Anioły w moim życiu – część IV

Maj 2008 roku – Aniołek przepowiadający przyszłość w Sanktuarium Maryjnym

Dzień 7 maja 2008 roku na zawsze pozostanie w mojej pamięci. W tym dniu podczas wizyty u gastrologa pierwszy raz usłyszałam słowo gluten i celiakia. W gabinecie, trzymając wynik gastroskopii stwierdzający celiakię 1 typu według Marsha zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Pani doktor wspomniała coś o zakazie spożywania produktów zbożowych. Dowiedziałam się, że mając celiakię trudno zajść w ciążę i utrzymać ją.

Nareszcie – po 7 latach szukania przyczyn problemów poznaliśmy prawdę. Po powrocie do domu zasiadłam przed monitorem komputera i zaczęłam poszukiwać informacji w Internecie. Po przejrzeniu kilku stron dowiedziałam się, że gluten to białko zbóż. Spożywanie przez osoby nietolerujące glutenu produktów mącznych powoduje zanik kosmków jelitowych i stan zapalny układu pokarmowego. Dodatkowo gluten negatywnie wpływa na stan skóry i osłabia działanie wielu narządów.

Wiedziałam, że problem jest poważny i nie wolno go bagatelizować. Zastosowanie diety było konieczne. Gorzej było z realizacją. Każdego ranka w większości domów przygotowuje się kanapki. Chleb, który zakupiłam w sklepie ze zdrową żywnością w dotyku przypominał dwutygodniowy chleb tostowy. 8 kromek wystarczało na 3 dni.

– To nie jest zjadliwe – mówiłam do siebie – Kruszy się, łamie i smakuje jak piasek. Jakie to niedobre! Co ja mam jeść na śniadanie?
– Może lepiej upiec własny chleb – radzili znajomi.
– Nie mam dużo czasu – za kilka dni wyjeżdżam na zieloną szkołę! Muszę kupić zapas chleba bezglutenowego i zabrać go ze sobą. Trudno! Jakoś przeżyję.

Pomimo życzliwego podejścia pracowników kuchni często okazywało się, że serwowane obiady i ciepłe kolacje są pyszne – ale z glutenem. Pachnące pieczywo, płatki, wędliny nie były dla mnie. Zupy, panierowane mięsa i sosy wyglądały smakowicie, ale zawierały mąkę. Kasza jęczmienna, kasza manna, żurek to produkty zbożowe. Wiele dań zagęszczano mąką. Naleśniki, spaghetti, pizza i pierogi serwowane na kolację też zakazane. Cóż było robić? Trzeba było polubić suchy, kruszący się chlebek z dżemem, miodem, jajkiem, pomidorem i ogórkiem.

Pewnego pięknego, słonecznego dnia pojechaliśmy na wycieczkę do Sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej na Górze Chełmskiej koło Koszalina. Nigdy nie słyszałam o tym miejscu. Po wysłuchaniu historii Sanktuarium nasza sześcioletnia córka bawiła się z dziećmi.

– Czy mogę iść do sklepiku pooglądać aniołki? – zapytała – Czy mogę kupić jednego do mojej kolekcji na pamiątkę? Proszę!
– Możesz. Idź i wybierz jednego. Zaraz do Ciebie przyjdę – odpowiedziałam.

Kiosk z pamiątkami, który był tuż obok cieszył się dużym zainteresowaniem wszystkich dzieci.

– Którego chcesz aniołka? – zapytałam podnosząc córkę do góry, aby przyjrzała się im bliżej.
– Chcę…, chcę… – wodziła niezdecydowanie palcem oglądając każdego aniołka bardzo uważnie – Chcę…, tego! – wskazała palcem.
– Którego? Tego ze skrzypcami?
– Nie, tego z tyłu – pokazała – Tego w rogu, tam – na końcu.

Przyglądając się uważnie dostrzegłam małego aniołka trzymającego coś w rękach.

– Chcesz tego malutkiego? – zapytałam.
– Tak. – odpowiedziała.

Po wskazaniu aniołka sprzedawczyni, aniołek był nasz. Ku mojemu zdziwieniu był on inny od aniołków stojących na półce. Był bardzo oryginalny. Pomimo bogatej kolekcji aniołków posiadanej w domu i oglądania ich w wielu sklepikach nigdy wcześniej takiego nie widziałam. Aniołek wybrany przez córkę trzymał na rękach owinięte w pieluszkę dziecko.

– Jaki słodki dzidziuś! – uśmiechnęła się.
– Śliczny – odpowiedziałam.
– Wróci z nami do domu!
– Oczywiście – wypowiadając te słowa nie wiedziałam, że zakupiony właśnie aniołek przepowiadał to, co miało stać się niebawem.

