Anioły w moim życiu – część VIII

Wrzesień 2016 roku – Ojciec Pio i Anioł Stróż w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka

Trzymając w ręku skierowanie na oddział chirurgii w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach woleliśmy nie myśleć o tym, co miało nastąpić. Nie baliśmy się narkozy i samego zabiegu, ale cierpienia jakie czekało nasze dziecko w kolejnych dniach. Z relacji rodziców, które przeczytaliśmy w Internecie wynikało, że ból towarzyszył dzieciom od trzech do pięciu dni po zabiegu. Liczyliśmy się z tym. Wiedzieliśmy, że jest to normalne i tak po prostu musi być. Po tygodniu miało być coraz lepiej.

Przyjęcie dziecka na oddział było zaplanowane w niedzielę. Po Mszy Świętej o godzinie 10:30 pojechaliśmy na izbę przyjęć. Około godziny 13:00 byliśmy już na sali. Ze względu na zaplanowany w poniedziałek zabieg, syn od godziny 16:00 nie mógł jeść, a następnego dnia nawet pić. Liczyłam na to, że będzie operowany wcześniej, gdyż jego brzuszek nie lubi „być pusty” 🙂

W niedzielne popołudnie pięknie świeciło słońce. Z wenflonem w rączce poszliśmy na spacer. Wracając na oddział z placu zabaw poszliśmy do dobrze znanej nam Kaplicy Aniołów Stróżów. Ze względu na konieczność stosowania diety bezglutenowej i bezmlecznej nasze dzieci częściej niż ich rówieśnicy bywają na oddziale gastroenterologii. Nieraz mieliśmy okazję uczestniczyć w odprawianej w kaplicy Mszy Świętej i modlić się przed pięknym obrazem Jezusa Miłosiernego (z napisem Jezu ufam Tobie). Razem z innymi prosiliśmy o łaskę zdrowia dla naszych dzieci. W tym miejscu rodzice i dzieci czują się bezpiecznie, a modlitwy zostają szczególnie wysłuchane. Pewnie dlatego w Kaplicy Aniołów Stróżów półki na ścianach uginają się od ofiarowanych przez rodziców aniołków. Każdy ma swoją historię. Setki aniołków wykonanych z różnych materiałów i o różnej wielkości są dowodem ogromnej miłości Boga do człowieka. Większość ofiarowanych aniołków ma swoje imię i datę. Gablota z aniołkami znajduje się także na korytarzu przed kaplicą.

Po modlitwie w kaplicy wróciliśmy na oddział. Syn szybko znalazł towarzystwo. Bawił się z dziećmi i oglądał bajki na telewizorze, który znajdował się na sąsiednim korytarzu. Dzieci przemieszczały się po salach nie myśląc o tym, co czeka je następnego dnia. Zmartwieni rodzice wymieniali informacje na temat problemów zdrowotnych dzieci. Czas dłużył się niemiłosiernie. W pewnym momencie dostrzegłam w torbie książkę, którą pożyczyłam od najstarszej córki. Była to biografia Ojca Pio, którą dostała w prezencie. Jako, że cisza i spokój sprzyjały czytaniu w niedzielę przeczytałam połowę książki.

W poniedziałek wczesnym rankiem pielęgniarki zaczęły przygotowywać dzieci do wizyty lekarskiej i zabiegów. Dzieci nie mogły ani jeść, ani pić. Zniecierpliwieni rodzice czekali na informację, że kolej na ich dziecko. Później w napięciu oczekiwali powrotu dziecka z sali operacyjnej.

– Kiedy będę mógł jeść? – pytał co chwilę syn.
– Dopiero po zabiegu – odpowiadałam.
– A kiedy to będzie?
– Nie wiem. Musimy cierpliwie czekać…

Do godziny 12:00 czas minął szybko. Później odliczaliśmy każdą godzinę. Trzynasta…, czternasta…, piętnasta…, piętnasta dwadzieścia…

– Doczekałeś się kolego – powiedziała po wejściu do sali pielęgniarka – Kolej na Ciebie – byłeś bardzo dzielny mimo tego, że jesteś ostatni…
– Jestem głodny – powiedział syn.
– Wiem, że jesteś głodny. Wytrzymaj jeszcze troszeczkę!

Razem z pielęgniarką pojechaliśmy na blok operacyjny. Mogłam wejść tylko do wyznaczonego miejsca. Po podpisaniu zgody na zabieg dałam całusa i zrobiłam krzyżyk na czole. Niech Cię Pan Bóg ma w swojej opiece!

Po zabraniu syna na blok operacyjny zabrałam książkę o Ojcu Pio i poszłam do kaplicy Aniołów Stróżów. Po przeczytaniu wszystkich rozdziałów odmówiłam modlitwy, które były zamieszczone na końcu książki. Za wstawiennictwem Ojca Pio prosiłam o szczęśliwy przebieg operacji i ulgę w cierpieniu. W kaplicy spędziłam ponad godzinę. Nie czułam niepokoju, bo nie byłam tam sama… Po odmówieniu modlitw wróciłam na salę. Czekałam na informację, że mogę pójść z pielęgniarką odebrać dziecko.

Kiedy zeszłam na dół na oddziale operacyjnym panował spokój. Został do odebrania tylko mój syn. Zbliżała się godzina 17:00.

