O Niebie, Królu i Świętych
w zakamarkach
naszego kościoła
21.11.2020

 „Każdy święty chodzi uśmiechnięty…”

Słowa piosenki, którą od lat śpiewa Arka Noego, wydają się być trochę dowcipne, ale chyba jednak nie… Są jak najbardziej prawdziwe. Jakże by chodzić po niebie bez uśmiechu? Kilka dni temu Danusia, koleżanka od bezustannego śpiewania (nie śpiewa tylko gdy śpi),powiedziała mi, że niebo tańczy i niebo śpiewa. Bardzo to poetyckie pomyślałam, nadało by się na słowa piosenki o tym pięknym stanie czasoprzestrzeni jakim są niebiosa. Trudno nam sobie to wyobrazić, jak to właściwie jest w tym niebie, ale chyba musi być radośnie. Ktoś, kto osiągnie ten stan i zostanie przywitany i przytulony przez samego Boga, musi przecież być szczęśliwy i napełniony radością.

Przyglądam się Świętej Cecylii, tej, która w oknie na chórze „patrzy” na nas swoimi kolorowymi szkiełkami witraża. Ona to na sto procent śpiewa i gra Panu w niebie, nie wiem tylko czy tańczy, a może przechadza się dostojnie patrząc jak inni pląsają? Takie bardzo ludzkie myślenie o nadludzkim zjawisku ale dobrze czasem pomyśleć ciepło o niebiosach, nawet jeśli to myślenie jest nieudolne i może mało ma wspólnego z realiami.

 

Chrystus Król

W wyobraźni tworzę obraz Chrystusa panującego absolutnie nad wszystkim, nad niebem – tym tańczącym, nad światem – tym przytłoczonym czarnymi chmurami codzienności, nad biegającymi po ziemskiej kuli ludzikami i spokojnymi duszami zmarłych, po tamtej stronie. Czy ten Król ma koronę, berło, aksamitny płaszcz?

Ławka przy filarze to dobry punkt obserwacyjny. Prosto z witraża Św. Cecylii moje spojrzenie wędruje na Krzyż. Hmm… ma koronę i jaki jest potężny, ten krzyż… ta rzeźba wystrugana z kawałka milczącego drewna. Milczącego a krzyczącego – BÓG jest potężny! Ta ogromna kolczasta korona wcale nie jest gorsza od tej złotej… Przecież te ciernie toczyły krew zbawienia. Żadne złoto nie dorówna tej plątaninie ostrych kolców ze świętej głowy Zbawiciela. Dla nas, dla Ciebie, dla mnie, maluczkich poddanych dał się tak ukoronować…To niewątpliwie najlepszy z panujących Król. Poświęcił całego siebie. Jakiego władcę na to stać?

Przenoszę wzrok dalej. Maryja o dziewczęcym obliczu i miłosnym spojrzeniu. Jakaż ona delikatna! Zupełnie inna twarz, przeciwstawna, do tamtej zmęczonej, skatowanej. Taka była i jest Maryja – ciepła, troskliwa, matczyna. Takie Jej powołanie, przecież Matką jest – urodziła Boga, który jest miłością i dobrem. Ona też jest pełna miłości i dobra. Uspokaja, bacznie obserwuje, czuwa, niemalże słychać jak szepcze wiatrem kojąc nasze skołatane życiorysy.

Spoglądam dalej, kolejni święci. Spora grupka. Są tacy nasi, wybrani z całego panteonu świętych. Polubiliśmy ich. Przez te ich troskliwe spojrzenia, czujemy że są, chociaż nie głaszczą nas po głowie a jedynie „dotykają” barwnym światłem. Zastanawiam się czy większość z nas patrzy na nich jak na piękne dzieło rąk artysty, poskładane z kolorowych szkiełek i ołowiu czy może widzimy w nich ducha świętości tych, których ukazują. Jedno jest pewne każdy z nich ma tu swoje miejsce, swój zakamarek, przez który wpuszczają światło, napełniając świątynię barwami radości, świętości, towarzyszenia nam.

