Moje świadectwo cz. I.

Przyjdź Duchu Święty oświeć mój umysł i otwórz moje serce, abym to co pragnę tutaj opisać, dając świadectwo Bezgranicznej Miłości Boga do człowieka oraz mocy modlitwy i sensu cierpienia, uczyniła dla Chwały Bożej i dla zbudowania duchowego innych. Amen.

REFLEKSJE I PRZEMYŚLENIA:

W życiu każdego człowieka są sytuacje, wydarzenia i chwile, wobec których nie można przejść obojętnie, momenty wyjątkowe, skłaniające do przemyśleń i refleksji. Każdy człowiek przezywa takie chwile inaczej, jak to mówią – po swojemu – bo każdy z nas jest innym człowiekiem, inną indywidualnością. Niektórych z nas takie wydarzenia mocno dotykają, czegoś uczą, a przeżyte doświadczenia na pewno pozostawiają trwały ślad w pamięci – zwłaszcza wtedy, kiedy serce wobec bolesnych, trudnych doświadczeń przepełnione jest bezsilnością, niepokojem, strachem i lękiem o zdrowie, a często i życie najbliższej nam osoby. Inaczej na takie sytuacje reagują ludzie prawdziwie wierzący, ufający bezgranicznie Bogu, a inaczej ci, których wiara jest wciąż niedoskonała, którzy wciąż jej szukają, są niepewni i zagubieni, wciąż błądzą. Może wierzą w Boga, ale niekoniecznie Bogu. Jeszcze inaczej na sytuacje trudne reagują ludzie niewierzący.

Jeśli jesteśmy osobami prawdziwie wierzącymi i ufającymi Bogu jest nam lżej z Bogiem dźwigać życiowe ciężary. Wiemy, że krzyż jest wpisany w życie człowieka, ale wierzymy, że Bóg jest Wszechmocny i Miłosierny i kiedy mu zaufamy, On nas w trudnościach nie zostawi. Modlimy się do Niego, pełni ufności, że odmieni nasz los ale nie stawiamy Mu żadnych warunków, szanując Jego wolę – „Bądź wola Twoja” – wierząc i mając jednak nadzieję, że wysłucha naszych próśb, albo że zrobi dla nas to, co w danej sytuacji, czy chwili jest dla nas najlepsze.

To postawa godna pochwały, aczkolwiek wielu z nas wciąż nie potrafi jeszcze w zupełności zawierzyć Chrystusowi.  Rozumiemy to i niby przyjmujemy za prawdę, ale w życiu i w praktyce nie jest to dla wielu z nas takie oczywiste i jasne. Ta nasza ufność narażona jest na szereg niebezpieczeństw, bo, jak to mówią ludzie „diabeł nie śpi”. To szatan pokazuje nam Boga surowego, wymagającego, żądającego, mało lub wcale nieskutecznego, który nie tylko nie wysłuchuje naszych modlitw, ale sprowadza na nas dodatkowo ból i cierpienie.

Nie potrafimy lub boimy się Bogu zaufać i zawierzyć Mu całkowicie nasze życie. Targają nami wątpliwości, lęki, niepokoje, obawy, wciąż szukamy, rozmyślamy, chcemy wszystko zbadać, dotknąć, po ludzku ocenić, pokładając tym samym nadzieję nie w Bogu, ale w naszej mocy i ludzkiej interwencji.

Ta droga do niczego nie prowadzi, bo jak uczył nas św. Jan Paweł II, to tylko życie w jedności z Chrystusem ma sens, tylko w łączności z Nim, my ludzie, możemy w pełni się odnaleźć, zrozumieć siebie i świat i czuć się spełnionymi i szczęśliwymi. Bóg, żeby w nas działać, pragnie od nas jednej, jedynej rzeczy – naszego bezgranicznego zawierzenia i zaufania – zaufania dziecka. Pragnie od nas postawy serca, która oznacza zawierzenie Mu bezgraniczne. Ufać, to pozwalać Mu działać, w taki sposób, w jaki chce, i kiedy chce. Bóg chce być obecny w naszym życiu, chce nas prowadzić, ale musimy Mu na to pozwolić. Bóg pragnie to robić tylko za naszą zgodą i razem z nami. Bóg nas kocha i oddaje się nam cały i pragnie być z nami i zamieszkać w naszych sercach. Chce tylko naszego zaproszenia i zawierzenia.  Jeżeli wymaga i piętrzy trudności to dla naszego dobra i właśnie z miłości do nas.