– Jak się czujesz? – zapytałam – Wszystko ok?
– Tak, ok – uśmiechnął się – Chce mi się pić…

Po powrocie na salę pozwoliłam synowi wypić kilka łyżeczek wody. Lekarz zabronił pić i jeść przez dwie godziny. Bał się reakcji organizmu na narkozę i możliwość wystąpienia wymiotów.

– Proszę bacznie obserwować dziecko i zgłaszać wszelkie problemy w dyżurce – powiedział – W przypadku silnego bólu dziecko dostanie środki przeciwbólowe – uśmiechnął się.

Po godzinie od zabiegu syn siedział na łóżku i jadł kanapkę.

– Jak się czujesz? – pytałam – Czy nie jest Ci niedobrze?
– Dobrze się czuję. Nie, nie jest mi niedobrze.

Z pewnym niepokojem przyglądałam się jak z apetytem zjada ulubiony chlebek bezglutenowy z szynką.

– Mam nadzieję, że nic Ci nie będzie! Nie powinieneś jeszcze jeść.
– Ale czuję się dobrze!
– Mamo, czy mogę iść oglądać bajkę?
– Bajkę? Godzinę temu miałeś zabieg… Dopiero co wróciłeś z sali pooperacyjnej. Masz założonych 10 szwów. Nie powinieneś wychodzić z łóżka.
– Ale mnie nic nie boli! Mogę iść? Proszę…
– No, nie wiem… Dobrze, ale pójdziemy razem. Gdy poczujesz się gorzej wrócimy do łóżka.

Około godziny 19:00 syn bawił się z dziećmi na korytarzu jakby nigdy nic. Podczas wizyty wieczornej nie było go na sali. Wbiegł na salę i wskoczył na łóżko po wejściu lekarza i pielęgniarki. Zdezorientowana pani doktor rozejrzała się po pokoju szukając dziecka operowanego po południu.

– To ten chłopiec – powiedziała pielęgniarka.
– Ten? – wskazała palcem niedowierzając pani doktor.
– Tak.
– A czy on w ogóle był operowany? – zapytała zerkając do karty.
– Tak.
– O której godzinie?
– O 15:20 został zabrany.
– Wygląda tak, jakby mu nic nie robiono! – powiedziała i w skupieniu czytała informacje napisane w karcie – Czy coś Cię boli? – zapytała.
– Nie!
– A jak się czujesz?
– Dobrze – odpowiedział syn z uśmiechem.
– Widzę, że masz dobry humor 🙂 W razie czego proszę poprosić o środki przeciwbólowe. Być może nadal działa znieczulenie…
– Tak, oczywiście – odpowiedziałam.

Około godziny 22:00 poprosiłam pielęgniarkę doglądającą dzieci „profilaktycznie” o kroplówkę. Przed nami długa noc. Nie wiadomo jak zareaguje – myślałam. Może zacznie odczuwać ból… Zmęczeni ciężkim dniem położyliśmy się spać. Wczesnym rankiem obudziła nas pielęgniarka mierząca temperaturę. Podczas wizyty porannej lekarz nie wierzył, że dziecko jest w takim dobrym stanie.

– Wygląda na to, że jutro zostaniesz wypisany do domu – powiedział – Jesteś bardzo dzielny…
– Czy mogę iść się bawić z kolegami?
– Możesz – odpowiedział lekarz – Tylko uważaj na szwy…

Następnego dnia zgodnie z obietnicą wróciliśmy do domu. Środki przeciwbólowe, które kupiliśmy w aptece nie były potrzebne. Ojciec Pio zadbał o wszystko. Zaoszczędził synowi cierpienia. Wszystko skończyło się dobrze. Dziękowałam Bogu za łaskę zdrowia. Przeczytaną książkę ofiarowałam matce, która bardzo martwiła się o swojego sześcioletniego syna. U dziecka wykryto dużego guza. Chłopca czekało wiele badań.

– Proszę przeczytać tę książkę i przekazać ją dalej. Ojciec Pio naprawdę pomoże! Trzeba tylko w to wierzyć!

– Dałaś nieznajomej osobie moją książkę? – zapytała córka.
– Tak – bo to dziecko i jego mama potrzebują jej bardziej niż Ty – odpowiedziałam – Kupisz sobie nową.
– Masz rację – odpowiedziała – Niech Ojciec Pio działa i pomaga tym, którzy jego pomocy potrzebują!


MODLITWA O WSTAWIENNICTWO OJCA PIO

Święty Ojcze Pio,
 naznaczony świętymi znakami męki naszego Zbawiciela,
Ciebie wybrał Bóg,
 abyś w naszych czasach na nowo
ukazał potęgę 
i cuda Bożej miłości.
Bądź w niebie naszym patronem,
a gdy wzywamy Twojego potężnego 
wstawiennictwa
u tronu Bożego Miłosierdzia,
uproś nam przebaczenie grzechów,
łaskę zjednoczenia z Jezusem Chrystusem w Eucharystii
i,
radość trwania w Kościele świętym.
Broń nas przed złym duchem,
kieruj nasze kroki na drogę pokoju
i naucz nas żyć w prawdzie i wolności dzieci Bożych.
Amen


c.d.n.


Beata Matusek