Moje świadectwo cz. II

Ciąg dalszy z poprzedniego tygodnia.

Na stronie Internetowej Ojców Jezuitów pod adresem https://jezuici.pl/ możemy znaleźć wiele informacji i wskazań dotyczących modlitwy – zwłaszcza modlitwy w cierpieniu.( DEON.PL/ Stanisław Biel SJ/ RED.)
Tam też czytamy, że „Dla człowieka wierzącego najważniejszą pomocą duchową w cierpieniu jest modlitwa. Św. Izaak Syryjczyk pisze, że gdy człowiek cierpiący zwraca się na modlitwie do Boga, On zawsze odpowiada i nie wzdryga się współcierpieć z tym, który Go wzywa. A Orygenes uzupełnia: Tylko modlitwa jest zdolna zwyciężyć Boga.”
Tam też czytamy, że cierpienie niesie dobro i przez nie Bóg może ubogacać wewnętrznie człowieka. Bóg w cierpieniu daje człowiekowi to, co w danym momencie jest dla niego najlepsze duchowo. Modlitwa uczy nas cierpliwości w cierpieniu, daje wewnętrzny pokój, ufność i siłę, by je znosić.
Każda modlitwa jest miła Bogu, ale człowiekowi jest łatwiej w cierpieniu podejmować krzyż, kiedy modli się z Jezusem na Drodze Krzyżowej. Łatwiej jest mu wtedy łączyć swoje cierpienie z cierpieniem Boga-Człowieka i ofiarować je w intencji bliźnich.
Kiedy w chorobie i bólu zaczynamy wątpić w obecność i moc Boga, kiedy zaczynamy Go oskarżać, a nawet bluźnić przeciw Niemu warto wtedy sięgnąć do Biblii i tam znaleźć pomoc, zrozumienie i pocieszenie. Można modlić się Psalmami. Jest wiele takich psalmów, które oddają sytuację choroby, bólu i cierpienia, np. Psalmy: 6, 7, 10, 12, 13, 17, 22, 26, 31, 35, 38, 39, 40, 41, 69… Warto również sięgać do psalmów ufności, np. Psalmy: 23, 27, 37, 42, 55, 62, 73, 84, 91, 131.
Oprócz osobistej modlitwy chorego wielką moc ma modlitwa wstawiennicza za chorych i cierpiących. Do takiej modlitwy zachęca Pismo Święte: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego „ (Jk 5, 14-16).
W innym fragmencie Pisma Świętego czytamy:
19 Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. 20 Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. (Mt 18, 19-20)

Owocem modlitwy wstawienniczej może być nadzieja, odwaga do przeżywania lęków i bólu, duchowy pokój, wewnętrzna harmonia, integracja, zdolność do przebaczenia. W czasie modlitwy i Mszy wstawienniczej możliwe jest także całkowite fizyczne uzdrowienie, które powinno być bodźcem czy impulsem prowadzącym do uzdrowienia duchowego, opartego na miłości i dalszej wewnętrznej pracy.