Żeby Mu tak naprawdę zaufać potrzeba w nas pokory, czyli uznania, że to On wie wszystko najlepiej. Potrzeba naszej aprobaty i zgody na Jego prowadzenie po drogach życia, szczególnie ważne  dla nas wtedy, kiedy te drogi bywają kamieniste i pełne przeszkód.

  SENS CIERPIENIA:

Nasza wiara uczy, ze Bóg wyprowadza dobro z naszych codziennych trudów i cierpienia. Ludziom wierzącym zapewne łatwiej jest zrozumieć i znosić różne przeciwności losu i cierpienie, bowiem religia nadaje metafizyczny sens cierpieniu. Człowiek wierzący cierpiąc upodabnia się do swojego Zbawiciela-Chrystusa. Sam Chrystus mówi ” Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” ((Łk 9, 23)

To jednak nie zmienia faktu, że u wielu z nas, ludzi wierzących, między rozumieniem sensu cierpienia i pokornym jego przyjęciem, wciąż istnieje wielka przepaść. Wiemy, że pragnąc iść za Chrystusem musimy być przygotowani na krzyże w naszym życiu, ale akceptacja takiego scenariusza jest bardzo trudna do przyjęcia, zwłaszcza wtedy, gdy cierpienie dotyczy nas samych, naszych najbliższych albo osobistych doświadczeń innych ludzi, którzy w jakiś sposób są dla nas ważni. Wtedy, mimo woli, buntujemy się wobec poddawaniu nas, czy innych takim próbom i doświadczeniom.

Z ludzkiego punktu widzenia wszyscy pragniemy być zdrowi i szczęśliwi i mało kto z nas z własnej woli i z pełną aprobatą chce przyjąć krzyż, bo, zwyczajnie, po ludzku, nie chcemy i boimy się cierpieć. Kiedy wiedziemy w miarę poukładane, w naszej ocenie przykładne życie i dostrzegamy, że Dobry Bóg nam sprzyja, wtedy nasze życie jest szczęśliwe i w pełni je akceptujemy. Kiedy jednak na naszej drodze pojawiają się kłopoty i przychodzą cierpienia, to wali się nasz  świat i Bóg pierwszy przestaje być naszym przyjacielem. Wtedy to najczęściej Jego obwiniamy za całe zło, obrażamy się na Niego – bo niełaskawy, bo surowy, bo niesprawiedliwy, bo zbyt wymagający. Wtedy tez zadajemy Mu pytanie „Dlaczego ja?”, „Dlaczego mnie to spotyka?”, a zły los traktujemy jednoznacznie – Bóg o nas zapomniał, zdradził nas, opuścił i jeszcze zsyła na nas kary za jakieś nasze przewinienia. W takim rozumieniu, taki niewdzięczny, surowy, bezwzględny Bóg nigdy nie zostanie naszym przyjacielem.

W wywiadzie ks. prof. dr. hab. Józefa Makselona z Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie w nr. 11/2009 tygodnika Niedziela czytamy, że niestety, my ludzie, tak do końca nie rozumiemy sensu cierpienia.  Zamiast  obwiniania Boga, użalania się nad sobą i pytania Go „Dlaczego ja?”, ludzie powinni raczej zapytać „Dlaczego i po co zsyłasz Boże to cierpienie?”, „Komu ono ma służyć?”…  I taki jest sens ludzkiego cierpienia –  być gotowym za coś lub za kogoś ofiarować swoje cierpienie.  Tak jak Chrystus, który pierwszy za nas cierpiał, a nawet, z miłości do nas, oddał swoje życie.

