„Do tańca i do różańca”

Ten być może intrygujący tytuł, nawiązuje do wyjątkowych trzech dni minionego weekendu, a mianowicie 8, 9 i 10 września 2017 r., kiedy to pełni nadziei, wiary i wdzięczności, członkowie Wtorkowej Grupy Modlitewnej wyruszyli na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy.

Już na wstępie muszę zaznaczyć, że pomimo, iż jest naszą coroczną tradycją czerwcowe pielgrzymowanie do Czarnej Madonny, to tegoroczna, Jubileuszowa 20 już pielgrzymka, należała do jednej z bardziej wyjątkowych. Rozpoczęła się bowiem w uroczystym dniu urodzin Naszej Matki Bożej. Pomimo, iż kilka dni wcześniej przejmująca zimnem i deszczem aura nie zachęcała do wyjścia z domu, już 8 września pogodne, pełne słońca niebo zagrzewało nas do marszu i tak pozostało do końca.

Kolejną dawkę pozytywnych emocji, dostarczyli nam pielgrzymi przybywający z parafii Matki Bożęj Królowej Świata w Knurowie Szczygłowicach, na czele z księdzem Tomkiem Antczakiem, których przywitaliśmy na naszym placu kościelnym z obecnym wśród nas księdzem Proboszczem Józefem. Po wymianie imion, uścisków i spojrzeń, każdy z nas już wewnętrznie czuł, że czas pielgrzymowania będzie pełen miłych wrażeń, ciekawych przeżyć i nowych doświadczeń. Pierwsze koty za płoty i pora udać się w drogę. Jeszcze tylko wspólna modlitwa, pamiątkowe zdjęcie i wszyscy zajmujemy miejsca w autokarze. Wyruszamy.

Autokar dowozi nas do Żarek, skąd z podręcznym bagażem rozpoczynamy wędrówkę, zostawiając kierowcę i autobus. Teraz mamy do dyspozycji nogi, przecież naszym priorytetem jest dojście do Matki Bożej o własnych siłach, na co mamy trzy dni.
Idziemy polami, łąkami, lasami, niesiemy pełne nadziei i wiary serca. Niesiemy nasze intencje niektórzy prośby, inni dziękczynienia. Kroczą z nami nasi bliscy, osoby które powierzyły się naszej modlitwie, nasi księża i parafianie, znajomi, koledzy i koleżanki z pracy, osoby, które wyrządziły nam krzywdę, nasi zmarli… Wszystkich niesiemy duchowo do Matki Bożej, do tej która nieustannie wstawia się za nami u Swego Syna.

Droga jest bardzo różnorodna i urozmaicona, więc zmęczenia praktycznie nie czujemy. Śpiewamy, modlimy się, rozmawiamy, integrujemy wzajemnie, wymieniamy poglądy, doświadczenia. Pogłębiają się nasze relacje. Atmosfera staje coraz bardziej przyjazna, wręcz rodzinna. Różaniec, koronka, Litania Do MB oraz modlitwy serca towarzyszą nam nieustannie podczas drogi i przeplatają się z pieśniami, które rozbrzmiewają z pielgrzymkowego radia ks. Tomka. Wszystko to jeszcze bardziej nas do siebie zbliża i utwierdza w wierze. Nie zapominamy też o naszej osobistej relacji z Bogiem i każdego dnia, idąc w milczeniu przez 15 minut rozważamy otrzymane Słowo Boże, które dla każdego z osobna przygotowali pątnicy ze Szczygłowic. Bardzo im dziękujemy za to.

W pierwszym dniu pielgrzymowania docieramy do Sanktuarium M.B. Leśniowskiej w Leśniowie. Tutaj przeżywamy Eucharystię, po której zakończeniu odmawiamy wspólnie z kapłanem Akt Zawierzenia Matce Bożej – Patronce Rodzin. Jednocześnie odpoczywamy, regenerujemy siły i posilamy się. Jeszcze pamiątkowe zdjęcie w pięknym Leśniowskim ogrodzie i ruszamy. Idziemy…po kilku godzinach wędrówki jesteśmy na miejscu w Siedlcu. Nikt nie narzeka, nie skarży się, co więcej twarze roześmiane, czekamy na bagaże, po czym sprawnie lokujemy się w pokojach. I to jest ten moment, kiedy prawie wszyscy odczuwamy coraz większy głód i apetyt, na zapowiadany przez ks. Tomka makaron z sosem pomidorowym.