MOJE ŚWIADECTWO:
Niech te moje wstępne refleksje i przemyślenia będą wprowadzeniem do świadectwa, w którym pragnę w pokorze serca, na Chwałę Bożą i dla wzmocnienia i zbudowania duchowego innych przedstawić przykłady cudownych Bożych interwencji w naszym życiu, nieograniczonej Miłości Boga do człowieka, mimo jego grzeszności, słabości i niedoskonałości, wskazać na sens cierpienia, moc szczerej modlitwy oraz podziękować Bogu za cuda, których dokonał i wciąż dokonuje w naszej rodzinie.
W sposób szczególny jednak i pełen niewypowiedzianej wdzięczności tym świadectwem pragnę podziękować Bogu za cudowne uratowanie życia i powrót do zdrowia naszej córki Ani. Bóg uratował ją od śmierci, a nas rodziców, jej męża Adama, syna Konradka oraz innych naszych bliskich uchronił od wielkiego nieszczęścia, bólu, od ogromnej i nieukojonej nigdy straty i niechybnej rozpaczy. Niech będzie uwielbiony Pan za cud, którego dokonał rękami lekarzy II oddziału Kardiologii w Górnośląskim Ośrodku Kardiologii szpitala w Katowicach – Ochojcu.
Za cudowną, Boską interwencję Miłości nigdy w wystarczający sposób nie jesteśmy w stanie Bogu podziękować. To smutne, pełne lęku, niepokojów i troski wydarzenie przewartościowało nasze życie. To był czas wypełniony nieustającą, błagalną modlitwą, ale równocześnie pełen cierpień i boleści. Serca nasze przepełnione były żalem, goryczą, a dzień za dniem upływał w ciągłym smutku, lęku, niepewności, poczuciu niemocy, bezsilności i nieuchronności mogących wystąpić zdarzeń. To był czas pełen troski i łez, otoczony ciemnością, a zniechęcenie i poczucie bezsensu oraz rozpacz wdzierały się do duszy tak, iż niemal zapominaliśmy o Boskiej Opatrzności.
Wiemy, że krzyż jest wpisany w życie człowieka, ale kiedy mamy go ponieść za Chrystusem, już nie jest tak zwyczajnie, po ludzku – prosto i łatwo. Bóg nas zna i wie, ze słabi jesteśmy, dlatego nigdy nie daje nam ciężaru, ponad nasze siły. W ogromie Swojego Miłosierdzia Bóg nie zostawił nas wtedy sierotami.
To były dla nas przykre i bolesne doświadczenia, ale przyjęliśmy je z pokorą, choć nie było łatwo. Na każdego członka mojej rodziny wywarły swój wpływ, wprowadziły huragan w nasze życie, zasiały strach, lęk, niepokój, a nawet zwątpienie, ale przede wszystkim dały umocnienie i wzrost wiary – wiary w Obecność, Moc i Miłość Boga, wiary w moc modlitwy, w sens cierpienia i wiary w ludzi. Pozwoliły rozeznać jak ogromną moc ma szczera modlitwa z Bogiem, ale przede wszystkim pozwoliły spotkać się nam z Bogiem Miłującym, Cudownym i Miłosiernym, który mimo naszych upadków i słabości, ciągle daje nam dowody swojej miłości i szansę do ciągłego podnoszenia się i kroczenia za Nim. Pokazały nam jakie cudowne owoce może przynieść Eucharystia, modlitwa osobista, ale też modlitwa wstawiennicza innych ludzi.
W tym trudnym dla nas czasie doświadczyliśmy tylu dowodów ludzkiej solidarności, troski, ludzkiego dobra i życzliwości, że tak naprawdę nigdy nie będziemy w stanie wszystkim tym ludziom wystarczająco podziękować. Dziękujemy Bogu, że postawił ich na naszej drodze, że zadziałał i zainterweniował w naszej sprawie przez takich właśnie ludzi.
To dzięki lekarzom – ich wiedzy, determinacji i walce udało się uratować życie Ani. To dzięki pełnego troski, ciepła i życzliwości personelowi medycznemu – lekarzom i pielęgniarkom pobyt w szpitalu i trudne chwile stawały się łatwiejsze do przetrwania, dawały poczucie bezpieczeństwa, siłę i nadzieję. Nigdy wcześniej nikt z naszej rodziny nie zetknął się nawet z tymi osobami – były dla nas obce – a jakże bliskie, pełne dobra i troski. Ania była cały czas pilnie monitorowana, a my otrzymywaliśmy niezbędne informacje o jej stanie zdrowia na bieżąco.