Ks. profesor wskazuje też, że Bóg z cierpienia zawsze wyprowadza dobro, podając przykłady zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki czy umierania Jana Pawła II. Przykłady te pokazują w jaki sposób tortury bądź skrajna słabość fizyczna stały się niesamowitą mocą dla innych i posiewem dobra.

Cierpienie powinno wzmacniać naszą wiarę i zbliżać do Chrystusa, a nie oddalać nas od Niego. Bóg kocha nas bezwarunkowo, oddaje się nam cały, i chce dla nas jak najlepiej. Mimo naszych upadków i słabości pragnie cały czas nas obdarowywać dobrem i miłością, a jeżeli wymaga trudu, poświęceń, a nawet cierpienia, to robi to właśnie z miłości do nas i dla naszego dobra. Jeżeli nawet Bóg wystawia nas na różne próby, to po coś to czyni pragnąc nas uszlachetniać, ubogacać wewnętrznie – ćwiczyć nas w ufności, w pokorze, w czynieniu dobra, pobudzać do refleksji, przemyśleń na temat hierarchii wartości w życiu.

  Św. Jan Paweł II  w liście o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia „Salvifici doloris” pisał, że cierpienie ma pobudzać miłość, rodzić uczynki miłosierne wobec innych ludzi i budować cywilizację miłości. I tego, przez trudy naszego życia również pragnie uczyć nas Bóg. Jest z nami zawsze – w szczęściu i w cierpieniach, cały czas gotów na swoją Boską interwencję. Pragnie tylko naszego zaufania i naszej wiary w to, że to On wie najlepiej, co dla nas jest najlepsze.

Wielu ludzi zna zapewne taką piękną, wzmacniającą serce anegdotę, która właśnie w sytuacjach trudnych powinna być odgrzebywana z  pamięci, a która pokazuje, że Bóg nigdy nie zapomina o swoich dzieciach, że jest z nimi zawsze, i że nigdy ich nie opuszcza, zwłaszcza wtedy, kiedy jest im ciężko i źle, kiedy przytłaczają ich problemy i kłopoty.

Człowiek rozmawia z Jezusem i pyta Go. „Czyje to są ślady, tam na piasku, Panie?”

Jezus odpowiada: „To są ślady Twoje i Moje, bo ja nigdy od Ciebie nie odstępuję,  zawsze chodzę i jestem z Tobą”.

„Ale tam dalej widzę tylko pojedyncze ślady, Panie”. Czy Ty mnie wtedy jednak opuściłeś?”- pyta człowiek

„Nie” – odpowiada Jezus. „Ja Cię wtedy niosłem”

Czytając wypowiedzi różnych osób na temat sensu cierpienia, zapytanych o to na łamach pomorskiej gazety Naszemiasto.pl. z 2005r. zauważamy, że wszyscy oni wskazują na wartość, moc i dobro wynikające z trudnych doświadczeń i z cierpienia. Dowiadujemy się tam, że dzięki cierpieniu ludzie szlachetnieją, stają się bardziej życzliwi, bardziej wrażliwi na dobro i miłość. To wtedy otwierają się ludzkie serca na to, co jest niewidoczne dla oczu. Doświadczając i ćwicząc nas w trudnościach Bóg wie dokładnie, ile jesteśmy w stanie unieść i wytrzymać, ile mamy siły w noszeniu naszych ciężarów.

Jako przykład znajdziemy tam również historię Hioba, która podniesie nas na duchu. Hiob, który był prawym, dobrym człowiekiem również został  przez Boga wystawiony na ogromną próbę. Utracił wszystko co ważne w życiu człowieka. On jednak przyjął trudne doświadczenia i cierpienie z wielką pokorą, a Bóg docenił i wynagrodził jego postawę. Analizując tę historię dowiemy się i zrozumiemy, że nie jest sztuką bycie szczęśliwym i bogobojnym, kiedy los nam sprzyja, sztuką jest przyjąć z pokorą przeciwności losu. Wtedy dopiero, w takich doświadczeniach i okolicznościach tak naprawdę wychodzi cała prawda o wartości człowieka.

