRA. Twój Anioł Stróż. Nie pozwoliłbym, aby stało Ci się coś złego! Czy wierzysz w to?

– Tak – wierzę! Ale dlaczego? Po co ta sytuacja? Dlaczego posłałeś Go do mnie? Wiesz jak się bałam? Co chciałeś mi powiedzieć? Czego chciałeś mnie nauczyć? Dlaczego akurat ja?

Odpowiedzi na te pytania jeszcze nie znam… Podobno po śmierci całe życie stanie przed naszymi oczami i może wtedy się dowiem…

Liczę na to! I może ktoś – zapyta: Dlaczego o tym piszesz? Jedni wierzą w tę historię, inni nie… Właściwie to nie wiem do końca, ale czuję, że Pan Bóg oczekuje ode mnie świadectwa. Jestem Mu to winna. Uratował mnie i dał spokój. Już się nie boję. Wiem, że różnie mogła zakończyć się ta historia… Może to zakończenie cyklu o Aniołach, a może chce, aby inni usłyszeli, że BÓG JEST i CZUWA. Ale z drugiej strony Bóg mówi: UWAŻAJ! Bądź czujny, bo szatan ciągle szuka okazji, aby Cię skrzywdzić. Nie zawsze jest tak różowo i pięknie jakby się wydawało…

 

Dziękuję Ci Panie Boże za Anioły jakie stawiasz na mojej drodze i proszę opiekuj się nami!
Co jeszcze dla mnie przygotowałeś?
Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!
JEZU UFAM TOBIE

Tekst: Beata Matusek


Wcześniejsze części „Anioły w moim życiu” dostępne -> TUTAJ