Dzięki operatywności naszej Pani Eli, która nieustannie nam asystuje i podwozi samochodem bardziej utrudzonych pielgrzymów, posiłek jest podgrzany i po chwili znika z talerzy. Teraz jest czas na relaks. Siadamy w kręgu wszyscy jak jeden mąż i oddajemy się całkowicie rozrywce. Pełen temperamentu i fantastycznych pomysłów ks. Tomek, wyzwala w nas dziecięcy entuzjazm i radość, a śmiechu jest po pachy. Upojeni zabawą w końcu udajemy się na spoczynek. Ranek tuż, tuż, a przed nami długi dzień marszu.
Rano zaskakujemy samych siebie i ku zdziwieniu naszego księdza jesteśmy gotowi do wyjścia przed ustalonym czasem. Po krótkiej modlitwie wychodzimy ze śpiewem na ustach, aby powitać okolicznych gospodarzy, poczuć pachnące igliwiem i grzybami lasy, usłyszeć śpiewające ptaki i rozgrzewać się promieniami gorącego słońca. Tak – brzmi to trochę prozaicznie, trochę bajkowo ale na pewno szczerze.

Zmierzamy w kierunku Zrębic zataczając koło po Jurze, a drogę naszą wypełniają opisane wcześniej przeżycia modlitewne. W drodze dzielnie towarzyszy nam najmłodsza pątniczka cztero miesięczna Łucja, która wspierana miłością swoich rodziców i ukochanej babci Ani może wpisać w swój życiorys to wyjątkowe zdarzenie. Kroczą z nami także nasi 80-cio letni nestorzy pani Bronia i pan Zdzisiu, od lat niezawodni pątnicy. Zbliżając się do Folwarku w Zrębicach z daleka dostrzegamy przybyłych do nas gości – ks. Proboszcza Stanisława oraz Asię, którzy wraz z gospodarzem Folwarku ubranym w tradycyjny strój szlachcica witają naszą grupę.

Starym zwyczajem ks. Stanisław oprócz dobrego humoru i słowa, przywozi słodkości, a na stołach czeka już dymiący pyszny bigos „Mateczki”. Wszystko odbywa się teraz bardzo sprawnie: konsumpcja, rozlokowanie w pokojach i punkt kulminacyjny dnia – Eucharystia. Przeżywamy ją wszyscy wspólnie w skupieniu i wyjątkowych okolicznościach, w zadaszonej drewnianej wiacie, która po spożyciu posiłku sprawnie przeistacza się w miejsce Celebracji Mszy Świętej. Jest pięknie i wzniośle, jak to w czasie spotkania z Niepojętą Miłością – Panem Jezusem.

Po Mszy Św. zmienia się nieco charakter naszego pielgrzymowania i sobotni wieczór upływa nam w bardzo radosnej atmosferze. Rozpalamy ognisko, pogoda jest niezawodna i dzieje się tam bardzo, bardzo wiele… pieczemy kiełbaski, przy akompaniamencie gitary śpiewamy, jesteśmy głośni, radośni, pełni dobrej energii. Tu i uwdzie słychać wybuchy śmiechu, jesteśmy wyluzowani i bardzo szczęśliwi. To prawie tak jak w niebie. Aż tu nagle niespodzianka, przybywają do nas goście ze Szczygłowic z księdzem proboszczem Grzegorzem Kusze , a wraz z nimi kolejna dawka sporych kalorii – pyszne domowe wypieki, które w mgnieniu oka znikają i lądują w naszych już pełnych żołądkach. Dobra atmosfera udziela się przybyszom, od razu wpasowują się w sprzyjającą atmosferę i bawią się razem z nami. Po niedługim czasie dołączają do nas kolejni goście : oczekiwany przez nas ksiądz Proboszcz Józef w towarzystwie Pani Mirki i pysznych domowych drożdżówek. Wszyscy spędzamy wspólnie bardzo pogodny i radosny wieczór przy ognisku, po pewnym czasie goście niestety nas opuszczają i wracają do domu. My jednak trwamy dalej. Ognisko płonie i przyjemnie podgrzewa już i tak gorącą atmosferę. Tuż obok, w znajdującej się na terenie Folwarku gospodzie, pewna Pani wraz z rodziną świętuje swoje 70 urodziny, zabawa jest huczna, dochodzą do nas odgłosy muzyki i śpiewy rozbawionych gości. Nie zastanawiamy się długo, tworzymy bardzo długi pociąg i w takt słyszanej muzyki „wjeżdżamy” na salę. Rozbudzamy tak ogromną radość bawiących się osób, że jest nam bardzo trudno stamtąd „wyjechać”. Tworzymy wspólnie wielkie koło i śpiewamy tradycyjne „Sto lat”, czujemy się tak jak byśmy znali się od dawna.