Cierpienie uwrażliwia ludzi na potrzeby innych. To często właśnie w trudnych momentach naszego życia poznajemy prawdziwe oblicza naszych bliskich i przyjaciół. To wtedy często dowiadujemy się kto jest naszym prawdziwym przyjacielem, a kto niekoniecznie – bo „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Często dopiero w ciężkich chwilach swojego życia, człowiek dostrzega osoby, dla których jest ważny i które go kochają. Tak więc często cierpienie jest czynnikiem weryfikującym uczucia innych wobec nas.  W chwilach trudnych człowiek potrafi docenić ofiarowane przez kogoś poświęcenie, życzliwość i chęć pomocy.

Cierpienie uczy czegoś tych, którzy cierpią, ich najbliższych i tych, którzy na cierpienie są wrażliwi. Trudności, które przeżywamy każą nam zastanowić się nad sobą, nad naszym postępowaniem, skłaniają do przemyśleń i refleksji, do zastanowienia nad tym, co zrobiliśmy lub robimy nie tak, co trzeba by zmienić i poprawić w naszym życiu. Często sprawiają, że zaczynamy w trudnościach bardziej doceniać małe rzeczy i cieszyć się z tego co mamy. Cierpienie uczy nas pokory i rozumienia, że życie, to nie „koncert życzeń” i nie niekończąca się sielanka, nie tylko radość i szczęście, ale też inne strony życia – smutek i ból. Cierpienie jest drogą do dobra i miłości, a prawdziwa, szczera miłość to taka, która być może przynosi utrapienie i ból, ale w rezultacie nas ubogaca.

Bóg nie zostawia nas nigdy opuszczonych i samych – zwłaszcza w bólu i cierpieniu. Bóg wie o nas wszystko, zna nasze siły, możliwości, nasze zdolności, poświęcenie, wie ile włożyliśmy starania i wysiłku, żeby coś poprawić, zmienić w naszym życiu, w naszym zachowaniu i w relacjach z ludźmi, z czego zrezygnowaliśmy, co umieliśmy poświęcić. Bóg potrafi to docenić, a nawet wynagrodzić.

MOC MODLITWY:

Na temat znaczenia, siły i mocy modlitwy w naszym życiu napisano i powiedziano już wiele. Każdy z nas ma zapewne na ten temat jakąś swoją wiedzę, swoje zdanie, swoje przemyślenia, refleksje i doświadczenia.

 „Modlić się znaczy dać trochę swojego czasu Chrystusowi, zawierzyć Mu, pozostawać w milczącym słuchaniu Jego Słowa, pozwalać Mu odbić się echem w sercu”. „Każde ludzkie zadanie, aby osiągnęło swój cel, musi znaleźć oparcie w modlitwie”. To zdania wypowiedziane w czasie wystąpień do wiernych przez naszego Papieża Rodaka – św. Jana Pawła II. To On całym swoim życiem pokazywał nam, jak wielką wartość miała dla niego modlitwa. To On starał się wskazywać nam na moc, siłę i znaczenie modlitwy w naszym życiu i uczył jak modlić się coraz lepiej.

Najpiękniejsza i mila Bogu jest zapewne każda modlitwa, którą podejmujemy, bo Bóg zawsze pragnie z nami rozmawiać, ale najmilsza jest Mu zapewne modlitwa – nie ta mechaniczna, polegająca na pamięciowym klepaniu pacierzy – bez naszego emocjonalnego zaangażowania, bez przemyśleń i refleksji – ale ta odmawiana sercem, która jest naszym wewnętrznym spotkaniem i dialogiem z Bogiem. W takiej modlitwie Bóg nie tylko słyszy to, co chcemy Mu powiedzieć, ale również my słyszymy Głos i Słowo Boga skierowane do nas. Dla człowieka prawdziwie wierzącego modlitwa to jak dostarczanie tlenu niezbędnego do funkcjonowania naszego życia duchowego. Szczególnie ważna i doceniana wtedy, kiedy przezywamy trudne i ciężkie chwile.

C.D.N