Mały kościół ale przyjazny i przytulny jak mówią o nim często znajomi parafianie i przyjezdni. Rzeczywiście tak jest, choć ani gabaryty ani kształt nie mają tu w zasadzie znaczenia. Raczej ta duchowość, żar wyszeptanych modlitw, wyśpiewanych pieśni, i całkiem spory słoik wykapanych łez, którego pilnują te święte niebiańskie istoty.  Myślę każdy kościół bez wyjątku jest „przedsionkiem Nieba”. Można tak powiedzieć bez wahania…

Jest Chrystus Król i nie mam tu na myśli ogromnego krzyża w prezbiterium, raczej Hostię ukrytą w tabernakulum lub patrzącą na nas w milczeniu – w kaplicy Miłosierdzia. To tam do Króla przychodzą poddani dziękować, przepraszać i prosić. Nie trzeba stać w kolejce na audiencję królewską. On przyjmuje zawsze. Mało tego ten Król czeka…

Są święci, trudno powiedzieć czy trwają w bezruchu witraży i tego kolorowego, ciepłego światła czy raczej tańczą w radości i przemykają pomiędzy nami siedzącymi w ławkach. Na pewno są, tym mocniej przy nas ile modlitwy i zawierzenia do nich kierujemy.

Matka jest – ta najtroskliwsza ze wszystkich – Maryja Piekarska, patronka, gospodyni. Wzięła nas pod opiekę, ma niełatwe zadanie bo przecież daleko nam do ideałów. Ale pilnuje tego miejsca i tego osiedla i nie opuszcza na krok. Ona też czeka, jest gotowa pomóc, tak po matczynemu, zawsze wysłucha, zawsze pomoże, pokieruje, nie nakrzyczy choć zasługujemy. Wystarczy przyjść.

Jeszcze przychodzi mi do głowy taka myśl, że w tym naszym przedsionku do Nieba, są też aniołowie. Nie zostawiamy ich przecież przed wejściem. Strażnicy naszego jestestwa i naszej duchowości. Jeśli te fakty potraktować matematycznie to jest nas w tym kościele całkiem sporo ale na pewno mniej niż przed epidemią. Piękne jest to, że część mieszkańców osiedla i nie tylko, na miarę możliwości pandemicznych, ciągle trwa na modlitwie. Na Eucharystii, w czasie nabożeństw i w indywidualnej rozmowie z Panem. Ważne by kościół nie stał się pustą przestrzenią w której tylko święci przechadzają się czekając na spotkanie z nami.

Ten kościół, ten „przedsionek”, to żywe miejsce, w którym mieszka Bóg. Prędzej czy później trafimy na tamtą stronę i bardzo po ludzku ujmując, łatwiej nam będzie jeśli tego miejsca nie pominiemy. Dobrze stukać cicho, bo dźwięk ufności i zawierzenia głośno się niesie i jest całkiem spora szansa, ze drzwi pomiędzy przedsionkiem a Niebem się otworzą…

 

Tekst: G.G.

 


Polecamy modlitwie i ofiarności parafian wykonanie ostatnich dwóch witraży – św. Tarsycjusza w zakrystii ministranckiej oraz Św. Jacka Odrowąża w zakrystii głównej.  To kolejni święci, którzy już w grudniu „zamieszkają” w naszej parafii. Ufamy, że ich duchowa obecność zmaterializowana w postaci pięknych kolorowych wizerunków, będzie przypominać o świętości i dążeniu do nieba. Jako patronom służby liturgicznej polecamy im ministrantów i nadzwyczajnych szafarzy posługujących u Piekarskiej Pani. Ufamy, że za ich wstawiennictwem powołani do liturgicznej służby młodsi i starsi, będą umacniać i kształtować nieustannie swoją wiarę. Swoim zaś życiem będą jak najpiękniej świadczyć o Chrystusie, któremu na co dzień służą.

 Święty Tarsycjuszu i Święty Jacku Odrowążu, módlcie się za nami!