Matka Boża Trzykroć Przedziwna wiedziała doskonale, co się wydarzy i poinformowała nas o tym. Zaraz po powrocie zaszłam w ciążę po raz piąty. Pojawiła się kolejna szansa i ciężka próba. Czy tym razem się uda? – myślałam. Czy miesiąc diety bezglutenowej wystarczy, aby utrzymać ciążę? Czy to nie za krótko? Będąc na diecie zaopatrywałam się w produkty w sklepach ze zdrową żywnością. Studiowałam każdy skład produktów. Nie jadłam niczego, co mogło zaszkodzić mnie i dziecku. Robiąc zakupy poznałam inne osoby na diecie. Wiedza na temat glutenu była coraz większa i pełniejsza. Czułam się dobrze! Czułam, że idę we właściwym kierunku. Ksiądz proboszcz dowiedziawszy się o diagnozie zamówił dla mnie komunię bezglutenową. Osobiście pilnował tego, abym mogła przyjąć Pana Jezusa. Modlił się o szczęśliwe rozwiązanie…

– Dzień dobry – powiedziała z uśmiechem pani doktor w poradni genetycznej – Co Państwa do mnie sprowadza? Czy jest pani w ciąży?
– Tak, jestem.
– Która to ciąża?
– Piąta!
– Co wiemy? – ciągnęła dalej…

Po przedstawieniu wyników badań zgromadzonych w ciągu 7 lat i wyników badań wykonanych w Krakowie, pani doktor stwierdziła, że jesteśmy drugą parą mającą problem z utrzymaniem ciąży z powodu glutenu. Ze względu na małą wiedzę na ten temat obiecała, że przeprowadzi rozmowę z lekarzem praktykującym w Stanach Zjednoczonych i zleciła odpowiednie badania.

– Musimy sprawdzić, czy dziecko jest zdrowe – powiedziała – Dodatkowo proszę zapisać się na badanie ultrasonograficzne, które wykonujemy w 12 tygodniu – powiedziała.

Oczekując wezwania na badanie usg trudno było opanować strach. Nadeszła chwila prawdy. Co powie lekarz? Czy znowu zapanuje niezręczna cisza? Czy serduszko będzie biło?

Po wejściu do gabinetu (razem z mężem) przekazaliśmy lekarzowi kilka informacji.

– Piąta ciąża? – zapytał otwierając szeroko oczy – Poważnie? Dlaczego?

W kilku zdaniach opowiedzieliśmy całą historię.

– Gdy pani słucham jestem głodny – zażartował – Co pani je? Trudno sobie wyobrazić życie bez pieczywa! No nic, zaraz zobaczymy dzidziusia. Niech się pani tak nie denerwuje! – uśmiechnął się życzliwie.

Ze względu na wieczorną porę w gabinecie panował półmrok. Mocne światło padało tylko z ekranu monitora. Po kilku sekundach lekarz uśmiechnął się do siebie i powiedział:

– Proszę zobaczyć jak PIĘKNIE BIJE SERDUSZKO! O tutaj! – wskazał migocący punkt – Dziecko jest zdrowe, silne i nawet o 5 dni większe niż wskazuje termin porodu. Swoją drogą to dowodzi, że dziecko do prawidłowego rozwoju wcale nie potrzebuje pieczywa. Czy chcecie państwo posłuchać bicia serca? – zapytał.
– Oczywiście, że chcemy! Moglibyśmy go słuchać bez końca! Czekaliśmy na ten moment 7 lat.

Szczęście jakie poczuliśmy trudno opisać. Wszystko będzie dobrze! Dziecko jest zdrowe! Bicie serca brzmiało jak najpiękniejsza melodia. Po powrocie do domu nikt się nie smucił. Mieliśmy odwagę poruszyć temat imienia. Wszyscy cieszyli się razem z nami. Kolejne badania potwierdzały prawidłowy rozwój dziecka. Wiedziałam, że niebezpieczeństwo minęło i że tym razem będzie dobrze. Wiedziałam, że zakupiony w Sanktuarium ANIOŁEK nie był tylko pamiątką. Wiedziałam, że czuwa nad nami Matka Boża Piekarska i Matka Boża Trzykroć Przedziwna.

W lutym 2009 roku urodził się nasz syn! Zdrowy chłopiec z masą 3690 dag. Piękne, zdrowe dziecko – kiwali głową lekarze. To niesamowite, że się pani udało! Ależ pani jest uparta! GRATULUJEMY!!!
Z Panem Bogiem łatwo jest być upartym myślałam. On wszystko wie! On daje nadzieję! Z nim wszystko jest możliwe! Chwała mu za to!

c.d.n.


Beata Matusek