Z ust jednej z pielęgniarek Ania usłyszała że trzeba się dużo modlić i nie poddawać się, i mieć nadzieję, polecając jej skuteczną modlitwę do św. Jana Pawła II. Sama też zadeklarowała swoją modlitwę. Nawet obca dla nas pani szatniarka – pełna współczucia – obiecała, ze poprosi swoich znajomych o modlitwę i sama będzie się modlić. To było dla nas niesamowite. Szpital kojarzył się nam z miejscem, gdzie leczy się ludzi, gdzie personel medyczny, mając na głowie wielu chorych, po prostu robi swoje – zawodowo. My spotkaliśmy się nie tylko z profesjonalizmem tego personelu, ale jego wielką troską i niesamowitą empatią. Wierzymy, że Bóg w swojej dobroci odda im „po stokroć”. Prosimy o to Boga w modlitwie.
Tym świadectwem pragniemy również podziękować innym ludziom, których Bóg postawił na naszej drodze w trudnych dla nas chwilach, a którzy okazali się być dla nas ogromnym wsparciem – duchowym, ale co najważniejsze wsparciem modlitewnym. Nie byliśmy sami. Był z nami Bóg obecny w naszych modlitwach, ale też obecny w ludziach, którzy nam w naszych troskach towarzyszyli.
Ja osobiście cenię i szanuję wszystkich ludzi i dostrzegam w nich wiele dobra, ale dopiero w tych trudnych dla nas chwilach, tak naprawdę doświadczyliśmy ich prawdziwego ludzkiego oblicza, oddania, troski, współczucia i zrozumienia. To byli nasi najbliżsi, to byli kapłani, którzy ofiarowali swoją modlitwę, to były szkolne koleżanki i koledzy Ani, Adama, ich znajomi i przyjaciele, to byli nasi znajomi i ludzie nam nieznani – którzy ze szczerym sercem wspierali nas dobrym słowem i modlitwą. Wszystkich ich nie jesteśmy w stanie wymienić. Wszyscy pokazali swoją wiarę, dali nam nadzieję, i okazali braterską miłość.
Koleżanki z pierwszej Ani pracy w PUP w Katowicach nie tylko modliły się o jej zdrowie, ale nawet dyżurowały przy jej łóżku, kiedy była taka potrzeba. Koleżanki z MOPS z Jagiellońskiej, gdzie Ania obecnie pracuje, łącznie z Ani szefową z Działu i naczelną Panią Dyrektor okazały się tak pełne empatii, ciepła i życzliwości, że było to dla nas wprost niewiarygodne, ale jakże wzruszające – najbardziej dla Ani. Wśród nich też nie zabrakło modlitwy.
W tym ludzkim, modlitewnym łańcuszku, w tym modlitewnym trwaniu przy Ani nie dało się nie zauważyć splotu, czy zbiegu niesamowitych okoliczności, które jednoznacznie wskazywały na kolejne Boże działania.
Koleżanka Ani z Katolickiego Liceum, które razem kończyły, przez internetowy portal społecznościowy – grupa katolik.pl nagłośniła prośbę o modlitwę w intencji zdrowia Ani. Odzew był niesamowity. Nawet do głowy nam nie przyszło, że tylu dobrych ludzi odpowie natychmiast i ofiaruje swoja modlitwę. Kolega – kapłan, również absolwent tego liceum, kiedy dowiedział się o chorobie Ani, przebywając akurat wtedy na pielgrzymce w Ziemi Świętej, odprawił natychmiast w kościele pod Jerozolimą specjalną Eucharystię w jej intencji. Mama jednej z Ani koleżanek, przebywająca w tym czasie na pielgrzymce w Guadalupe, przysłała nam cudowną informację – pielgrzymi łączą się z nami w modlitwie – o zdrowie dla Ani.
W takich trudnych sytuacjach poznajemy prawdziwe oblicza ludzi i zaczynamy dostrzegać jaka to wartość obcować na co dzień z takimi osobami. Wszyscy szturmowaliśmy Niebo i jak się potem okazało bardzo skutecznie.
W Biblii Tysiąclecia czytamy: „Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego” (Jakub 5,16). Kiedy w naszym życiu dochodzi do beznadziejnych sytuacji, kiedy w bezsilności szamoczemy się w utrapieniu, ludzie wierzący mogą doświadczać Boga i Jego mocy płynącej z modlitwy. Dlatego módlmy się jedni za drugich, bo tak czyniąc, sprawiamy w życiu innych Boże działanie, a przy tym sami stajemy się ubogaceni.

Ciąg dalszy nastąpi.