Anioły w moim życiu – część III

Kwiecień 2006 roku – Anioł w Krakowie

Trzy obumarłe ciąże nie rokowały dobrze na przyszłość. Co dalej? – zastanawialiśmy się. Lekarze nie wiedzieli dlaczego tak się dzieje i jak temu zapobiec. Czy donoszę ciążę? Pytałam. A jeżeli nawet donoszę ciążę, czy dziecko będzie zdrowe? Lekarze niestety nie znali odpowiedzi na te pytania. Wyniki badań histopatologicznych wykonywanych po każdym zabiegu wskazywały na przewlekły stan zapalny w organiźmie. Badanie płodu wykazało poważną wadę genetyczną czwartego dziecka. Było spore ryzyko urodzenia dziecka chorego. Pomimo wielu badań żaden lekarz nie wiedział skąd się ów stan zapalny w organizmie bierze. Wizyty u stomatologa, laryngologa, alergologa, hematologa nie wykazały większych problemów ze zdrowiem. Pierwsze złe wyniki pojawiły się w badaniach zleconych przez reumatologa. Nieprawidłowy, dodatni wynik czynnika reumatoidalnego RF (przeciwciała skierowanego przeciwko własnym tkankom organizmu) i przeciwciał przeciwjądrowych ANA (przeciwciała skierowanego przeciwko składnikom jądra komórkowego) zwrócił uwagę lekarza reumatologa na toczeń rumieniowaty układowy (SLE) lub RZS (reumatoidalne zapalenie stawów). Po stwierdzeniu przeciwciał ANA zaczęłam dożo czytać o chorobach autoimmunologicznych. Toczeń rumieniowaty to groźna choroba mającą wiele powikłań. Czytając dużo na jej temat dowiedziałam się, że nie wszyscy ludzie mający dodatnie miano przeciwciał ANA chorują na toczeń. Czułam, że należę właśnie do tej grupy. Nie wiedziałam dlaczego wyniki wychodzą źle, ale czułam że w moim przypadku diagnoza nie jest trafna. To nie toczeń! – podpowiadał mi Duch Święty. Szukaj dalej – mówił.

– Powinna pani przestać myśleć o ciąży, bo wyląduje pani na wózku inwalidzkim! – powiedziała podczas jednej z wizyt zdenerwowanym głosem pani doktor reumatolog. Mało pani? Trzy martwe ciąże jeszcze pani nie przekonały? Ma pani autoagresję. Wygląda na to, że organizm produkuje przeciwciała zwalczające ciążę – organizm nie chce tej ciąży i ją usuwa! To będzie się powtarzało za każdym razem! – mówiła dalej. Czy badała pani przeciwciała powodujące poronienia? Niech pani już odpuści! Organizm jest osłabiony i każda ciąża to duże ryzyko. Zabiegi w znieczuleniu ogólnym negatywnie wpływają na pracę serca. Powinna pani już zakończyć ten temat. Przecież ma pani jedno dziecko!
– Badałam przeciwciała antykardiolipinowe pani doktor. Były ujemne – odpowiedziałam. Badałam je już trzy razy.
– Przeciwciała antykardiolipinowe najlepiej zbadać w Krakowie – odpowiedziała pani doktor. Ale to tak na marginesie, bo w pani przypadku mamy inny problem. Nie powinna pani już ryzykować.

Stanowcze słowa pani doktor długo nie dawały mi spokoju. Czy to możliwe, że zachoruję na toczeń i resztę życia spędzę na wózku inwalidzkim? Przecież już tyle przeszłam… może jeszcze tylko ten jeden raz! Panie Boże, czy naprawdę coś mi grozi? Czy powinnam posłuchać i odpuścić? A co jeśli dziecko będzie chore? Co robić Matko Boża? Gdy patrzyłam na obraz Matki Boskiej Piekarskiej wszystko stawało się proste. Nic Ci nie grozi – mówiła. Szukaj dalej i próbuj! Wszystko będzie dobrze☺ Jestem z Wami.

– Jedziemy do Krakowa!!! – oznajmiłam pewnego dnia.
– Gdzie? – zapytał mąż.
– Do Krakowa.
– A po co do Krakowa?
– Na badania. Trzeba zbadać przeciwciała antykardiolipinowe.
– Przecież już je badałaś!
– Tak, ale musimy pojechać i zbadać je jeszcze raz.
– Nie ma problemu! – odpowiedział – Kiedy chcesz jechać?
– Jak najszybciej!

Wcześnie rano wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy w drogę. Jak na złość droga była nieprzejezdna z powodu robót drogowych. Utknęliśmy w korku. Nie zdążymy do 9:00! Spóźnimy się! Zamkną laboratorium! Co robimy? Wracamy? Nie, skoro już jedziemy to jedźmy! Może jednak się uda!

Przed zamkniętymi drzwiami korytarza, na którym znajdowało się laboratorium byliśmy o godzinie 9:15. Laboratorium było już zamknięte. Pomimo tego nacisnęliśmy dzwonek. W drzwiach ukazała się kobieta w białym fartuchu.

