Niedziela Radości kontra koronawirus

Niedziela Radości…
Trudno się cieszyć jednak taką niedzielą, w sytuacji w jakiej znalazła się cywilizacja.
Epidemia koronawirusa dosięga coraz mocniej Europę, w tym także nasz kraj.
Jesteśmy na półmetku Wielkiego Postu.
Postu, który ma nas przygotować do chwalebnego Zmartwychwstania Bożego Syna.
Czy tak właśnie będzie? Jednego możemy być pewni…

 

Jezus na 100% zostanie zdradzony przez Judasza…
Jezus na 100% odda swoje życie na Krzyżu…

Jezus na 100% Zmartwychwstanie…
Jezus na 100% zrobi to dla nas! Dla mnie, dla Ciebie!


Pytanie należy chyba bardziej skierować w naszą stronę. Czy My, w tej sytuacji należycie się do tego przygotujemy?
Czy ten czas nie będzie czasem zmarnowanym? Czy to przypadkiem, nie będzie kolejny raz, kiedy stracimy szansę stać się lepszymi?
Może będziemy mieli wygodną wymówkę, że to wina koronawirusa? Oby nie!

Nie wiem kiedy będziemy mogli wrócić do kościołów (oczywiście w sensie fizycznym), aby wspólnie uczestniczyć we Mszy Świętej.
Widząc jak sytuacja się rozwija, śmiem przypuszczać, że nie nastąpi to szybko i czekają nas „dziwne święta”.
Wcześniej jeszcze przed nami Niedziela Palmowa, a następnie Święte Triduum Paschalne, które dla wielu z nas jest wielkim duchowym przeżyciem.
Musimy obecny czas przyjąć z pokorą i umieć się dostosować. Jest to niezmiernie trudne, wszak jesteśmy wychowani na trwaniu przy Jezusie.
Przy Jezusie, którego przyjmujemy do swego serca podczas Eucharystii, czy też przy Jezusie na spotkaniach wspólnotowych,
których tak wiele w naszym parafialnym kościele.

Każdy z nas w większym, czy mniejszym stopniu uczestniczy w życiu parafii. Minęło raptem dopiero kilka dni naszej izolacji od zgromadzeń publicznych, czy choćby prywatnych w naszych domach ze znajomymi. Zostaliśmy sami. Ale czy, aby na pewno? Wcale nie!
Jest z nami cały czas On – Jezus! Choć teraz nie możemy „namacalnie” być świadkami Jego Ostatniej Wieczerzy, to On cały czas jest.
Jest Ze swoim Ojcem i Duchem Świętym, którego Zesłania też będziemy oczekiwać jak co roku, aby umocnił nas swoimi darami.

Teraz mamy dużo czasu, trudnego czasu, ale możemy go spożytkować na to, aby pojąć jeszcze bardziej Bożą Miłość do nas. Ile razy to już w historii ludzkości zawierzaliśmy Panu Bogu i Maryji siebie i cały świat? Mamy teraz dużo czasu (część nas wraz z dziećmi przebywa w domach z racji zamkniętych szkół, czy zakładów pracy) i możemy ten czas znakomicie spożytkować, aby oddać się znów Panu Bogu. I choć musimy to czynić w zaciszu naszych domów, możemy to czynić z wielką miłością i troską o nas wszystkich. Wspólna rodzinna modlitwa w domu zapewne nie jest „konikiem” w naszym życiu.  Teraz mamy okazję, aby to zmienić. I tę okazję musimy wykorzystać. Czy może być piękniejszy domowy widok jak ten, kiedy rodzina jest połączona na wspólnej modlitwie? Eucharystia (z konieczności) przed ekranem telewizora, wspólny różaniec w łączności duchowej z naszymi kapłanami, którzy modlą się każdego dnia za wszystkich, których dotknęła epidemia oraz za cały personel medyczny, który walczy z koronawirusem narażając własne życie.

Nie może być nic piękniejszego, jak nasza duchowa łączność modlitewna w tym momencie. Przesuwamy palce po koralikach różańca, czytamy lub wsłuchujemy się w rozważania kolejnych dziesiątek, które możemy teraz łatwo znaleźć internecie a nawet włączyć się na żywo za pomocną youtuba, czy facebooka… Nasza modlitwa pomaga. Pomaga ukoić ból, daje siłę innym do tego, aby mieli jej wystarczająco tyle, aby móc pomagać innym. Modlitwa ma też pomóc nam, aby przygotować się na zbliżające się Święta Wielkanocne. Będą jak już wcześniej wspomniałem raczej inne niż wszystkie i musimy się do tego przygotować także duchowo, aby móc zrozumieć Misterium Męki i Zbawczej Śmierci Jezusa „w dobie koronawirusa.” On też zabija (czyt. wirus), zabija tak samo jak my zabijamy za każdym razem Syna Bożego naszym złym postępowaniem. Jedno i drugie na szczęście da się zwalczyć, da się pokonać, ale musimy tego chcieć… i to bardzo. Postarajmy się, może , aby właśnie Niedziela Radości była tego początkiem. Tak jak Kościół odpowiada na to wołanie. Kapłani przyodziewają różowe szaty, porzucając wielkopostny fiolet. Przystrajamy ołtarze kwiatami i radujemy się, bo nazwa niedzieli pochodzi od słów antyfony na wejście, które są wezwaniem:

 

Laetare, Ierusalem: et conventum facite,
omnes qui diligitis eam:
gaudete cum laetitia, qui in tristitia fuistis:
ut exsultetis, et satiemini ab uberibus consolationis vestrae.

(Raduj się, Jerozolimo,
zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie.
Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni,
weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy.)

 

Niech zatem to wezwanie, będzie swoistym otwarciem naszych serc na miłość do Chrystusa, na miłość do bliźniego,
aby był to początek naszego godnego przygotowania się na Chwalebne Zmartwychwstanie, czego sobie i wszystkim życzę…

Tekst: Olek Matusek

 


PS. Więcej informacji na temat Niedzieli Radości znajdziemy -> TUTAJ