W końcu udaje nam się opuścić biesiadników i wracamy na ognisko. Teraz jest moment wyciszenia i oddajemy się modlitwie do Ducha Świętego, w której uczestniczy także Jubilatka. „Przyjechała” naszym pociągiem. Pewnie nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Nie przypuszczała, że ten ważny dla niej dzień, zostanie wzbogacony wspólnotową modlitwą i Bożym Błogosławieństwem, którego na zakończenie udzielił nam ks. Tomek. Dla większości, to już koniec ogniskowego czuwania. Udajemy się na nocny spoczynek.

Trzeciego dnia, budzi nas piękne słońce. To dodaje nam energii i sprawnie odbywamy poranne rytuały. Około godziny 8.15 ze śpiewem na ustach wyruszamy. Naszym celem jest Częstochowa i czekająca na nas ukochana Matka Boska Częstochowska. To nas uskrzydla i rytmicznym tempem pokonujemy wyznaczone szlaki. Idziemy, śpiewamy, modlimy się, a w sercach rodzi się coraz większa potrzeba spotkania z Maryją. Wierzymy głęboko, że przyjmie nas z radością, przytuli jak kochająca Matka i wysłucha wołania naszych serc. Pierwszy etap naszej drogi, przysparza wiele miłych wrażeń dla oczu i ducha, Droga prowadzi przez pola, łąki i lasy. Po kilku godzinach dochodzimy do miejsca, w którym uderza nas spowszedniały, monotonny krajobraz ulic, kominów, zabudowań i twardego asfaltu. Nie poddajemy się, musimy osiągnąć cel, który jest już na wyciągnięcie ręki. Jesteśmy na Alejach, to ostatnia prosta. Widzimy już wzniesiony wysoko wizerunek Czarnej Madonny. Godzina 15.00 : odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia, a nasze oczy coraz wyraźniej dostrzegają Częstochowskie wzgórze. Na czele pani Bronia i pan Zdzisiu trzymający wspólnie krzyż, pomimo wielkiego wyczerpania dotrzymują nam kroku, a z ich twarzy bije wielka radość i wdzięczność. Dziękujemy im za ich świadectwo życia w miłości i świętości.

Oto jesteśmy na wzgórzu, udało się przybyć na czas. Kłaniamy się szybciutko Matce Bożej i prawie biegiem udajemy się do Kościoła przed jej Święty wizerunek. O godz. 15.30 rozpoczyna się Eucharystia, która jest uwieńczeniem naszego trzydniowego pielgrzymowania.

Zmęczeni, ledwie trzymamy się na nogach. Ksiądz Tomek odczytuje Ewangelię, a wszystkich nas podtrzymuje Maryja. Na uwagę zasługuje jeszcze jeden fakt, który wzrusza nas do łez.

Po wejściu do Kościoła mąż Danusi, naszej niestrudzonej od 20 lat pątniczki, wręcza jej przed obliczem Matki Bożej pierścionek z okazji kolejnej rocznicy ślubu, która przypada dokładnie na dzień 10 września. Nic dodać, nic ująć, niby wszystko normalne, ale jakże wyjątkowe, jak cała ta pielgrzymka.

Najtrudniejszy okazuje się koniec, moment rozstania i pożegnania, od którego dzieli nas jeszcze tylko czas spędzony w autokarze w drodze powrotnej na Tysiąclecie.

Nasi Szczygłowiccy przyjaciele, okazali się równie wyjątkowi i poruszyli do głębi nasze serca. Dziękujemy im bardzo za wszystko czego doświadczyliśmy dzięki ich dobroci i życzliwości. Wierzymy, że to nie koniec. Wymieniliśmy telefony, adresy mailowe i mamy nadzieję, że znajomości zawiązane na tak dobrych fundamentach zaowocują w przyszłości.

Dziękujemy księdzu Tomkowi za trud włożony w organizację pielgrzymki. Księże Tomku, na pewno było warto! Niech ksiądz nie ustaje i kontynuuje to wielkie dzieło jednoczenia ludzkich serc na drodze do Zbawienia.

Dziękujemy Panu Bogu, że w swej niezmierzonej miłości, pozwala nam przeżywać tak wzniosłe chwile, dla których warto żyć. Chwała Panu !

Danuta Cichy.