– Państwo w jakiej sprawie? – zapytała.
– Chcieliśmy wykonać badanie przeciwciał antykardiolipinowych. Niestety z powodu korków nie zdążyliśmy przyjechać do godziny 9:00. Jesteśmy z Katowic…
– Proszę, niech państwo wejdą – kobieta wskazała drzwi do laboratorium.

Po chwili siedzieliśmy przy stole.

– Dlaczego chce pani badać przeciwciała? – zapytała – Co się dzieje?

Powoli, ze szczegółami opowiedziałam osobie, którą widziałam pierwszy raz w życiu całą historię. Ona słuchała uważnie kiwając od czasu do czasu głową.

Po wysłuchaniu tego co miałam do powiedzenia, wzięła do ręki grubą książkę i zaczęła czegoś szukać.

– Samo badanie przeciwciał nie wystarczy! – powiedziała – Musi pani wykonać więcej badań. Trzeba poszerzyć diagnostykę. W mojej pracowni mogę wykonać pani badania nieodpłatnie. Wyniki wyślę pocztą. Zobaczymy jak wyjdą – jeżeli zajdzie konieczność ich powtórzenia przyjedzie pani do mnie jeszcze raz – uśmiechnęła się.

Po pobraniu krwi zostawiliśmy adres, podziękowaliśmy i pożegnaliśmy się. Machając na pożegnanie zastanawiałam się, czy to możliwe, że obca osoba z takim zainteresowaniem i życzliwością podeszła do naszego problemu. Ta kobieta to Anioł! – pomyślałam. Prawdziwy Anioł! Nie dość, że przyjęła nas z otwartymi ramionami to jeszcze sama zaproponowała bezpłatne wykonanie badań. Dodatkowo miałam wrażenie, że w tym dniu mieliśmy się spóźnić. W laboratorium oprócz naszej trójki nie było nikogo. Nikt nam nie przeszkadzał. Nikt nie przerywał. Mój ANIOŁ miał czas tylko dla mnie. Czekał tam nie bez powodu.

Po czterech miesiącach wyjęłam ze skrzynki list z wynikami badań. Na wstępie przeczytałam, że badania przeciągnęły się z powodu braku odczynników. Okazało się, że część badań należało powtórzyć, gdyż wyniki były wątpliwe (powinny być ujemne). Po 6 miesiącach ponownie pojechaliśmy do Krakowa. Tym razem nasz Anioł dokonał analizy wyników za pomocą grubej księgi medycznej.

– Wygląda na to, że ma pani zaburzenia układu pokarmowego – powiedziała laborantka – Powtórzymy badania. Wyniki znowu wyślę pani pocztą. Z kompletem badań pójdzie pani do gastrologa. On będzie dalej szukał. Niebawem pozna pani prawdę.

Drugi list z wynikami badań przyszedł dużo szybciej niż pierwszy. Postanowiłam od razu pokazać je lekarzowi. W poradni gastrologicznej zostałam przyjęta w środę pomimo tego, że nie byłam zapisana i nie miałam wyznaczonego terminu. Po dwóch dniach (w piątek) miałam już pierwszą gastroskopię. Podczas badania pani doktor pobrała wycinki z dwunastnicy i kazała czekać na wyniki. Po dwóch miesiącach od gastroskopii (pamiętam, że było to 7 maja) pojechałam na wizytę odebrać wynik.

– Wreszcie znamy przyczynę pani problemów!!! Nie toleruje pani glutenu – usłyszałam – Ma pani stwierdzony zanik kosmków jelitowych – 1 typ według Marsha. Musi pani natychmiast przejść na dietę bezglutenową. Gluten powoduje zapalenie jelit i atakuje stawy. Niestety nie ma na to leków. W tym przypadku pomaga tylko dieta.
– Dieta bezglutenowa? Co to jest gluten? Nigdy o nim nie słyszałam! – myśli kotłowały się w głowie.
– Nie może pani jeść niczego co zawiera mąkę – kontynuowała pani doktor – Gluten to białko zbóż. Działa cicho i podstępnie. Wyniszcza organizm od środka nie dając żadnych objawów. Niszczy jelita. Proszę sobie o nim poczytać.

Po powrocie do domu rozejrzałam się po kuchni i stwierdziłam, że większość produktów, które mam zawiera gluten. Co teraz będzie? Zastanawiałam się. Co będę jadła? Pierwsze tygodnie diety były bardzo trudne. Uczyłam się jej od podstaw. Teraz, po 9 latach śmieję się z tego okresu. Było ciężko, ale byłam szczęśliwa, że wreszcie po 7 latach szukania poznałam prawdę. Miałam zapalenie jelit! Stan zapalny nie pozwalał rozwijać się ciążom. Wszystko stało się jasne! Odkryłam prawdę! Dziękuję ANIELE z Krakowa!!!

c.d.n.


Beata Matusek